Wczoraj dziennikarze z Agory dowiedzieli się, umowę o pracę rozwiązano na jego prośbę. Powodem odejścia Maleszki ma być scena z filmu dokumentalnego "Trzej kumple", który w poniedziałek wyemituje TVN.

W redakcji "GW" mówi się, że szefostwo gazety podjęło decyzję, gdy zobaczyło na filmie, jak Maleszka przez telefon redaguje artykuł w gazecie. Używa przy tym kategorycznego tonu, który może dowodzić jego wpływu na linię "Gazety Wyborczej". "Widziałem ten film. Wymowa tej sceny jest nieprawdziwa. Ale muszę przyznać, że ta scena i występ w filmie Lesława Maleszki nie były okolicznościami, które poprawiły sytuację" - mówi DZIENNIKOWI Jarosław Kurski, pierwszy zastępca naczelnego "GW".

Film "Trzej kumple" opowiada o przyjaźni Maleszki, Wildsteina i Pyjasa. To, że Maleszka w latach 70. współpracował z bezpieką, w listopadzie 2001 roku ujawnił Wildstein. Maleszka, który w tym czasie był publicystą "GW" i wielokrotnie na jej łamach wypowiadał się przeciwko lustracji, w tekście "Byłem Ketmanem" przyznał się do winy. Gazeta, mimo krytyki środowiska dziennikarskiego, nie zwolniła go, ale umieściła w cieniu. "Leszek Maleszka stracił w naszych oczach wiarygodność i szacunek. Jego nazwisko musi na długie lata zniknąć z łam "Gazety", bo to nazwisko wprowadzało nas i czytelników w błąd" - pisali 13 listopada szefowie "GW" z Adamem Michnikiem na czele. Ale Maleszka nie zniknął.

Od siedmiu lat pracuje w domu: jako skromny redaktor, który redaguje przysłane mu teksty, głównie z działu opinii. – To, że Lesław Maleszka pozostał w redakcji „GW” było tylko i wyłącznie aktem humanitarnym i socjalnym. Nigdy nie oznaczało to jakiejkolwiek formy akceptacji i abolicji dla jego postawy. Ten fakt był trudny do zaakceptowania dla zespołu. Wysoka była cena tego miłosierdzia – mówi Jarosław Kurski.

Zastępca Adama Michnika podkreśla, że o zwolnienie poprosił sam Maleszka. Jednak jego żona w rozmowie z DZIENNIKIEM mówi krótko, że inicjatywa rozwiązania umowy o pracę nie wyszła od jej męża. Sam Maleszka nie chce rozmawiać z dziennikarzami.

"Redaktor został zwolniony z obowiązku świadczenia pracy, oddał już legitymację prasową. – Rozstaliśmy się ostatecznie i definitywnie" - mówi Jarosław Kurski.

Dla wielu osób decyzja szefów "GW" zapadła o siedem lat za późno. "Generalnie zwolnienie Maleszki jest pozytywne, ale zarazem jest to przejaw hipokryzji <GW>, bo ten krok zrobiono dopiero, kiedy na filmie przyłapano go na gorącym uczynku. To był absolutny skandal, że Maleszka miał wpływ na gazetę. Tolerowanie osoby o tak paskudnej przeszłości, było wręcz buńczucznym wyzwaniem wobec opinii publicznej i dowodem na brak szacunku wobec niej" - mówi Stanisław Janecki, redaktor naczelny "Wprost".

Zdaniem Grzegorza Miecugowa, publicysty TVN 24 obecność Maleszki w "GW" była dla niej obciążeniem. "Wszyscy, którzy znają Maleszkę mówią, że on do końca nie jest przekonany, że źle zrobił donosząc na kolegów. Jeżeli tak jest, to cieszę się, że taką decyzję podjęto. Wydaje mi się, że należało jednak podjąć ją wcześniej" - zauważa Miecugow. Bronisław Wildstein mówi krótko: "Nie warto rozmawiać o tym człowieku".