- – mówi Przemysław Semczuk, autor książki „Czarna Wołga: kryminalna historia PRL”.
- – dodaje.
Jan Gerhard, bo o nim mowa, zanim został posłem i redaktorem naczelnym popularnego w czasach PRL tygodnika „Forum”, podczas II wojny światowej działał we francuskim ruchu oporu. Posługiwał się tam pseudonimami „Jean” oraz „Gerhard”. Tego drugiego używał potem jako nazwiska. Tak naprawdę nazywał się Wiktor Lew Bardach i był pochodzenia żydowskiego. Urodził się 17 stycznia 1921 roku.
- – mówi Semczuk.
Rok 1940 to czas, gdy Gerhard znalazł się w wojsku polskim we Francji. Gdy kraj ten zajmują Niemcy, a on ucieka z niewoli, zaczyna działać w ruchu oporu. Uchodzi za bliską osobę generała Charlesa d Gaulle’a, o którym po latach pisze książki.
- – opowiada Semczuk.
Gdy jesienią 1945 roku wrócił do Polski, rok później został mianowany dowódcą 34 pułku piechoty, który walczył w Bieszczadach z UPA. Był świadkiem śmierci generała Karola Świerczewskiego w Jabłonkach między Baligrodem a Cisną.
- – opowiada Semczuk.
Na wolności Gerhard zaczyna zajmować się działalnością literacką. Pisze książki. Ta, która przynosi mu największą sławę „Łuny w Bieszczadach” oparta jest na tym, co sam przeżył. Rozchodzi się w tysiącach egzemplarzy i staje się szkolną lekturą. Na jej podstawie nakręcony też zostaje film „Ogniomistrz Kaleń” z Wiesławem Gołasem w roli głównej.
- – wylicza jego kolejne zawodowe wyzwania Semczuk.
Odnosi sukcesy nie tylko w życiu zawodowym, ale i osobistym. Ma żonę, córkę Małgorzatę. Jest człowiekiem bardzo zamożnym. Gdy dochodzi do zbrodni ma oszczędności w wysokości 1,7 mln ówczesnych złotych.
- wyjaśnia Semczuk.
Jest 20 sierpnia 1971 roku. Na milicję dzwoni Irena Tołczyńska, która pracuje jako sekretarka tygodnika „Forum”. Ją oraz innych pracowników redakcji niepokoi fakt, że Gerharda nie ma w pracy. Redaktor naczelny słynie ze swojej punktualności. W redakcji zawsze pojawiał się o godzinie 15. Milicja przyjmuje zgłoszenie i jedzie do domu Gerharda. Naczelny tygodnika „Forum” mieszka przy ulicy Matejki 4/17. Na miejscu funkcjonariusze znajdują jego ciało w kałuży krwi. Z ustaleń wynika, że do zabójstwa doszło ok. 9 nad ranem. Zwłoki leżą na brzuchu, głowa zmasakrowana jest tępym narzędziem. Na szyi denata zaciśnięty jest pasek od spodni, a w plecy wbity sztylet.
- – mówi Semczuk.
Przy okazji dochodzenia wychodzi na jaw, że Gerhard prowadził bardzo bogate życie towarzyskie. – Spotykał się z mnóstwem kobiet. Gerhard miał notes, w którym zapisywał kontakty do nich, ale ten notes zaginął i nie znalazł się w aktach sprawy. Być może dlatego, że nie były to przypadkowe kobiety, tylko żony i córki prominentnych działaczy partyjnych – uważa Semczuk.
Sprawę prowadził m.in. młody wówczas porucznik Leszek Wołoszyński, szef dochodzeniówki w komendzie Milicji Obywatelskiej w Rzeszowie. To on przesłuchiwał setki, jeśli nie tysiące kochanek Gerharda. Pod uwagę brano także to, że sprawcą mógł być zazdrosny mąż którejś z tych kobiet. Jak opowiadał w rozmowie z Dominiką Czerwińską z „Tygodnika Sanockiego” Wołoszyński, w sprawę zaangażował się sam premier Piotr Jaroszewicz.
– – opowiada dziennikarce Leszek Wołoszyński.
Wśród przedmiotów, które zginęły z mieszkania Gerharda były czeki podróżne. To one naprowadziły milicję na trop sprawców zabójstwa.
-– mówi Semczuk.
Czeki podróżne, które zginęły z mieszkania, Gerhard wykupił niedługo przed śmiercią. Planował wyjazd do Bułgarii. Sprawdzono ich ponad 2 miliony i tak krok po kroku udało się dojść do pięciu, które skradziono z mieszkania denata. – – tłumaczy Semczuk.
Posiadaczem czeków okazał się Andrzej S. W jego mieszkaniu znaleziono też dużo rzeczy należących do Gerharda. Złapany obawiając się skazania na śmierć, zaczął mówić skąd to wszystko ma. Okazało się, że czeki otrzymał od narzeczonego córki Gerharda. Był nim niejaki Zbigniew Garbacki, student Politechniki Warszawskiej. Andrzej S. zeznał, że to on podczas suto zakrapianej imprezy wyznał mu, że razem z Marianem Romanem Wojtasikiem zabił Gerharda.
Garbacki miał wówczas 27 lat. Pochodził z rodziny inteligenckiej. Ojciec zginął w powstaniu warszawskim, matka była aktorką. Wychowywała go babka. Po skończeniu technikum budowlanego trafił do wojska i dostał się na architekturę na Politechnice Warszawskiej. Mimo że początkowo był dosyć dobrym studentem, po odnowieniu kontaktów z Wojtasikiem, którego znał z dzieciństwa, przestał się uczyć. Zaczął pić, to co ukradł, sprzedawał na bazarze. Z Małgorzatą, córką Gerharda poznał się w Kołobrzegu w 1969 roku, kiedy pracował jako ratownik podczas wakacji. Dziewczyna zakochała się w nim i planowała związać z nim swoją przyszłość.
- – wspomina Semczuk.
Wojtasik zeznał, że mordu dokonał, bo potrzebował pieniędzy. Garbacki obiecał mu 50 tys. złotych. Miał też mówić, że zabójstwo pomoże mu w prowadzeniu lepszego życia i przejęciu majątku przyszłego teścia.
-– mówi Semczuk.
”
Podczas procesu ustalono, że do zbrodni miało dojść 18 lub 19 sierpnia, ale próba zakończyła się niepowodzeniem, ponieważ naczelny „Forum” nie był sam w mieszkaniu, Dopiero 20 sierpnia o godz. 9 sprawcom udało się zabić Gerharda. Jako pierwszy w jego mieszkaniu pojawił się Garbacki. – – opowiada Semczuk.
Gdy Gerhard rozmawiał z Wojtasikiem, Garbacki uderzył go metalową rurką w głowę. Próbował czołgać się do pokoju, w stronę szafki, gdzie leżał jego pistolet, ale dostał cztery ciosy nożem i został przyduszony paskiem od spodni. Sprawcy przebrali się w ubrania denata, bo te, które mieli na sobie, były zakrwawione. Zabrali jego samochód, by stworzyć wrażenie, że Gerharda nie ma w domu. Oprócz czeków z mieszkania zabrali trochę biżuterii i garderoby o wartości 9 tys. złotych.
-zeznawał Garbacki.
16 czerwca 1972 roku obydwaj zostali skazani na karę śmierci. 20 stycznia 1973 prasa podała, że wyrok wykonano.
– – podsumowuje Semczuk.