Jak podała we wtorek stacja TVN 24, śledztwo jest wynikiem zawiadomienia, jakie w tej sprawie złożyli do prokuratury posłowie PO Cezary Tomczyk i Agnieszka Pomaska. Zostało wszczęte 12 kwietnia.

Informacje potwierdził w rozmowie z PAP Prokopowicz. Jak wyjaśniał, jest to "postępowanie przygotowawcze w sprawie niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych biorących udział w czynnościach" na miejscu wypadku z udziałem audi i fiata seicento, 10 lutego w Oświęcimiu. Dodał, że chodzi o czynności wykonywane przez funkcjonariuszy policji i prokuratorów.

"Będziemy wyjaśniać okoliczności, wynikające z zawiadomienia złożonego 16 lutego przez dwoje posłów, związane z bezpodstawnie wykonanymi - zdaniem zawiadamiających - czynnościami z udziałem kierowcy fiata, nieprawidłowym zachowaniem prokuratorów obecnych na miejscu zdarzenia oraz z kwestią dostępu adwokata do zatrzymanego w momencie zatrzymania - bezpośrednio po czynnościach na miejscu zdarzenia" – opisywał Prokopowicz.

Prokurator dodał, że śledztwo jest na wstępnym etapie i jest prowadzone "w sprawie". Jak mówił, zawiadomienie opiera się na doniesieniach medialnych, a śledczy chcą wszechstronnie wyjaśnić sprawę, dlatego istotne będzie przesłuchanie kierowcy fiata i dokonanie oględzin akt sprawy z wypadku drogowego. - Te czynności zostały już zaplanowane, będą stopniowe realizowane przez prokuratora – zaznaczył.

Prokopowicz wyjaśniał też, że jest to tzw. śledztwo własne prokuratora, dotyczy bowiem policjantów i prokuratorów.

Zawiadomienie posłów trafiło w połowie lutego do Prokuratury Krajowej, która przekazała je do Prokuratury Regionalnej w Krakowie. Szef PR pod koniec marca wyznaczył Prokuraturę Okręgową w Kielcach do prowadzenia tej sprawy.

Gdy PO zapowiadała złożenie do prokuratury zawiadomienia, politycy partii podkreślali, że chodzi o niezapewnienie kierowcy seicento dostępu do adwokata. Posłowie w swym zawiadomieniu powoływali się m.in. na doniesienia medialne, jakoby kierowca fiata, który uderzył w pojazd z premier na pokładzie, 21-letni Sebastian K., nie mógł skorzystać z pomocy adwokata, ponieważ został poinformowany, że na tym etapie postępowania nie jest mu w ogóle potrzebny.

Według Platformy, takie działanie może nosić znamiona przestępstwa opisanego w art. 231 kodeksu karnego ("funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3").

"Nie możemy pozwolić na to, żeby odmówić godności młodemu człowiekowi z Oświęcimia tylko dlatego, że nie jest władzą. Władza uderza w tego młodego człowieka właśnie dlatego, że stanął na jej drodze, że nie poddał się opresji, że może mieć inne zdanie, inną wersję wydarzeń" - mówił wówczas poseł Tomczyk.

Według niego, kontrowersje w sprawie wypadku budzi też kwestia zatrzymania kierowcy fiata oraz tego, czy został zbadany przez lekarzy po wypadku. Poseł przekonywał, że po wypadku w Oświęcimiu nie zaistniały okoliczności, które uzasadniałyby zatrzymanie Sebastiana K.

Posłanka Pomaska zarzuciła szefowi MSWiA Mariuszowi Błaszczakowi, że zamiast skupić się na wyjaśnianiu "prawdziwych" przyczyn wypadku premier Szydło, w sposób brutalny atakuje opozycję. Według niej, wciąż brakowało odpowiedzi na kilka kluczowych pytań: o której godzinie w piątek, gdy doszło do wypadku szefowa rządu wyjechała z lotniska w Krakowie (podróż do domu kontynuowała samochodem BOR), z jaką prędkością jechała rządowa kolumna. "Nie mamy rzetelnej informacji na temat tego, czy pojazd pani premier był - zgodnie z prawem - pojazdem uprzywilejowanym" - dodała posłanka PO.

W PolskimRadio24 wiceminister spraw wewnętrznych Jarosław Zieliński zapewniał, że kierowca fiata został po wypadku zbadany przez lekarza i poinformowany o możliwości skorzystania z adwokata.

Do wypadku doszło 10 lutego w Oświęcimiu. Policja podała, że rządowa kolumna trzech samochodów (pojazd premier Beaty Szydło jechał w środku) wyprzedzała fiata seicento; jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto szefowej rządu, które następnie uderzyło w drzewo.

W wyniku wypadku poważne obrażenia ciała, utrzymujące się dłużej niż 7 dni, odnieśli premier i jeden z funkcjonariuszy BOR - szef ochrony Beaty Szydło. U drugiego funkcjonariusza BOR - kierowcy pojazdu - stwierdzono lżejsze obrażenia. Beata Szydło do 17 lutego przebywała w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie.

14 lutego kierowca fiata Sebastian K. usłyszał prokuratorski zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku. Nie przyznał się do winy, prokuratura nie podaje treści jego wyjaśnień. Śledztwo w tej sprawie prowadzi zespół trojga prokuratorów z Prokuratury Okręgowej w Krakowie; nadzór sprawuje Prokuratura Regionalna w Krakowie.

Jak podawały w kwietniu krakowskie media, bezpośrednio po wypadku na miejscu obecna była m.in. wiceszefowa Prokuratury Okręgowej w Krakowie prok. Maria Zębala i biegły z Instytutu Ekspertyz Sądowych, jeden z dwóch specjalistów ds. odczytu danych i jedyny dostępny w tym czasie - Jakub Zębala, jej mąż. Według mediów, mogło to zagrażać obiektywizmowi śledztwa.

Zdaniem prokuratury "nie można przyjąć, że zastępca Prokuratora Okręgowego Maria Zębala wspólnie pracowała na miejscu zdarzenia z biegłym Jakubem Zębalą, skoro oględziny miejsca wypadku prowadził funkcjonariusz KPP w Oświęcimiu pod nadzorem Prokuratora Rejonowego w Oświęcimiu, a zastępca Prokuratora Okręgowego w Krakowie jedynie była obecna przy oględzinach, nie wykonując żadnej czynności. (...) Natomiast rola biegłego Jakuba Zębali ograniczyła się do czynności technicznej podłączenia licencjonowanego urządzenia do odczytywania danych z rejestratorów wypadkowych z wykorzystaniem systemu Bosch CDR" - wyjaśniła prokuratura.

"W tych okolicznościach udział w czynnościach osób, pozostających w związku małżeńskim, w ocenie organów procesowych nie wzbudza żadnych uzasadnionych zastrzeżeń co do braku obiektywizmu którejkolwiek z tych osób" – stwierdziła prokuratura informując, iż obie osoby nie biorą już udziału w czynnościach śledztwa. Pierwsza próba sczytania danych nie powiodła się i powołano kolejnego biegłego.