Służba Bezpieczeństwa przez ponad 35 lat stanowiła jeden z najważniejszych elementów systemu komunistycznego w PRL. W jej historii odbijały się nastroje społeczne oraz kondycja reżimu. W okresie względnej "stabilizacji” oraz optymizmu społecznego esbecja mogła ograniczać swoje działania oraz liczbę tajnych współpracowników w porównaniu z czasem terroru prowadzonego przez funkcjonariuszy UB.

Reklama

Tuż po odwilży w 1957 r. SB korzystała z informacji dostarczanych przez 11,5 tys. agentów. Była to liczba siedmiokrotnie niższa niż u szczytu stalinowskiego terroru w 1953 r. Byli oni nadzorowani przez niecałe 10 tys. funkcjonariuszy. Z konieczności ich zainteresowanie skupiało się głównie na ludziach Kościoła, wąskich grupach intelektualistów niechętnych komunizmowi, członkach dawnego PSL oraz środowiskach weteranów Armii Krajowej i innych organizacji niepodległościowych. Struktury wywiadowcze SB wiele wysiłku poświęcały kontaktom obywateli PRL z polską emigracją oraz inwigilacji polskiej diaspory.

Każdy kryzys wewnętrzny PRL sprzyjał rozbudowie struktur bezpieki. Ich znaczenie rosło już od drugiej połowy lat sześćdziesiątych, gdy dostrzegalne były pierwsze formy sprzeciwu wobec Władysława Gomułki. Po 1968 r. coraz większe zainteresowanie wzbudzały środowiska twórcze i akademickie, a po wydarzeniach grudnia 1970 – robotnicze. Już w czasie rządów ekipy Edwarda Gierka powołano do życia Grupę „D”, której celem miała być dezintegracja środowisk uznawanych za wrogie – m.in. Kościoła. Po 1976 r. na jej celowniku znalazły się rodzące ugrupowania opozycyjne. Wobec nich stosowano również nową metodę nieustannego nękania – np. częstych zatrzymań na 48 godzin, stałego podsłuchu, jawnej obserwacji czy szantażu.

Powstanie wielomilionowego ruchu "Solidarności” było dla SB wyzwaniem nieporównywalnym ze zwalczaniem niewielkich grup opozycyjnych. Reakcją bezpieki było błyskawiczne zwiększenie liczby funkcjonariuszy i sieci informatorów. W latach 1981 i 1985 ich liczba wzrosła odpowiednio: z 20 do 25 tys. oraz z 31 do ponad 70 tys. Rozbudowywano także struktury Służby i tworzono nowe, takie jak Biuro Studiów MSW.

Prawo stanu wojennego, które od 1983 r. na trwałe stało się elementem systemu prawnego PRL, wyposażyło SB w szersze kompetencje. W tym czasie postępował również proces przejmowania kontroli nad MSW przez kadry pochodzące z MON i wojskowych służb specjalnych. Okres po stanie wojennym to też okres, w którym dochodziło do morderstw politycznych dokonywanych przez funkcjonariuszy SB.

W połowie lat osiemdziesiątych jasne stało się, że reżim nie dysponuje możliwościami całkowitego zduszenia opozycji, jak również programem reform zdolnym do przezwyciężenia pogłębiającego się kryzysu gospodarczego. W wewnątrzpartyjnych rozmowach na temat dalszej strategii istotną rolę miały odegrać przygotowywane przez MSW ekspertyzy, które jednoznacznie wskazywały na pogarszanie się sytuacji gospodarczej i nastrojów społecznych. Resort gen. Czesława Kiszczaka proponował m.in. stopniowe legalizowanie działalności opozycji, ale bez dopuszczania jej przedstawicieli do władzy. W 1987 r. wykluczano także odbudowę legalnej „Solidarności”. Nie rezygnowano też ze zwalczania „radykalnej opozycji”. W 1987 r. esbecja osiągnęła swój ogromny sukces. Po sześciu latach działania w podziemiu w jej ręce wpadł przywódca „Solidarności Walczącej” Kornel Morawiecki.

