Co czwarty magister to oszust

Ministerstwo Nauki kręci bicz na studentów, którzy plagiatują prace magisterskie i licencjackie Fot. Krzysztof Kalinski / Inne
Ministerstwo Nauki kręci bicz na studentów, którzy plagiatują prace magisterskie i licencjackie. Prawdopodobnie już od nowego roku akademickiego Państwowa Komisja Akredytacyjna, która kontroluje działalność wyższych uczelni w Polsce, będzie korzystała z programu umożliwiającego wykrywanie oszustw. Problem jest pilny, bo zdaniem specjalistów co najmniej jedna czwarta prac nie jest pisana samodzielnie - czytamy w DZIENNIKU.
- Doktor z UMK splagiatował artykuły
- Splagiatował książki, nie będzie wykładał
- Siódme nie kradnij, także kazań
- Paryski wieżowiec plagiatem warszawskiego?
- Maturę można kupić w internecie
- Kudrycka: Najważniejsza jest marka szkoły
- Sprawdź, na co rząd wyda najwięcej
- Egzaminy na studia po nowemu
- Plagiat wypromuje stolicę
- Boniek oskarża Canal+ o plagiat
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jak wielka jest skala zjawiska, widać w internecie. Wystarczy wstukać w wyszukiwarce hasło "kupię, sprzedam pracę magisterską”, by otrzymać ponad 100 tys. odpowiedzi. Postanowiliśmy sprawdzić jedną z ofert. Telefon odebrał mężczyzna. "Praca ma być gotowa czy pisana od nowa?" - zapytał rzeczowo. I wyjaśnił, że gotowe opracowania może dostarczyć w ciągu trzech dni. "Kosztują od 250 do 350 złotych, ale tych tańszych nie polecam, bo są kiepskie" - ostrzegł.
"A skąd mam pewność, że nie były jeszcze używane?" - zaniepokoiliśmy się.
"Każdą wysyłamy tylko raz do jednego miasta, więc jeśli pani jest z Warszawy, to dostanie pani listę tych, które jeszcze w stolicy nie były" - uspokoił nas sprzedawca.
"A ile kosztuje napisanie nowej magisterki?" - dopytywaliśmy dalej.
"30 złotych za stronę, razem z badaniami. Ale to byłoby gotowe dopiero na wrzesień czy październik" - odparł. I dodał zachęcająco: "To naprawdę tanio".
Eksperci nie mają wątpliwości: oferowane w internecie prace są tanie, bo nikt ich samodzielnie nie pisze - są sklejane z innych tekstów. W Polsce od kilku lat jest dostępny program Plagiat, który skutecznie wykrywa takie oszustwa. Kłopot jednak w tym, że choć blisko 70 wyższych uczelni wykupiło licencję, korzystają z niego rzadko, bo uważają, że problemu nie ma. "Wieloletnie tradycje uczelni i relacja mistrz - uczeń sprawiają, że praca powstaje w dialogu pomiędzy magistrantem a promotorem. I wszystkie "zapożyczenia” są wyłapywane" - twierdzi rzeczniczka Uniwersytetu Warszawskiego Anna Korzekwa. Z kolei władze Uniwersytetu Jagiellońskiego uważają, że... skala plagiatowania nie jest duża.
Problem, i to poważny, widzi jednak Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. "Chcemy, by z programu do wykrywania plagiatów już od października mogła korzystać Państwowa Komisja Akredytacyjna. A w przyszłości mamy zamiar go kupić. Serwer znajdowałby się w ministerstwie, a do systemu stopniowo mogłyby włączać się także szkoły wyższe" - mówi DZIENNIKOWI minister Barbara Kudrycka.
To dobry pomysł, bo programy antyplagiatowe, z których teraz korzystają niektóre uczelnie, są zupełnie nieskuteczne. "Porównywanie prac z jednego ośrodka akademickiego nic nie daje, bo zawsze można kupić pracę z innego miasta. Wyłapać fałszerstwo potrafi jedynie wspólny system" - mówi szef Państwowej Komisji Akredytacyjnej, profesor Marek Rocki.
p
Winę za plagiaty ponoszą uczelnie
RENATA KIM: Jak wielka jest skala plagiatowania prac magisterskich w Polsce?
SEBASTIAN KAWCZYŃSKI*: To zależy od kierunku i uczelni. Im mniej liczny i bardziej elitarny kierunek, tym częściej prace są pisane samodzielnie. Studenci dokonują plagiatów wtedy, gdy jest
niewielka szansa, że ktoś czyta ich prace, zna teksty, z których plagiatują. Plagiaty są prawdziwą plagą m.in. na wydziałach pedagogiki - tam aż kilkadziesiąt procent prac ma fragmenty
"zapożyczone” z innych opracowań.
Kiedy wiadomo, że mamy do czynienia z plagiatem?
Zawsze wtedy, gdy "pożyczony” fragment nie jest oznaczony jako cytat albo przypis.
A jak jest z wykrywalnością?
W ciągu pierwszych dwóch lat od wprowadzenia w 2005 r. do ustawy o szkolnictwie wyższym zapisu o plagiacie ukarano oficjalnie zaledwie osiem osób. W zeszłym roku nie było lepiej, choć z
pewnością liczba plagiatów co roku się powiększa.
A może szkodliwość społeczna plagiatów nie jest zbyt wielka?
Nie wolno w ten sposób myśleć. Plagiatorzy omijają ważne zadanie, jakie stawia im system edukacyjny. Zbieranie informacji, porządkowanie ich i pisanie pracy magisterskiej czy licencjackiej
pomaga w rozwoju intelektualnym. Tu chodzi też o sprawiedliwość oceniania. Bo jeśli ja pracowałem i dostałem trzy z plusem, a kolega kupił pracę i otrzymał piątkę, to nie jest
sprawiedliwe. System edukacyjny powinien promować uczciwość, tymczasem pokazuje, że można oszukać i świetnie na tym wyjść.
Plagiaty są więc po części winą uczelni?
Tak. Bo uczelnie nie potrafią sprawdzać, czy to, co każą robić swoim studentom, jest rzeczywiście ich oryginalną pracą. Studenci zawsze ściągali, ale dopóki nie było internetu, było to
trudniejsze. Bo zawsze istniało ryzyko, że promotor złapie na gorącym uczynku. A teraz wystarczy skopiować coś, wkleić i tekst gotowy!
dr Sebastian Kawczyński, prezes spółki Plagiat.pl, która dostarcza polskim uczelniom program do wykrywania plagiatów






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!