Krzyki, a nawet pretensje wypowiadane wprost do gości — wszystko dlatego, że napiwek był zbyt niski albo nie pojawił się wcale.

W Polsce napiwek to nagroda. W USA — obowiązek

W polskiej mentalności napiwek od zawsze funkcjonuje jako coś dobrowolnego. Zostawiamy go wtedy, gdy obsługa była uprzejma, szybka, pomocna albo gdy kelner potrafił dobrze doradzić przy wyborze potraw czy wina. Jeśli jednak jedzenie było zimne, a kontakt z obsługą pozostawiał wiele do życzenia, nikogo nie dziwi zapłacenie rachunku co do grosza i wyjście bez dodatkowej gotówki.

Reklama

W Stanach Zjednoczonych działa to inaczej. Tam napiwek nie jest premią — to realna część wynagrodzenia kelnerów, którzy często otrzymują bardzo niską stawkę podstawową. W praktyce oznacza to, że brak napiwku bywa odbierany nie jako krytyka obsługi, lecz jako osobista zniewaga.

"Naucz się dawać napiwki"

Serwis Onet Podróże przytacza historię turysty w USA, który podczas płatności kartą w rubryce tip line wpisał "0.00". Nie dlatego, że nie chciał zapłacić — planował zostawić napiwek w gotówce na stole, co w wielu lokalach jest wręcz preferowane. Kelner odebrał to jednak inaczej. Na paragonie klienta dopisał odręcznie: "Naucz się dawać NAPIWKI. To nie moja praca, by obsługiwać cię ZA DARMO!".

Zdjęcie rachunku szybko obiegło media społecznościowe i wywołało ostrą dyskusję. Jedni bronili kelnera, tłumacząc realia amerykańskiego rynku pracy. Inni uznali takie zachowanie za wymuszanie pieniędzy i dowód patologii systemu. Jak się okazuje, podobnych historii jest znacznie więcej.

"Dlaczego mnie karzesz?"

Reklama

Jeszcze bardziej niezręczna sytuacja spotkała mężczyznę, który zabrał żonę na kolację na Manhattanie. Sytuację również przytacza serwis Onet.

"Na rachunku widniała sugestia napiwków w skali 18, 20 i 25 proc. Rachunek z doliczonym najniższym sugerowanym napiwkiem wynosił 104,20 dol. Zostawiłem banknot studolarowy" — opisuje. Kelner zabrał pieniądze, po czym… wrócił do stolika. Zapytał, czy goście byli zadowoleni z obsługi. Gdy usłyszał, że tak, rzucił wprost: "To dlaczego mnie karzesz, nie płacąc pełnego napiwku?". — Dałem mu jeszcze 10 dolarów, żeby nie psuć atmosfery walentynek, ale niesmak pozostał — wspomina pan Andrzej.

Napiwki na świecie. Każdy kraj gra według innych zasad

Amerykański model nie jest jedyny — ale zdecydowanie należy do najbardziej wymagających dla turystów. Podobne podejście spotkać można m.in. w Meksyku, gdzie napiwki są oczekiwane niemal wszędzie: w restauracjach, barach, hotelach czy nawet przy drobnych usługach.

W Europie zasady są znacznie luźniejsze. We Włoszech na rachunku często pojawia się coperto — opłata za nakrycie, która nie trafia bezpośrednio do kelnera. Napiwek zostawia się osobno, zwykle w formie drobnej "reszty".

W Niemczech czy w Polsce najczęściej spotyka się zaokrąglanie rachunku lub napiwek na poziomie około 10 procent.

Prawdziwy szok przeżywają jednak turyści w Azji Wschodniej. W Japonii czy Korei Południowej zostawienie napiwku może zostać odebrane jako… brak kultury. Tam dobra obsługa jest standardem i obowiązkiem zawodowym.