Marsz Równości usiłowali blokować jego przeciwnicy, wielu z nich zachowywało się agresywnie. Policja użyła pałek, a także gazu łzawiącego i armatki wodnej, aby przerwać blokowanie marszu i ochronić jego uczestników. W stronę policjantów leciały kamienie, petardy, butelki.

Rzeczniczka komendanta wojewódzkiego policji w Lublinie Renata Laszczka-Rusek powiedziała w niedzielę PAP, że ośmiu policjantów po zabezpieczaniu Marszu Równości trafiło do szpitala na badania. Doznali na ogół niegroźnych urazów kończyn po tym, jak kontrmanifestanci rzucali w policjantów różnymi przedmiotami, m.in. kamieniami. Jeden z policjantów jeszcze przebywa w szpitalu” – zaznaczyła rzeczniczka.

Zatrzymanych zostało 21 osób. Laszczka-Rusek powiedziała, że pięć osób będzie odpowiadać za wykroczenia, natomiast 16 zostanie w niedzielę doprowadzonych do prokuratury; mają usłyszeć zarzuty dotyczące m.in. czynnej napaści na policjanta, udziału w bójce.

 Według szacunków policji w lubelskim Marszu Równości wzięło udział ok. 1,5 tys. osób, natomiast liczbę osób zakłócających marsz w sposób najbardziej agresywny oszacowano na około 200.

Po dotarciu na Plac Teatralny, gdzie marsz się zakończył, uczestnicy rozwinęli ogromną tęczową flagę. Policja zapowiedziała, że dokona wstępnych ocen przebiegu i zajść podczas marszu.

- Były agresywne próby zablokowania legalnego marszu, stąd reakcja policji - powiedział w rozmowie z TVN24 insp. Mariusz Ciarka z Komendy Głównej Policji. Zaznaczył, że nie było żadnych rannych wśród uczestników ani nie doszło do użycia przemocy, poza agresją słowną.

Nie zaprzeczył, że próby zablokowania marszu, rzucanie różnych przedmiotów, w tym petard, w kierunku manifestujących miało miejsce a niektórzy uczestnicy kontrmanifestacji zostali zatrzymani. Innym po sprawdzeniu nagrań m.in. z monitoringu również zostaną postawione zarzuty. Podkreślił, że policjanci z Lublina stanęli na wysokości zadania i odpowiednio zabezpieczyli przebieg manifestacji.

Uczestnicy Marszu Równości zgromadzili się najpierw na Placu Zamkowym, natomiast na ulicy Zamkowej, biegnącej wiaduktem obok Placu Zamkowego, zgromadzili się przeciwnicy marszu - kontrmanifestacja środowisk narodowych.

Przeciwnicy marszu zablokowali wejście z Placu Zamkowego w ulicę Kowalską, którędy miał iść Marsz Równości. W stronę zgromadzonych na Placu Zamkowym uczestników poleciały petardy. Policja kordonem oddzielała obie grupy demonstrantów, a pochód Marszu Równości został skierowany inną drogą – przez Aleję Solidarności. Uczestników marszu otoczyli kordonem policjanci. Kontrmanifestanci wykrzykiwali "Lublin miastem bez dewiacji!", "Zboczeńcy!"

Jak informuje "Gazeta Wyborcza", narodowcy zaczęli rzucać petardami w stronę policji. Funkcjonariusze użyli armatki wodnej. Narodowcy cały czas wyzywają też policję i uczestników marszu.

Uczestnicy Marszu Równości na czele pochodu nieśli baner z napisem "I Marsz Równości w 100-lecie niepodległości". Trzymali baloniki w różnych kolorach, tęczowe flagi oraz transparenty z napisami: "Wolność jest wtedy, kiedy się nie boisz", "+Nie trwóżcie się! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele … + Grupa chrześcijan LGBTQ Wiara i Tęcza", "Let your tru colors shine", "Lublin przeprasza za wojewodę homofoba i prezydenta tchórza", "Miłość to prawo człowieka", "Za miłość waszą i naszą", "Praw osób tras prawami człowieka".

