Posłowie pracujący nad nowymi regułami ruchu drogowego tłumaczą, że to przede wszystkim kary pieniężne dyscyplinują kierowców do jazdy zgodnie z przepisami. I argumentują, że dokładnie takie samo rozwiązanie przyniosło efekty we Francji - bezpieczeństwo na drogach poprawiło się.

Sieć fotoradarów ma powstać w pierwszej kolejności na autostradach i drogach ekspresowych. A system zostanie sfinansowany z kasy UE.

GRZEGORZ RZECZKOWSKI: Czy dzięki nowym radarom rzeczywiście będzie bezpieczniej na drogach? Przecież powszechna jest wiedza o tym, że fotoradary wychwytują tylko samochody jadące z prędkością znacznie przekraczającą dozwoloną.

POLICJANT DROGÓWKI ZE ŚLĄSKA: To prawda, fotoradary ustawiane są na konkretne progi wyzwalania zdjęć, np. 30 - 40 kilometrów na godzinę powyżej dozwolonej prędkości w danym miejscu. Jeden z powodów to za dużo buchalterii, którą musimy pokonać, by wystawić mandat. Gdybyśmy ustawiali radary zgodnie z ograniczeniami, w komendach niczego innego policjanci by nie robili poza wypisywaniem mandatów.

To jedyne powody ustawiania fotoradarów tak, by wyłapywały tylko tych, którzy drastycznie przekroczyli dozwoloną prędkość?

Ważne jest jeszcze jedno. Fotoradary to drogie urządzenia, które powinny być racjonalnie wykorzystywane. Muszą karać drastycznie, a więc wyłapywać przede wszystkim piratów drogowych, a nie takich, którzy przekroczyli prędkość o 10 - 20 km/h, bo akurat wyprzedzali i musieli przyspieszyć. Gdyby bali się przyspieszyć, sami wprowadzaliby zagrożenie zbyt długo trwającym manewrem. Dlatego byłbym nawet za tym, aby w niektórych miejscach poza terenem zabudowanym tak zaprogramować urządzenia, by robiły zdjęcia jedynie tych, którzy przekraczają dozwoloną prędkość na przykład o 40 - 50 km/h. Wówczas wyłapiemy kierowców, którzy powodują najbardziej groźne w skutkach wypadki. Kary byłyby naprawdę wysokie, a urządzenia działałyby dłużej niż godzinę dziennie, zanim zapchają się zdjęciami.

To po co w takim razie stawiać fotoradary, skoro i tak kierowcy będą mogli szaleć na drodze, przekraczając prędkość o dozwolony margines?

Zapewniam, że takich kierowców, którzy przekraczają prędkość o te 30 - 50 km/h jest naprawdę wielu. To oni powodują najwięcej wypadków tych drastycznych z ofiarami w ludziach. Nie łudzę się, że poprawa nastąpi z dnia na dzień, ale wiadomo, nie od razu Kraków zbudowano. Muszą odczuć w portfelu, że mają stanowczo za ciężką prawą nogę.

W jaki sposób jeszcze można utemperować rajdowe zapędy kierowców?

W tej chwili sporządzenie dokumentacji z tymi kadrami, które są, rzeczywiście stanowi problem. Teraz obróbka danych zabiera mi mnóstwo czasu, bo zanim wypiszę mandat, muszę ustalić osobę, która prowadziła samochód. Kończy się na tym, że termin na wystawienie mandatu mija i trzeba kierować wniosek o ukaranie do sądu grodzkiego. A wystarczyłoby, aby bez zbędnej dyskusji karać właściciela auta. Niech on się rozlicza z tym, komu pożyczył, wylisingował albo użyczył pojazdu. Jak będzie musiał zapłacić, to sam znajdzie winowajcę.