Liczba czynów karalnych ( przestępstw), których sprawcami są nieletni spada. W 2016 roku popełniono ich  28 345, natomiast rok później o 2692 mniej (25 653 tys.). Z kolei jeżeli zestawimy te liczby z danymi np. z roku 2011, w którym to odnotowano 101 026 czynów karalnych, których sprawcami byli nieletni, to spadek jest jeszcze bardziej zauważalny.

Statystyki pokazują jednocześnie, że często dopuszczają się oni kradzieży(2519 czynów ) czy kradzieży z włamaniem  (2238 czynów). Jednak to naruszeń przepisów ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii jest najwięcej. W 2016 roku odnotowano  9080 , a w 2017 roku – 8938 takich czynów.

- W wielu państwach Europy tego typu działania autodestrukcyjne nieletnich nie są traktowane jako przestępstwa. Nie mówię o sprzedaży narkotyków tylko o ich posiadaniu i zażywaniu  – mówi prof. Marek Konopczyński, zastępca przewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN.

W statystykach odnotowano także czyny przeciwko życiu i zdrowiu. I tak w 2017 roku nieletni popełnili 4 zabójstwa ( w 2016 roku -11), byli sprawcami 66 gwałtów ( w 2016 roku – 74) i 678 bójek i pobić ( w 2016 roku -826).

- Spadek czynów karalnych popełnianych przez nieletnich jest odczuwalny – mówi Małgorzata Jaszczołt, kierownik III Zespołu Kuratorskiej Służby Sądowej Sądu Rejonowego w Grodzisku Mazowieckim. Chociaż jak przyznaje na pewno zmieniła się też ich struktura. Ma również wątpliwości co do wykrywalności.

-Mnie jednak te liczby nie przekonują– mówi natomiast Przemysław Woźnica, dyrektor Specjalnego Ośrodka Wychowawczego Caritas d. Warszawsko-Praskiej. A spadek tłumaczy niżem demograficznym.

Z kolei adwokat Eliza Kuna twierdzi, że warszawskie sądy na przestrzeni ostatnich lat zalała wręcz fala spraw o demoralizację. 

- Liczba samookaleczeń, nieobecności w szkole, uzależnienia od internetu i pornografii  jest bez precedensu. Sądy rodzinne nie za bardzo wiedzą jak się odnosić do tego typu autodestrukcyjnych działań nieletnich – mówi mec. Eliza Kuna właścicielka własnej kancelarii.

DGP_WOZNICA_SETKA

Wiele przyczyn

Eksperci wskazują kilka przyczyn takiego stanu.

- System edukacji jest wrogo nastawiony wobec dzieci, które mają jakieś problemy – mówi prof. Konopczyński. Zwraca uwagę, że od wielu lat reformy są skupione na stronie formalnej ( gimnazjum czy liceum) oraz programowej.

- Rola szkoły jako środowiska socjalizującego i wychowawczego kompletnie nikogo nie interesuje – dodaje profesor.

Wtóruje mu Małgorzata Jaszczołt. – Mamy system wykluczający dzieci z trudnościami, który postrzegany jest jako wrogi zarówno przez nie same jak i ich rodziców. To jest błąd ustawodawcy – tłumaczy ekspertka.  Zwraca jednocześnie uwagę, że poprawie sytuacji nie służy fakt, iż  cały czas obserwujemy negatywną eliminację do zawodu nauczyciela, co  jest  skutkiem niskich płac .

W innym tonie wypowiada się z kolei  Przemysław Woźnica, który podkreśla znaczenie ludzi, tworzących  system edukacji.

- Ja jestem nauczycielem i wiem, że mogę dużo jeżeli chcę – zaznacza.

Małgorzata Jaszczołt zwraca z kolei uwagę na kolejną kwestię.

- Młodzi ludzie, mimo  dużych  możliwości  edukacyjnych, często nie mają  rozwiniętych potrzeb poznawczych. Pierwotny problem leży jednak w domu – podkreśla. Zwraca uwagę, że obecnie wiele dzieci jest zaniedbanych wychowawczo.

-Ja widzę podstawowy problem w rodzinie. 66 tys. rozwód orzeczono w zeszłym roku. Ta statystyka nie obrazuje jednak skali zjawiska, bo przecież nie uwzględnia związków partnerskich, które się rozpadają. Problem wykorzystywania dziecka jako karty przetargowej w tego typu konfliktach jest powszechny– mówi mec. Eliza Kuna. Wskazuje, że często obserwuję tzw. triadę spraw. Zaczyna się od rozwodu, podczas którego rozstrzygana jest kwestia władzy rodzicielskiej i za kilka lat jest sprawa o demoralizuję dziecka.

