Chora na raka popełniła samobójstwo z bólu?
Samobójstwo z bólu to jedna z wersji śledztwa dotyczącego śmierci 32-letniej pacjentki szpitala w Tomaszowie Lubelskim - dowiedział się DZIENNIK w miejscowej prokuraturze. Marta G. odebrała sobie życie 11 listopada po kilku miesiącach walki z nowotworem nerki. Powiesiła się na bandażu w szpitalnej łazience. Był to co najmniej czwarty taki przypadek w polskich szpitalach w tym roku.
- "Cierpiałam tak, że bolały mnie włosy"
- Ciągły ból rujnuje życie
- Ból da się zmierzyć
- Powiedz lekarzowi, jak boli
- Dziesięć prawd o bólu
- Chory wie najlepiej, jak bardzo go boli
- Kiedy cierpienie rządzi całym życiem
- Pacjenci szpitali zabijali się z bólu
- Zabiła się, bo nie mogła wytrzymać z bólu
- Trzy czwarte Polaków cierpi z bólu
- Pacjenci z bólu odbierali sobie życie
- Szpitale chcą leczyć bez bólu
- Sukces! Polacy wreszcie zaczęli się badać
- Pacjenci cierpią, bo nie ma pieniędzy
- Zobacz, w którym szpitalu leczą bez bólu
- Prezydent Warszawy zaprasza do jelita
- Dzieci nie muszą cierpieć
- W szpitalu nie musi boleć
- NFZ każe cierpieć z bólu
- Strażniczka strzeliła sobie w głowę
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Sprawdzamy wątek bólu. Przecież ta kobieta trafiła do szpitala, by jej ten ból uśmierzano, a tak bardzo się przed śmiercią nacierpiała. W sprawie jest za dużo znaków zapytania" - powiedział DZIENNIKOWI Jerzy Piechnik, prokurator z Tomaszowa Lubelskiego.
Marta G. zaczęła chorować w ubiegłym roku. Najpierw bóle pleców lekarze uznali za skutek skoliozy. Po dokładnych badaniach okazało się, że pacjentka ma raka nerki. Nie pomogła jej operacja, bo pojawiły się przerzuty przy kręgosłupie. Kobietę leczono w Tomaszowie, Lublinie i Warszawie. Po miesiącach spędzonych na oddziałach onkologicznych chora wróciła do domu, ale wciąż cierpiała.
Kobietę zaczęto znieczulać morfiną, podawaną w okolice lędźwi. Ale i to nie dawało wystarczających efektów. To dlatego na początku listopada Marta G. znów trafiła do szpitala, tym razem w swojej rodzinnej miejscowości. Lekarze twierdzą, że niczego nie zaniedbali.
Jednak partner kobiety opowiada, że przez prawie tydzień Marta G. dostawała za słabe leki. Nie jest to zresztą jedyne postępowanie po samobójstwie na oddziale onkologicznym. Prokuratura bada casus innego pacjenta chorego na nowotwór.
Więcej na ten temat w środowym wydaniu DZIENNIKA.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!