W Hoover Institute Stanford odnaleziono nieznane wcześniej dokumenty z kolekcji gen. Czesława Kiszczaka m.in. jego list do Lecha Wałęsy z 1993 roku. W wywiadzie z byłym prezydentem, który ukazał się w środę na portalu "Rzeczpospolitej" pada pytanie, czy Wałęsa był szantażowany w latach swojej prezydentury i czy grożono mu ujawnieniem informacji o jego ewentualnej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa.

Dziennikarz gazety, Jacek Nizinkiewicz, zapytał byłego prezydenta RP, czy w latach swojej kadencji otrzymał list od gen. Kiszczaka i czy próbowano go szantażować groźbą ujawnienia informacji o "jego przeszłości". Wałęsa odpowiedział, że nie otrzymał listu, a generał Kiszczak nie próbował się z nim kontaktować. Wyraził przypuszczenie, że list nie został dostarczony na adres kancelarii prezydenta w 1993 roku, tylko sfabrykowany później.

W odpowiedzi na stwierdzenie dziennikarza "Rzeczpospolitej", że "według dziennikarzy, którzy dotarli do dokumentów, są one prawdziwe, nie były podrabiane" były prezydent powiedział: Tak oni mówią, ale trzeba to sprawdzić. Nie wiem tego. Zaznaczył, że nigdy nie zgodziłby się na niszczenie dokumentów dotyczących jego przeszłości. Jak przekonywał, pełna dokumentacja zawierała informacje o jego oporze wobec SB. Ta jednak została zniszczona. "Spalona dokumentacja zawierała moją prawdziwą walkę i dokumenty z tej walki" - powiedział.

Rozmówca "Rzeczpospolitej" zaprzeczył też, jakoby gen. Kiszczak próbował wywierać nie niego wpływ wiedzą na temat jego ewentualnej współpracy z SB. Na co to miałoby być Kiszczakowi w tamtym czasie? Nie, proszę pana. Postanowiłem wyczyścić swoje sprawy i powiedzieć, kto robił ze mnie agenta, i do dziś to robi, to próbowano wyprzedzić moje uderzenie. Cała ta sprawa była od początku do końca robiona. SB fabrykowało dokumenty i wysyłało do różnych osób, w tym do Anny Walentynowicz. Bezpieka robiła wszystko, żeby mnie zohydzić społeczeństwu - odpowiedział. Przekonywał także, że kiedy kandydował na prezydenta, sfabrykowane dokumenty wysyłano do kancelarii jako anonimy. Minister Krzysztof Kozłowski zbierał te anonimy i wkładał do teczki. Teczkę przejął jego następca, Antoni Macierewicz, i ogłosił mnie agentem, przedstawiając teczkę TW Bolka. Tak powstała teczka na mnie. Próbowałem o tym wszystkim powiedzieć, to oni chcieli mnie wyprzedzić - powiedział Lech Wałęsa.

Zapewnił, że nigdy nie był szantażowany przez Czesława Kiszczaka dokumentami na temat jego przeszłości. Nigdy Kiszczak mnie nie szantażował. Ja jestem nie do szantażowania. Gdyby Kiszczak próbował mnie szantażować, to dopingowałby mnie tym do jeszcze większej walki. Z moim charakterem szantaż by się im nie udał - dodał. Na słowa dziennikarza odwołujące się do opinii historyka Antoniego Dudka, według którego ujawniony list nie stawia w dobrym świetle ani jego, ani jego prezydentury, Lech Wałęsa odpowiedział: To ja wywarłem wpływ na to, żeby gen. Kiszczak nie został premierem. To ja, Lech Wałęsa, nie zgodziłem się na premiera Kiszczaka. Czy agent zablokowałby taką nominację? Nigdy nikomu nie dałem się zaszantażować i nigdy nikomu nie dam się zaszantażować. Wałęsę można zabić, ale nie pokonać! Nie zapominajcie o tym.