Przeciwnicy marszu trzymali transparenty z napisami: "Chłopak dziewczyna normalna rodzina. Młodzież Wszechpolska", "Rodzina fundamentem cywilizacji. Kozi gród na zawsze wolny od dewiacji. ONR", "Homoseksualizm i przestępczość. Homoseksualiści byli dwa razy częściej skazywani za przestępstwa seksualne. Homoseksualiści byli cztery razy częściej skłonni dopuścić się zabójstwa. www.zycierodzina.pl" , "+Byłam narażona na jawne czynności seksualne takie jak sodomia, seks grupowy, nagość , pornografia, sadomasochizm+ Dawn Stefanowicz, wychowana przez gejów".

Zaczęliśmy fajerwerkami – żartował organizator Marszu Równości Bartosz Staszewski. "Jest wspaniała pogoda. Jesteśmy przekonani, że dojdziemy do Centrum Spotkania Kultur (gdzie ma zakończyć się marsz). Pierwszy raz będziemy mogli przejść trzymając się za ręce" - dodał.

W marszu udział brali m.in. posłanka PO Joanna Mucha i lider partii Razem Adrian Zandberg. Zandberg powiedział dziennikarzom, że zmienił swoje plany, odwołał spotkania, aby być na tej demonstracji. My z partii Razem jesteśmy zdecydowanie za równością wszystkich obywateli i dlatego było dla mnie oczywiste że w sytuacji, gdy lokalny lider PO chce odbierać prawo do demonstrowania tej grupie ludzi, która zebrała się, aby przejść w pierwszym Marszu Równości przez Lublin, to moim obowiązkiem jest tutaj być – powiedział.

Takie marsze odbywają się całej Polsce. One pokazują, że Polska jest różna, różnorodna, że wierzymy w różne rzeczy, myślimy w różny sposób, ale Polska jest naszym wspólnym domem i nikt nie może być z tego wspólnego domu wykluczany. Nikomu nie wolno mówić, ze jest obywatelem drugiej kategorii – dodał Zandberg.

Trasa marszu prowadziła przez centrum miasta m.in. ulicami Lubartowską, Krakowskim Przedmieściem do Placu Teatralnego, gdzie zakończyło się zgromadzenie.

Zapowiedź organizacji marszu wywołała protesty działaczy PiS, środowisk narodowych, katolickich, którzy domagali się od prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka zakazu organizowania tej manifestacji. Prezydent Lublina w oparciu m.in. o opinię policji mówiącą, że spotkanie uczestników Marszu Równości i kontrmanifestacji mogłoby doprowadzić do konfliktu, co może być zagrożeniem mieszkańców, wydał we wtorek zakaz obu zgromadzeń, ze względów bezpieczeństwa. Powołał się na przepis ustawy Prawo o zgromadzeniach, który umożliwia wydanie zakazu, gdy zgromadzenie może zagrażać życiu i zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach.

Organizatorzy obu manifestacji odwołali się do Sądu Okręgowego w Lublinie, który w środę utrzymał w mocy decyzję prezydenta o zakazie. Na to postanowienie złożone zostały zażalenia do Sądu Apelacyjnego w Lublinie, który ostatecznie w piątek uchylił zakaz. Sąd uznał m.in. że wolność zgromadzeń pełni doniosłą rolę w demokratycznym państwie i jej ograniczanie powinno być traktowane jako wyjątek. Podkreślił też że to na władzach państwowych ciąży obowiązek zapewnienia pokojowego charakteru zgromadzenia i zagwarantowania ochrony jego uczestnikom.

Żuk powołał specjalny sztab kryzysowy do monitorowania sytuacji w związku z Marszem Równości i kontrmanifestacją.