Z raportu wynika, że Polska opieka zdrowotna kuleje zwłaszcza w przypadku chorób zagrażających życiu. Polska ma jeden z najniższych w Europie wskaźników uleczalności raka m.in. dlatego, że pacjenci mają bardzo utrudniony dostęp do leków ratujących życie. "Chodzi przede wszystkim o lekarstwa nowej generacji, które działają najskuteczniej i najszybciej. Nie wolno tłumaczyć, że są drogie, bo w efekcie końcowym leczenie nimi i tak jest tańsze niż tradycyjnymi" - mówi Kajsa Wilhelmsson z brukselskiego instytutu Health Consumer Powerhouse, która przygotowywała raport.

To jednak niejedyny problem. Polacy umierają na raka, bo ta choroba wciąż jest w naszym kraju wykrywana zbyt późno. Dlaczego? Bo relatywnie tanie badań profilaktyczne, takie jak np. mammografia, są wykonywane zbyt rzadko. "Wiele osób tak bardzo boi się wyników, że woli nie robić sobie badań przesiewowych" - tłumaczy Marek Nowacki, dyrektor szpitala onkologicznego w Warszawie. Poza tym - dodają eksperci - wiele ośrodków wciąż korzysta z aparatów mammograficznych starej generacji, które nie dają dobrego obrazu i nie wykrywają zmian nowotworowych.

O słabym poziomie opieki zdrowotnej w naszym kraju świadczy również wysoka umieralność noworodków. W Polsce nadal umiera o 25 proc. więcej nowo narodzonych dzieci niż wynosi średnia europejska. Przyczyną jest zła opieka okołoporodowa, mała liczba miejsc na oddziałach neonatologicznych oraz chroniczny braku sprzętu. "A do tego dochodzi jeszcze słaba wiedza personelu medycznego i niska świadomość kobiet w ciąży" - dodaje gineokolożka, położniczka Preeti Agrawal.

Zdaniem autorów badania nie należy tłumaczyć złej kondycji polskiej służby zdrowia brakiem pieniędzy. "Estonia, która wydaje na ochronę zdrowia mniej niż Polska, w ostatnim czasie wysforowała się na 11. miejsce w rankingu" - mówi Kajsa Wilhelmsson. Jak to możliwe? "Polska po prostu marnuje fundusze przeznaczane na służbę zdrowia" - odpowiada Wilhelmsson. Inni autorzy raportu dodają, że problem tkwi też w złym opłacaniu lekarzy. "Specjalistów należy lepiej motywować finansowo, by chcieli zostawać w publicznej służbie zdrowia" - doradza Anne Bjornberg.

W raporcie są też jednak dobre wiadomości: w porównaniu z zeszłym rokiem sytuacja w polskiej służbie zdrowia nieco się poprawiła. Udało nam się przeskoczyć w rankingu Portugalię, ale wciąż jesteśmy gorsi od Czech, Słowacji, Węgrzech i Litwy. "Nie uciekniemy z tego ogona Europy, dopóki nie wzrosną nakłady na służbę zdrowia. W rozwiniętych krajach wynoszą one 6 - 8 proc. PKB, u nas niespełna 4,5 proc." - mówi były minister zdrowia Marek Balicki.

Najlepiej wypadliśmy, jeżeli chodzi o dostęp pacjentów do informacji o ich stanie zdrowia. Poza tym w ostatnim roku wzrosła liczba organizacji pozarządowych zajmujących się zdrowiem i prawami pacjentów. To jednak wciąż o wiele za mało, żeby być zadowolonym z poziomu polskiej służby zdrowia.