W tym samym roku SB osiągnęła szczyt swojej potęgi. Liczba tajnych współpracowników przekroczyła 93 tys. W rzeczywistości jednak Służba Bezpieczeństwa pogrążała się w coraz głębszym kryzysie. Jej kierownictwo szacowało, że w kraju działają 284 organizacje podziemne, z których „27 struktur (10 proc.) jest całkowicie pod kontrolą operacyjną, tzn. Służba Bezpieczeństwa ma możliwość sterowania ich działalnością; 239 struktur (84 proc.) jest w pewien sposób operacyjnie kontrolowanych, co umożliwia pozyskiwanie konkretnych informacji operacyjnych na temat ich działalności i planów; 18 struktur (6 proc.) jest poza celowo w nie wymierzoną kontrolą operacyjną” – stwierdzali autorzy jednego z raportów.

Kierownictwo MSW szczególnie niepokoiły radykalne formacje tworzone przez młode pokolenie, któremu stan wojenny "nie złamał kręgosłupa”. Wewnątrz esbecji obawiano się, że całkowite załamanie systemu zwróci gniew społeczeństwa przeciwko bezpiece, a funkcjonariusze zostaną pozostawieni przez "wojskowe kierownictwo”.

W 1988 r. wysoki rangą funkcjonariusz MSW mjr Wojciech Garstka zakładał miesięcznik „Konfrontacje”, który miał się stać jedną z platform komunikacji z częścią opozycji. W jednym z pierwszych numerów pisma ukazał się wywiad z Bronisławem Geremkiem, najbliższym doradcą Lecha Wałęsy. Wiosenna fala strajków na nowo zmobilizowała struktury MSW, włącznie z podjęciem prac nad koncepcją wprowadzenia „nowego” stanu wojennego. Kilka miesięcy później, podczas letniej fali strajkowej, część funkcjonariuszy SB otrzymała nowe zadanie – zarysowania przed częścią działaczy perspektywy rozmów politycznych, które w efekcie mogłyby doprowadzić nawet do powstania wspólnego rządu.

W kolejnych tygodniach szef MSW gen. Czesław Kiszczak stał się głównym architektem rozmów prowadzonych z przedstawicielami "Solidarności” najpierw w willi przy ul. Zawrat w Warszawie, a następnie w Magdalence. Najwyżsi rangą funkcjonariusze MSW uważali, że to na ich barkach spoczywa ciężar przyszłej transformacji. Jeden z nich ocenił, że partia jest już zdolna jedynie do „gadulstwa, zaklęć, pseudooratorskich popisów i gorzkich żalów w obliczu czekającego nas trudnego okresu”. W owym "trudnym okresie” funkcjonariusze skupili się m.in. na dokładnym śledzeniu kampanii wyborczej przedstawicieli Komitetu Obywatelskiego oraz inwigilacji środowisk przeciwnych porozumieniu z komunistami.

Po klęsce z 4 czerwca Służba Bezpieczeństwa rozpoczęła realizowanie zupełnie nowej strategii. W instrukcji z 26 czerwca kierownictwo SB nakazywało sporządzanie charakterystyk nowych posłów oraz utrzymywanie kontaktów z byłymi tajnymi współpracownikami. Zdjęcie z ewidencji [tajnych współpracowników lub kontaktów operacyjnych] nie powinno oczywiście oznaczać przerwania kontaktu operacyjnego. Przeciwnie, należy podejmować różnorodne działania, by osoby te były coraz silniej związane z nami i coraz bardziej dyspozycyjne w realizacji zadań – zaznaczano. Sugestia ta oznaczała faktycznie zapowiedź użycia zgromadzonych materiałów operacyjnych i dotychczasowych kontaktów do wpływania na nową rzeczywistość polityczną. Najprawdopodobniej inną formą szantażu wobec dotychczasowych środowisk opozycyjnych była seria tajemniczych zgonów kapłanów związanych z "Solidarnością” – księży Stefana Niedzielaka, Stanisława Suchowolca i Sylwestra Zycha.

