Kolumna polskich pojazdów wracała do bazy z patrolu. Nieoczekiwanie pod jednym z samochodów Hummer wybuchła mina. W wyniku eksplozji ładunku śmierć poniósł dowódca patrolu podporucznik Robert Marczewski. Miał 28 lat. Służył w 6. batalionie desantowo-szturmowym w Gliwicach na stanowisku dowódcy plutonu. Pozostawił żonę i dziecko.

Czwórkę rannych żołnierzy natychmiast przetransportowano do szpitala wojskowego. Stwierdzono u nich połamania, stłuczenia i obtarcia. Po opatrzeniu przewieziono ich do szpitala w bazie Bagram. Lekarze zapewniają, że ich życiu nie grozi niebezpieczeństwo.

W tym tygodniu talibowie już dwukrotnie atakowali polskie patrole. Jednak z obydwu potyczek nasi żołnierze wyszli zwycięsko i bez strat.

Dowództwo sił koalicyjnych w Afganistanie podało, że wczoraj czterech żołnierzy natowskich Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF) pod amerykańskim dowództwem zginęło w zamachu w prowincji Kandahar na południu Afganistanu. Ich narodowości nie podano.

Agencja AFP szacuje, że od początku roku w Afganistanie zginęło około stu żołnierzy sił międzynarodowych. Tylko w czerwcu, kiedy w Kandaharze rozpoczęła sie ofensywa przeciwko talibom, śmierć poniosło 31 wojskowych. Większość z nich to ofiary zamachów.