Stawiając na Bodoe/Glimt można było się dorobić
Wszyscy, którzy postawili na norweskiego "kopciuszka" w konfrontacji z faworyzowanymi Włochami na pewno nie żałują swojej decyzji. Jak się okazało takich nie brakowało. Zakłady na pierwszy mecz w Bodoe, wygrany przez gospodarzy 3:1, dawały czterokrotność stawki, natomiast na rewanżowy na stadionie San Siro aż dziewięciokrotność postawionej sumy, w przypadku sukcesu norweskiego zespołu. Jednak, jak przyznał istniejący od 1947 roku Norsk Tipping, aż dwie trzecie obstawiających wierzyło w jego zwycięstwo.
Jak każda tego typu firma, nie kierujemy się wiarą, życzeniami czy sympatią, lecz bardzo chłodnymi analizami i kalkulacjami, nad którymi pracuje cały sztab specjalistów. Stwierdziliśmy, że finalista ostatniej edycji LM nie może przegrać na własnym stadionie z małym norweskim klubem. Tym razem nasze przewidywania okazały się nietrafne, więc ponieśliśmy największą w historii stratę za jeden mecz - wyjaśnił rzecznik firmy Pal Enger.
Rewanżowy mecz cieszył się wyjątkowym zainteresowaniem
Przedstawiciel "Norsk Tipping" nie chciał podać liczby grających ani sumy obstawień ze względu na konkurencję, lecz podkreślił, że więcej osób obstawiło w historii firmy tylko jedno spotkanie - finał mistrzostw Europy 2024 pomiędzy Hiszpanią i Anglią (2:1). Dlatego po meczu Bodoe/Glimt w Mediolanie strata jest tak duża.
Dodał też, że wtorkowy mecz cieszył się wyjątkowym zainteresowaniem, na co wskazuje aż 36 procent więcej obstawiających niż spotkanie Włoch z Norwegią 16 listopada w eliminacjach mistrzostw świata 2026, rozegrane na tym samym stadionie i wygrane przez Norwegów 4:1.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.