Momentem triumfu MSW miało być objęcie przez gen. Kiszczaka stanowiska premiera. Na skutek zdrady stronnictw satelickich – ZSL i SD – nie udało mu się uzyskać wotum zaufania. Zachował jednak kontrolę nad formacjami bezpieczeństwa, obejmując resort spraw wewnętrznych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. Również w sierpniu 1989 r. dokonano formalnych zmian w strukturach MSW. Liczbę etatów w SB zredukowano o ponad 7 tys. Większość ze zwalnianych funkcjonariuszy znalazła jednak zatrudnienie w milicji. Wielu odchodzących dobrowolnie rozpoczynało kariery w rodzącym się sektorze prywatnym. Przy zakładaniu firm bezcenne okazywały się ich dotychczasowe znajomości i powiązania.

Reklama

Już we wrześniu 1989 r. rozpoczął się proces niszczenia zgromadzonych dokumentów. Praktyka ta przybrała na sile na początku stycznia 1990 r. Wówczas Wojewódzkie Urzędy Spraw Wewnętrznych otrzymały z MSW jednoznaczne polecenie: „Wszystkie osoby wykorzystywane przed 4 czerwca 1989 r. wyrejestrować, a materiały zniszczyć. Sprawy operacyjne poddać analizie tak, aby nie było dokumentów tajnych współpracowników”. Swoistym "parawanem” dla procederu niszczenia akt była rzekoma reforma MSW. Gen. Kiszczak dążył do przedstawienia SB jako formacji, której celem będą od tej pory ochrona systemu konstytucyjnego państwa oraz działania wywiadowcze i kontrwywiadowcze.

Stopniowo jednak część środowisk "Solidarności” domagała się rozpoczęcia procesu rzeczywistych zmian w Służbie Bezpieczeństwa oraz rozliczenia jej działań. 17 sierpnia 1989 r. powołano w Sejmie Komisję Nadzwyczajną do Zbadania Działalności MSW, od nazwiska jej przewodniczącego nazywaną Komisją Rokity. Miała ona zbadać przestępstwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z czasu stanu wojennego. Prawne rezultaty jej aktywności były niewielkie, ale była to pierwsza próba pociągnięcia do odpowiedzialności zwierzchników SB. W swoim raporcie członkowie komisji stwierdzili, że w co najmniej 88 przypadkach doszło do złamania prawa przez ponad 100 funkcjonariuszy SB i innych służb podporządkowanych MSW. Wymieniono również nazwiska 70 prokuratorów współodpowiedzialnych za zacieranie śladów przestępstw. Postulowano ich usunięcie z zawodu ze względu na niską "przydatność do dalszej służby”.

Działania komisji spotykały się z lekceważeniem lub wręcz pogardą kierownictwa MSW. Poszczególni posłowie i senatorowie w swoich wystąpieniach wykazują brak rzetelnej wiedzy o stanie bezpieczeństwa i porządku publicznego w państwie oraz o zasadach funkcjonowania i pracy resortu spraw wewnętrznych – stwierdził 25 stycznia 1990 r. płk Jerzy Karpacz z MSW. W styczniu, lutym i marcu w wielu miastach odbyły się manifestacje młodzieży domagającej się ustąpienia Jaruzelskiego, likwidacji SB, zabezpieczenia archiwów oraz rozpoczęcia procesu ich ujawniania.

