Dziennik Gazeta Prawana logo

2026 rok nie zmieni twojego życia, chyba że… Psycholożka mówi wprost, co naprawdę działa [ROZMOWA]

28 grudnia 2025, 18:34
[aktualizacja 3 stycznia 2026, 07:52]
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Noworoczny reset? Psycholożka ostrzega: 1 stycznia 2026 nie naprawi twojego życia [ROZMOWA]
1 stycznia 2026 roku naprawi twoje życie? Psycholożka ostrzega [ROZMOWA]/Inne
Za chwilę Nowy Rok, a wraz z nim wraca ten sam rytuał: podsumowania, listy "od stycznia zacznę" i cicha nadzieja, że tym razem naprawdę się uda. Postanowienia noworoczne potrafią dać impuls, ale równie często kończą się frustracją i poczuciem winy, gdy entuzjazm gaśnie szybciej, niż mija pierwszy miesiąc roku. Skąd w nas potrzeba takiego "symbolicznego resetu"? Czy to w ogóle ma sens – i jak podejść do zmiany, by była wspierająca? O tym z psycholożką i psychoterapeutką Kasią Kucewicz rozmawia Aneta Malinowska.

Aneta Malinowska, Dziennik.pl: Jak jest z tymi postanowieniami noworocznymi? Dlaczego tak bardzo lubimy je robić, mimo że najczęściej ich nie dotrzymujemy i wiele z nich nigdy się nie realizuje?

Kasia Kucewicz, psycholożka, psychoterapeutka: Jest takie magiczne myślenie, że pierwszy stycznia, początek nowego roku – albo urodziny – to jakiś szczególny moment, taka graniczna data. Lubimy wierzyć w numerologię, w symbolikę początku, w to, że nowy rozdział w kalendarzu oznacza nowy start i nowe szanse. Często chcemy symbolicznie zostawić za sobą to, co było trudne, i zacząć nowe rozdanie: nowe życie, nowe nawyki, nowe przyzwyczajenia.

Czyli to bardziej potrzeba symbolicznego "resetu" niż realny plan zmiany?

K.K.: Tak. Bardzo często pod koniec grudnia robimy podsumowanie roku. I jeśli ono nie wypada korzystnie, jeśli czujemy, że coś się nie udało albo że nie jesteśmy w miejscu, w którym chcielibyśmy być, to naturalnie pojawia się myśl: "od pierwszego stycznia coś zmienię". To próba wprowadzenia modyfikacji, żeby życie było bardziej satysfakcjonujące. I stąd biorą się postanowienia noworoczne – z takiego negatywnego bilansu, który rozmija się z naszymi oczekiwaniami.

Czyli postanowienia częściej rodzą się z braku niż z wdzięczności?

K.K.: Często tak. Ludzie nie zawsze potrafią cieszyć się tym, co już mają i co już robią. Zamiast tego myślą: "jeszcze to by się przydało, jeszcze tamto". Ta pogoń za doskonałością – za tym, żeby coś sobie albo komuś udowodnić – sprawia, że lista postanowień rośnie i rośnie.

Czy w takim razie te postanowienia w ogóle mają sens? Czy mogą realnie pomóc w zmianie, czy są tylko źródłem późniejszej frustracji?

K.K.: Samo stawianie sobie celów ma sens. Dla wielu osób wyzwania są realnym napędem do działania. Problem pojawia się wtedy, gdy postanowienia są robione na szybko, bez przygotowania i są bardzo niekonkretne: "chcę świetnie wyglądać", "chcę być szczęśliwa", "muszę schudnąć" – ale bez odpowiedzi na pytanie: jak, kiedy, z kim, w jaki sposób.

I wtedy zamiast motywacji pojawia się… wstyd?

K.K.: Dokładnie. Takie postanowienia często nie tyle frustrują, co zawstydzają. Pojawia się myślenie: "znowu mi nie wyszło", "jestem do niczego", "nigdy niczego nie potrafię doprowadzić do końca". Ludzie obwiniają siebie: że są beznadziejni, niekonsekwentni, że nie potrafią trzymać się planu. A prawda jest taka, że najczęściej problemem nie jest człowiek, tylko źle przygotowany cel.

Nowy Rok nie zmieni twojego życia. Psycholożka mówi wprost, co naprawdę działa [ROZMOWA]

Czyli porażka nie wynika z braku silnej woli, tylko z braku planu?

