Bartosz D. może wyjść na wolność. Sąd Rejonowy w Toruniu nie zgodził się z wnioskiem prokuratury o przedłużenie aresztu. Mężczyzna jest podejrzany o znęcanie nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem.

Zdaniem sądu nie ma potrzeby, aby zastosować tymczasowe aresztowanie dla Bartosza D. Wskazano na to, że wszelkie kluczowe działania zaplanowane przez prokuraturę zostały już przeprowadzone. Sąd zaznaczył, że areszt nie jest karą za popełnione przestępstwa, a środkiem zapobiegawczym mającym na celu zagwarantowanie prawidłowego przebiegu śledztwa.

Decyzja nie jest prawomocna. Możliwe, że mężczyzna wyjdzie na wolność w najbliższą sobotę.

30-letni Bartosz D. z Chełmży usłyszał w poniedziałek (19 marca) zarzut znęcania się nad psem ze szczególnym okrucieństwem. Mężczyźnie, który miał skatować szczeniaka Fijo grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności. Czteromiesięczne zwierzę miało m.in. powybijane zęby, złamaną szczękę oraz dotkliwy uraz kręgosłupa, który doprowadził do paraliżu tylnych łap, a także złamanie kości udowej. Podczas poniedziałkowego przesłuchania Bartosz D. nie przyznał się do winy, podtrzymuje wersję zdarzeń, że przewrócił się na psa.

"Sąd zastosował tymczasowy areszt na dwa, a nie trzy miesiące, jak wnosił prokurator. Dobrze jednak, że ten areszt jest i podejrzany będzie przebywał w izolacji. To zabezpieczy prawidłowy tok postępowania. Oczywiście zachodziła obawa ukrywania się tego mężczyzny, bo tak już przecież było oraz wpływania na zeznania świadków. Przedłużenie tymczasowego aresztu oznacza, że zdaniem sądu jest wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez Bartosza D. tego czynu" - powiedziała Katarzyna Topczewska pełnomocniczka Fundacji "Judyta", opiekującej się obecnie zwierzęciem.

Obrońca Bartosza D. Katarzyna Bórawska podkreśliła, że jest niezadowolona z wyniku posiedzenia sądu.

Apeluję jeszcze raz o powstrzymanie się od negatywnych komentarzy, skierowanych przede wszystkim do rodziny i biednych dzieci. Obecnie cała rodzina jest tak zastraszona, że dzieci boją się chodzić do szkoły, czy robić zakupy. Przypominam o domniemaniu niewinności. Uważam Bartosza D. za niewinnego, wierzę mu, tak jak i wierzy rodzina, która go wspiera - wskazała Bórawska.

P.o. prokurator rejonowy Toruń-Wschód Marcin Licznerski mówił wcześniej w rozmowie z dziennikarzami, że Bartosz D. nie przyznał się do zarzucanego czynu. - Mężczyzna wskazał, że do zdarzenia doszło na skutek jego upadku, czego konsekwencją było spowodowanie obrażeń psa. Wymaga to weryfikacji procesowej. Wyjaśnienia nie są zbieżne z materiałem dowodowym, który udało się dotychczas zgromadzić - mówił Licznerski.

D. wyjaśnił w poniedziałek, że ukrywał się po zdarzeniu za granicą i niedawno wrócił do Polski.

Dowody wskazują na to, że mężczyzna spowodował obrażenia ciała psa i nie mogły one powstać w taki sposób, jak on tłumaczy. W czasie tego zdarzenia podejrzany był sam z psem w mieszkaniu. Jego wyjaśnienia wskazują, że ukrywał się przez organami ścigania, bo zobaczył relację ludzi w mediach społecznościowych i obawiał się o swoje bezpieczeństwo - podkreślił Licznerski.

Podejrzany, jeszcze przed wejściem na przesłuchanie, powiedział dziennikarzom: "Jestem niewinny. Udowodnię wam to. Pozdrawiam rodzinę". Już po przesłuchaniu krzyczał w stronę dziennikarzy, żeby zajęli się innymi, ważniejszymi sprawami. Ponownie powiedział, że jest niewinny.

Według pełnomocniczki Fundacji "Judyta", podczas poniedziałkowego przesłuchania, Bartosz D. zadeklarował, iż będzie chciał odzyskać psa Fijo.

Policja zatrzymała Bartosza D. 9 marca w Ostaszewie k. Torunia; mężczyzna był poszukiwany listem gończym, jako podejrzany o pobicie czteromiesięcznego szczeniaka.

Prokurator Licznerski informował wcześniej PAP, że następnego dnia po pobiciu zwierzęcia policję o sprawie zaalarmowała żona podejrzanego. - Ona wraz z dziećmi 27 stycznia była u krewnych. Z pieskiem w domu został jej mąż. Gdy domownicy wrócili do domu, pies był już dotkliwie pobity. Mężczyzna spakował swoje rzeczy i od tamtej pory nikt z bliskich go nie widział. Kolejnego dnia rozpoczęła się batalia policji o ustalenie jego miejsca pobytu. Sprawdzono wszystkie wskazywane lokalizacje, ale różne sygnały w tej sprawie się nie potwierdziły - mówił prokurator, dodając, że prokuratura skierowała wówczas do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie mężczyzny i poszukiwanie listem gończym.

Pies Fijo przeszedł już operację w Czechach, a obecnie rehabilitowany jest w Bielsku-Białej, gdzie znajduje się specjalistyczna placówka leczenia takich urazów, 9 kwietnia wyjedzie na specjalistyczne leczenie do kliniki w Portugalii.