47-letni Artur L., grafik komputerowy i tłumacz wpadł w swoim mieszkaniu na warszawskich Bielanach.

Plan miał dobrze przemyślany. Witryna sklepu internetowego wyglądała bardzo profesjonalnie, do tego reklamy w "Fakcie" i "Super Expressie". Podejrzanie wyglądały tylko ceny między innymi telewizorów - obniżki sięgały 50 proc. oraz brak jakichkolwiek danych teleadresowych na stronie internetowej.

Nazwę firmy można było znaleźć tylko w regulaminie. Wymieniono tam wydawnictwo "Albatros Sp. z o.o.". Spółka bardzo szybko wydała oświadczenie, że ze stroną nie ma nic wspólnego. Zawiadomiła też policję o sprawie. Internet od razu zaroił się od wpisów na forach, że gorące promocje to oszustwo.

Zanim jednak 7 stycznia stronę zablokowano, oszust dostał wpłaty na rachunek bankowy od ponad 100 osób. Zarobił na nich 400 tysięcy złotych.

Policja znalazła dziś w jego mieszkaniu sfałszowane dokumenty, wyłudzone na ich podstawie karty płatnicze, sprzęt komputerowy służący do podrabiania dokumentów oraz dokonywania internetowych oszustw. To właśnie dzięki nim był w stanie między innymi założyć rachunek bankowy na fałszywe dane. I dlatego złapano go dopiero ponad pół roku od początku śledztwa.

Stało się to dzięki współpracy z portalem aukcyjnym Allegro. Ustalono, że oszust, który prowadził fikcyjny sklep, działał również na tym portalu. Na fikcyjne dane zakładał rachunki, wystawiał sobie komentarze. Do sprzedaży oferował telefony komórkowe, książki, sprzęt AGD i luksusowe samochody. Także i w tym przypadku jedyną formą płatności był przelew na kontro internetowe.

Reklamy w "Fakcie" i "Super Expressie" nie kosztowały go ani złotówki. Rachunki za nie dostało wydawnictwo. Teraz już wiadomo, że Artur L. kiedyś współpracował z "Albatrosem". Stąd miał wszystkie jego dane.