-W wielu tego typu przypadkach dzieci traktowane są  jak inwentarz. Zapominamy, że to są osobne istoty, które mają własne potrzeby i emocje oraz na swój  sposób postrzegają świat  i starają się w nim  funkcjonować– podkreśla Jaszczołt.

Eksperci zwracają również uwagę na aspekt ekonomiczny. 

-Liczba zachowań dewiacyjnych w rodzinach o niskim statusie materialnym jest na pewno wyższa niż w tych lepiej sytuowanych. Brak środków finansowych często mnoży patologie – mówi prof. Marek Konopczyński.

Małgorzata Jaszczołt wskazuje z kolei, że spotkała w swojej praktyce wiele przypadków, w których popełnianie czynów karalnych przez dzieci jest wyrazem agresji wobec rodzica.

- Często dzieci chcą w ten sposób zwrócić po prostu na siebie uwagę – dodaje Przemysław Woźnica.

Prof. Konopczyński podkreśla z kolei, że w kontekście przyczyn zachowań niezgodnych z prawem nieletnich nie można bagatelizować też predyspozycji genetycznych. 

- My nie mamy jednak narzędzi do badania tych kwestii – podkreśla profesor.

Natomiast dr Bartłomiej Skowroński z Zakładu Pedagogiki Resocjalizacyjnej Uniwersytetu Warszawskiego zaznacza, że wymienione problemy to nie tylko polska domena, ale też innych państw Europy Zachodniej.

Zmiana przepisów nie wystarczy

W jaki sposób zatem skutecznie przeciwdziałać przestępczości nieletnich?

W ocenie prof. Marka Konopczyńskiego, nie chodzi o  tworzenie nowych przepisów.

- Najprościej jest powiedzieć zmieńmy prawo i będzie lepiej. To nie takie proste – mówi profesor.  I dodaje: -Uważam, że powinno się dążyć raczej do stworzenia wychowującej  i uspołeczniającej szkoły oraz  systemu wsparcia dla wszystkich rodzin w wychowywaniu dzieci – zaznacza. Jednoznacznie krytycznie odnosi się natomiast do propozycji obniżenia wieku odpowiedzialności nieletnich za czynny karalne.

Zdaniem profesora w świetle badań naukowych prowadzonych od lat na świecie nie ma też związku między surowością karania, a spadkiem liczby popełnianych przestępstw. Zależności występują tylko pomiędzy liczbą czynów karalnych, a poziomem  ich wykrywalności.

-Powinniśmy pomyśleć o uelastycznieniu obecnego systemu w kierunku, który umożliwiłby profesjonalistom pracę w oparciu o budowanie dobrej relacji z podopiecznym. Jeżeli jej nie zbudujemy, to trudno nam będzie wydobyć z młodego człowieka motywację wewnętrzną do zmiany, a tylko taka może zagwarantować sukces w resocjalizacji – podkreśla z kolei Bartłomiej Skowroński. Chodzi m.in. o odpowiednie warunki dotyczące choćby obciążenia pracą, wprowadzenie obowiązkowej i regularnej superwizji dla kadry, sfinansowanie wychowawcom udziału w profesjonalnych kursach i warsztatach z zakresu nowych i skutecznych metod pracy takich jak np. dialog motywujący.

Mec. Eliza Kuna kładłaby natomiast nacisk na pracę z rodziną. Jednak nie tylko na etapie sądowym, ale też wcześniej. –Ośrodki pomocy społecznej traktowane są obecnie jako instytucje, które tylko wydają świadczenia, a przecież do ich zadań należy również praca z rodziną – podkreśla adwokat.

Zwraca też uwagę na konieczność usystematyzowania narzędzi prawnych, którymi posługują się sądy rodzinne nie tylko w sprawach o demoralizację, ale też dotyczących władzy rodzicielskiej.

Z kolei zdaniem Przemysława Woźnicy, przepisy nie powinny  wpływać negatywnie na pracę osób, które  chcą dać od siebie coś więcej.

- Uważam, że wszystko się sprowadza do ludzi i pieniędzy. Nie widzę potrzeby wprowadzenia żadnych nowych przepisów prewencyjnych. Myślę, że trzeba doinwestować instytucje, które pracują z dziećmi, opiekują się nimi czy je edukują – mówi Małgorzata Jaszczołt. W jej ocenie powinno się wspierać pracę ludzi, dobre praktyki, a nie generować kolejne przepisy.

Debatę opracowała i poprowadziła: Paulina Szewioła

Debata została zorganizowana w ramach projektu "Skuteczne prawo. Bezpieczne państwo".

Współfinansowano ze środków Funduszu Sprawiedliwości, którego dysponentem jest minister sprawiedliwości.