Chodzi o kilkaset stron dokumentów komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, papiery i notatki osobiste, a nawet dokumentację medyczną gen. Czesława Kiszczaka, które w Hoover Institution Library & Archives w Stanford odnaleźli je dziennikarze "Rzeczpospolitej" i Polskiego Radia.

Według "Rz", w archiwum znajdują się "dokumenty wytworzone przez podległe generałowi w okresie PRL agendy komunistycznej bezpieki – m.in. analizy dotyczące wprowadzenia stanu wojennego", "obszerna dokumentacja procesów jakie generał miał po roku 1989 – w tym notesy ze strategią obrony" oraz dokumenty osobiste, takie jak "opinie z wojska o przebiegu służby, oryginał nominacji na stopień generała brygady, prawo jazdy, karta pacjenta z jednego ze stołecznych szpitali, a nawet pełna dokumentacja medyczna".

"Całość kolekcji dopełniają wycinki prasowe. Te z okresu PRL to głównie relacje z wizyt, jakie generał składał w różnych miejscach w Polsce i za granicą. Te po 1989 roku to imponujący zbiór tematów, którymi się interesował już po przejściu na emeryturę" - napisano.

Jak podaje autor, "jedną z osób, która znajdowała się w kręgu jego zainteresowania, był Lech Wałęsa. Generał zbierał artykuły na temat przywódcy Solidarności, a potem prezydenta RP. Zakreślał flamastrem interesujące go wątki z wywiadów z Wałęsą – np. te, w których były prezydent odpierał zarzuty o współpracy z SB".

"Rz" poinformowała, że pośród setek dokumentów znajdują się także albumy z fotografiami Kiszczaka z czasów PRL, oraz kilka godzin nagrań filmów wideo, "które funkcjonariusze SB nakręcili podczas rozmów komunistycznych władz z opozycją w Magdalence – tuż przed obradami Okrągłego Stołu".

Część z tych dokumentów była wcześniej znana historykom, ale wiele z nich "nie ujrzała jeszcze światła dziennego". Jako pierwsi przeglądali te papiery dziennikarze "Rzeczpospolitej" i Polskiego Radia. Dalej "Rz" podaje, że "historykom znany jest np. słynny list kaprala Lecha Wałęsy do generała Wojciecha Jaruzelskiego napisany podczas internowania przywódcy Solidarności w Arłamowie 8 listopada 1982 r. Przytoczono go w całości 12 listopada 1982 r. na łamach rządowej +Trybuny Ludu+. Jego kopia znajduje się w Instytucie Pamięci Narodowej, ale oryginał wylądował w USA".

Według ustaleń "Rz", nieznaczną część dokumentów przekazał do Hoover Institution Library & Archives w Stanford "jeszcze za życia sam gen. Czesław Kiszczak. Reszta została sprzedana już po jego śmierci, czyli po 5 listopada 2015 r. oraz po wizycie w willi Kiszczaków prokuratorów z IPN w lutym 2016 r., gdzie nie dokonali oni przeszukania, a jedynie wezwali Marię Kiszczak do dobrowolnego wydania dokumentów".

"Rz" podało również, że "w rozmowie telefonicznej Maria Kiszczak przyznała, że ostatnie materiały archiwalne zostały przez nią sprzedane do Stanford… zaledwie pół roku temu". Zdaniem dziennikarzy, "wiele wskazuje na to, że przed sprzedażą wcale ich nie przeglądała", ponieważ w archiwaliach znajdują się np. "polisy ubezpieczeniowe domu Kiszczaków czy oryginały umów Marii Kiszczak z ZAIKS-em, dotyczące praw autorskich i naliczania tantiem od sprzedaży jej publikacji".

"Hoover Institution Library & Archives w Stanford nie udziela informacji dotyczących daty pozyskania materiałów archiwalnych, ani kwoty jaka została za nie zapłacona" - podano.