"Pasztuni to ludzie tak samo związani z Afganistanem, jak z Pakistanem" - tak Mroziewicz tłumaczy, dlaczego obywatele Pakistanu mogli mścić się za militarną obecność Polski w ich sąsiednim kraju.

"Zemsta plemienna polega na tym, że jeżeli ktoś z twojego plemienia zrobił coś złego mojemu plemieniu, ja w takim razie mam obowiązek zrewanżować się za to" - mówi Mroziewicz. "Na tamtych obszarach nie ma zastosowania kodeks wartości etycznych, jakim my się posługujemy" - dodaje.

"To się dzieje na terytorium wolnych plemion pasztuńskich między Afganistanem a Pakistanem. Tam stosowane są kodeksy postępowania rodowego, obowiązuje zasada zemsty plemiennej" - stwierdził były ambasador w Indiach i znawca regionu.

"Porwano obywatela obcego kraju, o którym to obywatelu, jak można było domniemywać, wiedziano, że jego rodacy biorą udział w operacji afgańskiej - chociaż ten problem nie był przez talibów podnoszony. Nawet jeśli oni tego argumentu nie podnosili, on gdzieś tam w tle istnieje" - powiedział Mroziewicz.

Choć informacje o tym, że talibowie zabili polskiego inżyniera spływają od rana, to wciąż nie ma oficjalnego potwierdzenia egzekucji. Krzysztof Mroziewicz twierdzi, że potwierdzenie nadejdzie dopiero po paru dniach. "To są procedury czasochłonne i strasznie trudne do zastosowania na obszarze, nad którym nikt z oficjalnych władz nie panuje" - ocenił Mroziewicz.

Piotra Stańczaka, inżyniera firmy Geofizyka Kraków, uprowadzono 28 września 2008 roku. Porywacze zabili trzech towarzyszących mu ludzi: ochroniarza i dwóch kierowców. W zamian za uwolnienie Polaka terroryści domagali się między innymi uwolnienia swoich towarzyszy z pakistańskich więzień. Grozili, że jeśli rząd nie spełni ich żądań, zabiją uprowadzonego.

W sobotę rano pakistańskie media podały, że Polak zginął. Agencja Reuter podała, że talibowie domagają się okupu za oddanie ciała. Mają podobno żądać ponad 2 tysiące dolarów.