18 stycznia 1990 r. grupa posłów Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego z Janem Rokitą na czele zgłosiła projekty kilku ustaw mających zrewolucjonizować funkcjonowanie polskiego systemu bezpieczeństwa. Również rząd przygotował trzy ustawy dotyczące zadań ministra spraw wewnętrznych, powołania Policji oraz Urzędu Ochrony Państwa, który miał zastąpić SB. Wszystkie projekty ustaw skierowano do komisji sejmowych. Po kilku tygodniach dyskusji ich zapisy przybrały ostateczny kształt i zostały uchwalone 6 kwietnia 1990 r.

Głównym zadaniem tworzonego Urzędu Ochrony Państwa miały być działania wywiadowcze, kontrwywiadowcze oraz zwalczanie przestępstw wymierzonych przeciwko funkcjonowaniu państwa, takich jak terroryzm, szpiegostwo i przestępstwa ekonomiczne. Ministrowi spraw wewnętrznych powierzono zadanie stworzenia nowej służby w ciągu zaledwie trzech miesięcy od daty wejścia w życie ustawy. Uregulowania ustawowe nie określały dokładnie formy weryfikacji funkcjonariuszy SB do ewentualnej pracy w UOP. Podstawą prac komisji weryfikacyjnych stały się zarządzenia ministra spraw wewnętrznych i rozporządzenia Rady Ministrów.

Warunkiem dalszej pracy funkcjonariuszy było uzyskanie pozytywnej oceny komisji powoływanych na szczeblu wojewódzkim lub centralnym (powoływanej przez szefa UOP). Pierwszym szefem UOP, a więc faktycznym głównym wykonawcą procesu weryfikacji, został wywodzący się z "Solidarności” dziennikarz, senator, wiceminister spraw wewnętrznych Krzysztof Kozłowski. W skład komisji mieli wchodzić przedstawiciele szefa UOP, komendanta głównego Policji, związku zawodowego policjantów i osoby o „uznanym w lokalnej społeczności autorytecie moralnym i społecznym” (m.in. posłowie i lokalni działacze „Solidarności”).

Komisje rozpoczęły prace na początku lipca 1990 r. Zgodnie z wymogami ustawy miały zaledwie miesiąc na przeprowadzenie weryfikacji wszystkich funkcjonariuszy. Spośród 24 tys. funkcjonariuszy SB do weryfikacji przystąpiło 14 tys. Spośród nich 10439 zweryfikowano pozytywnie. Początkowo weryfikacja na poziomie województw była nieco ostrzejsza. Komisja Centralna rozpatrzyła jednak aż 4,5 tys. odwołań o wydaleniu ze służby, z których 1,8 rozpatrzono pozytywnie. Tym samym kadry SB zdominowały Urząd Ochrony Państwa. W 1991 r. esbecy stanowili ok. 95 proc. zatrudnionych w UOP. Pięć lat później odsetek ten spadł do blisko 60 proc.

Symbolicznym zamknięciem dziejów komunistycznej bezpieki było ostateczne zakończenie działalności SB 31 lipca 1990 r. Kilka tygodni wcześniej, 6 lipca, ze stanowiska szefa MSW został odwołany gen. Kiszczak.

Zdaniem historyka dr. Tomasza Kozłowskiego, autora monografii "Koniec imperium MSW. Transformacja organów bezpieczeństwa państwa 1989–1990”, weryfikacja kadr MSW była przeprowadzona w sposób bardzo powierzchowny i w dużej mierze przypadkowy. W jego opinii znacznie groźniejsze dla skuteczności działania cywilnych służb specjalnych III RP było pozostawienie w ich zasobach materiałów archiwalnych komunistycznej bezpieki. Doprowadziło to do ich wykorzystania w celach politycznych i przestępczych. Służby mogły się nimi nadal posługiwać. To był istotny czynnik ryzyka, biorąc pod uwagę, że nie udało się stworzyć realnych gwarancji apolityczności służb specjalnych. Należało więc przekazać te dokumenty do innej instytucji, taki cel przyświecał twórcom IPN – podkreślił dr Kozłowski.