To była jedna z najbardziej brutalnych zbrodni czasów PRL. Najpierw z kościoła wywabiono 18-letnią, ciężarną Krystynę Łukaszek, jej męża i małego brata. Powiedziano im, że we wsi awanturuje się pijany ojciec dziewczyny. Gdy rodzina wracała do swojego domu, została napadnięta na drodze. Jeden z najbogatszych ludzi we wsi - Jan Sojda - razem ze szwagrem i zięciami rozjechali 12-letniego brata dziewczyny, a ją i jej męża zamordowano kluczem od kół. Potem zabójcy upozorowali wypadek samochodowy i gwałt.

Reklama

Na wszystko patrzyli - zwiezieni autobusami - mieszkańcy wsi Zrębiny - przypomina tvp.info. Sojda odebrał od nich przysięgę na krzyż i na krew, że nigdy nie zdradzą władzom, co się naprawdę wydarzyło, wręczył też im pieniądze. Potem wszyscy wrócili do kościoła na pasterkę. Początkowo udało się sprawcom uniknąć sprawiedliwości. Milicja uwierzyła, że ktoś ukradł autobus i rozjechał na drodze rodzinę. Dopiero jeden z sąsiadów zdecydował się złamać zmowę milczenia - został za to utopiony. Śledztwo ruszyło jednak na nowo.

"Proces w tej sprawie – jak na ówczesne czasy – trwał stosunkowo długo (rok) i wymagał olbrzymiej determinacji nie tylko prokuratorów, ale również składu sędziowskiego. Oskarżeni do samego końca procesu twierdzili, że są niewinni. Część świadków zabójstwa odmawiała składania zeznań, część do samego końca utrzymywała, że nic nie widziała lub że zabójstwo nie zostało dokonane według opisanego scenariusza. Część świadków mataczyła, m.in. dając sprawcom alibi poprzez potwierdzanie, że byli cały czas na pasterce w kościele w Połańcu. Kluczowe dla procesu dowodzenia przebiegu zdarzenia były te czynności kryminalistyczne, które pomimo niefrasobliwości pierwszych śledczych udało się przeprowadzić, oraz właśnie złamanie zmowy milczenia. Sprawa ta – oprócz licznych innych aspektów – pokazuje, że pewne zachowania i postawy znane psychologii sądowej są niezależne od miejsca i czasu. To, że osoby uważające się za gorliwych katolików czekające przed kościołem na mszę świętą w wigilię Bożego Narodzenia mogą nie pomóc trójce niewinnych ludzi zabijanych na ich oczach, aby następnie przysięgać na krzyż, że zachowają milczenie w tej sprawie i zgodnie z tą przysięgą będą chronić sprawców zabójstwa przed odpowiedzialnością karną" - pisał Patryk Słowik w Magazynie DGP.

Jan Sojda i jego szwagier zostali skazani na karę śmierci (wyrok wykonano w 1982), dwóch zięciów Sojdy dostało po 15 i 25 lat więzienia, a świadków zbrodni za fałszywe zeznania skazano na kilka lat więzienia.

Reklama

Na podstawie serii reportaży ze Zrębina powstał też film "Zmowa".