Oskarżony polityk składa we wtorek wyjaśnienia przed katowickim sądem.- Zaprzeczam, abym kiedykolwiek przyjął od tych panów świadczenie pieniężne – powiedział przed sądem Janik. - Nigdy w żadnej formie nie podejmowałem działań w imieniu tej spółki – dodał b. szef MSWiA.

Choć nie wypiera się znajomości z G. i B. oświadczył, że nigdy nie składał żadnych interpelacji czy zapytań poselskich dotyczących ich firmy, nie podejmował żadnych interwencji w żadnej instytucji i nie znał wówczas żadnych przedstawicieli kierownictwa aparatu skarbowego ani osób pełniących eksponowane funkcje w branży górniczej. Poza Janikiem w procesie, który ruszył pod koniec października odpowiadają także wiceminister finansów w rządzie SLD Wiesław C., a także b. szefowie katowickiego aparatu skarbowego.

140 tys. zł łapówki

Sprawa dotyczy dostarczającej m.in. artykuły chemiczne dla kopalń katowickiej firmy, która przed laty miała poważne zaległości podatkowe. Zdaniem katowickiej prokuratury, jej szefowie korumpowali Janika, a także b. wiceministra finansów za rządów SLD Wiesława C. i b. wicedyrektorkę Izby Skarbowej w Katowicach.

Śledztwo rozpoczęło się od zawiadomienia złożonego przez Andrzeja B. - współwłaściciela tej firmy. Według niego, spółka korumpowała urzędników, by mieć wpływ na kontrole skarbowe i uzyskać umorzenia podatkowe. Świadek obciążył swojego wspólnika Antoniego G. i inne osoby, które razem z nim odpowiadają teraz przed sądem.

Zarzuty wobec Janika dotyczą lat 2004-05. Był on w tym czasie posłem SLD. Według prokuratury przyjął od katowickiej firmy 140 tys. zł - w 13 ratach - za pośrednictwo w skontaktowaniu jej przedstawicieli z osobami pełniącymi funkcje publiczne w organach skarbowych, które mogłyby pomóc w pozytywnym zakończeniu kontroli skarbowych i umorzeniu części należności podatkowych. Miał także umożliwić kontakt z szefami kopalń i spółek węglowych, którzy mogli mieć wpływ na wybór ofert i preferować w przetargach spółkę należącą do G. i B. Janik usłyszał 13 odrębnych zarzutów.

B. szef MSWiA niechętnie rozmawiał przed pierwszą rozprawą z dziennikarzami. Powtórzył, że nie przyznaje się do winy. W ogóle nie oceniam (tej sprawy – PAP). Od oceny jest wysoki sąd – powiedział. Pytany o to, jaki będzie finał procesu dodał: Mam nadzieję, że oczywisty – uniewinnienie.

Po odczytaniu przez oskarżyciela, jako pierwszy wyjaśnienia składał G., który ograniczył się do krótkiego oświadczenia. Powiedział w nim, że nie popełnił zarzucanych mu przestępstw, a dawny wspólnik fałszywie oskarżył go i innych oskarżonych, bo chciał się zemścić. Zapowiedział, że powie więcej po przesłuchaniu B.

Do winy nie przyznała się także b. wicedyrektorka Izby Skarbowej w Katowicach Elżbieta K., która według prokuratury za życzliwość polegającą na wskazaniu uchybień i ukierunkowaniu przy sporządzaniu dokumentacji, przyjęła korzyści majątkowe o wartości ok. 10 tys. zł - w postaci dwóch obrazów i srebrno-szklanej patery.

Przyznała, że była w posiadaniu jednego z obrazów, o którym mowa w akcie oskarżenia, ale jak wyjaśniała, został on jej przekazany wbrew jej woli – był w reklamówce, w której miały być firmowe kalendarze. Jak wyjaśniał sam B. (współwłaściciel firmy - PAP), reklamówka została mi wciśnięta na siłę – powiedziała i dodała, że później dobrowolnie zaniosła obraz do prokuratury, do której została wezwana na przesłuchanie, wówczas jeszcze w charakterze świadka.

K. podkreślała, że nie okazywała przychylności ani gotowości do pomocy spółce, nie udzielała też jej żadnych porad. Zapewniała, że nie miała też wpływu na decyzje dotyczące tej firmy ani wpływu na naczelników urzędów skarbowych. B. wiceszefowa Izby oceniła też, że objęcie zobowiązań podatkowych spółki restrukturyzacją było zgodne z prawem i uzasadnione. Korzystało z tego wiele podmiotów. Według prokuratury na skutek decyzji aparatu skarbowego, firmie G. i B. umorzono część odsetek od zaległości podatkowych – ok. 2,5 mln zł.

B. dyrektor Izby Skarbowej w Katowicach Henryk Ś. jako jedyny nie ma zarzutów o charakterze korupcyjnym; odpowiada przed sądem za przekroczenie uprawnień. Miał namawiać Elżbietę K. do przychylności wobec firmy. Stanowczo się z tym nie zgadza. Przyznał, że przyjął G. - po interwencji z resortu finansów, a później skorzystał z zaproszenia do jego firmy po – jak zaznaczył - przypadkowym spotkaniu na parkingu.

Na kolejnej rozprawie sąd ma odebrać wyjaśnienia od Janika i Wiesława C., który był posłem SLD kilku kadencji Sejmu, a w latach 2001-04 sekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów i generalnym inspektorem kontroli skarbowej. Zdaniem prokuratury, od katowickiej firmy C. przyjął 240 tys. zł korzyści majątkowych - "w zamian za przychylność i gotowość podjęcia działań należących do jego kompetencji". Miał też udzielać G. porad w zakresie prawa podatkowego i wskazywać osoby pełniące funkcje w organach skarbowych, które rozpoznawały sprawy podatkowe spółki i mogły decydować o umorzeniu należności.

Prok. Ewa Kordula powiedziała dziennikarzom, że przedstawione oskarżonym zarzuty to efekt długiego i żmudnego śledztwa. W ocenie oskarżyciela zgromadzony materiał dowodowy potwierdził udział w korupcyjnym procederze urzędników państwowych. Przypomniała, że nie jest to jedyny proces dotyczący katowickiej spółki. Od 2013 r. przed sądem toczy się proces b. dyrektorów kopalń i b. szefów spółek węglowych, którzy także mieli być korumpowani przez tę spółkę. Jednym z oskarżonych jest tam G.

W innym wątku śledztwa prokuratura badała, czy Antoni G. korumpował także wysokich rangą oficerów policji. Umorzyła tę sprawę z uwagi na brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Umorzona została także sprawa Andrzeja B. - skorzystał z klauzuli bezkarności, przysługującej osobie, która zawiadomi organy ścigania o korupcji. Prokuratura zaznacza, że choć sprawa w dużej mierze opiera się na jego zeznaniach, w śledztwie zgromadzono także inny materiał dowodowy, potwierdzający zarzuty - jak dokumenty, zapisy i logowania telefonów.