K.K.: Tak. Jeśli mamy cel dobrze rozplanowany, szanse powodzenia są dużo większe. Jeśli działamy "na łapu-capu", bardzo łatwo o rozczarowanie.

A czy są lepsze momenty w roku – albo w życiu – na podejmowanie decyzji o zmianie?

K.K.: Najlepszy moment to ten, w którym decyzja naprawdę wychodzi z trzewi. Z realnej potrzeby, z serca. Jest przemyślana, uargumentowana, rozplanowana. To może być 15 listopada, 13 maja czy 2 lutego. Każda data jest dobra, jeśli mamy dobre podejście, plan działania i plan na wypadek potknięć czy falstartów.

Czyli nie data nas gubi, tylko brak myślenia operacyjnego?

K.K.: Dokładnie. My często myślimy: "chciałabym", ale nie myślimy: "jak konkretnie do tego dojdę?". Nie rozbijamy celu na małe kroki: od czego zacznę, co zrobię najpierw, co potem. A to jest kluczowe.

Pani sama mówi o swoim doświadczeniu z redukcją masy ciała, które zaczęło się od postanowienia noworocznego…

K.K.: Tak, u mnie to było klasyczne postanowienie noworoczne: "schudnę". Marzyłam wtedy o 50 kilogramach. Finalnie schudłam dużo więcej. Gdybym więc powiedziała, że postanowienia są bez sensu, byłabym hipokrytką. One mogą działać – pod warunkiem, że są dobrze przygotowane i przemyślane.

Ale z drugiej strony jednak postanowienia mogą odbierać radość z tego, co już mamy?

K.K.: Tak, bo czasem tak bardzo skupiamy się na tym, czego jeszcze nie osiągnęliśmy, że nie potrafimy docenić tego, gdzie jesteśmy teraz. Dlatego fajnie, gdy jednym z "postanowień" jest też umiejętność doceniania tego, co już mamy i co już osiągnęliśmy.

A może zamiast postanowień – albo obok nich – warto stawiać na intencje i nawyki?

K.K.: Zdecydowanie. Większość postanowień to tak naprawdę praca nad nawykami: nowymi rutynami, nowym stylem życia. Jeśli myślimy o zmianie jako o procesie, a nie jednorazowym celu – typu "osiągnę i koniec" – to jest dużo bardziej długoterminowe i zdrowsze.

Czyli problemem często nie jest brak ambicji, tylko źle zdefiniowany cel?

K.K.: Ludzie myślą marzycielsko, a nie analitycznie. "Chciałabym schudnąć 100 kilo", "chciałabym mieszkać w wielkim domu". Same marzenia mogą frustrować, ale jeśli rozbijemy je na małe, realistyczne kroki, szansa powodzenia bardzo rośnie.

Jak więc formułować cele, żeby były bardziej wspierające niż oceniające?

K.K.: Małymi krokami. Bez myślenia od razu o spektakularnych efektach. Nie: "będę biegle mówić po hiszpańsku", tylko: "nauczę się poziomu A1, tak żeby się przywitać i porozmawiać". To początek drogi, a nie jej koniec.

I na koniec – co powiedzieć osobom, które już w styczniu czują, że znowu "im nie wyszło"?

K.K.: Przede wszystkim: to nie znaczy, że rok jest stracony. Większość ludzi doświadcza porażki przy postanowieniach noworocznych – to nie jest wyjątek. Warto zapytać siebie: co było nie tak z celem? Jak mógłby być lepiej sformułowany? I spróbować jeszcze raz – nawet 17 stycznia czy 2 lutego. Stawianie sobie celów nas rozwija i ubogaca, pod warunkiem że są one zdrowe, bezpieczne, realne i osiągalne.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
xy
Aneta Malinowska

Dziennikarka. Absolwentka studiów magisterskich na Uniwersytecie Łódzkim oraz podyplomowych na Uczelni Łazarskiego w Warszawie. Pracowała m.in. w Polskim Radiu, Superstacji, Wirtualnej Polsce oraz w portalach Tokfm.pl i Gazeta.pl, a także w kilku mniejszych redakcjach radiowych i internetowych. W Dziennik.pl zajmuje się przede wszystkim tematami społeczno-politycznymi.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraPolacy boją się o swoje pieniądze. Wojna na Bliskim Wschodzie budzi większy lęk niż inflacja »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj