Wczesną jesienią 1945 r. Stanisław Mrowczyk wydrukował gazetkę – jej zaletą był niewielki format, co ułatwiało kolportaż. Nosiła tytuł „Głos Zaolziański”, na pierwszej stronie widniało godło Polski, zaś w artykułach słowo „Polska” przewijało się kilkakrotnie w każdym niemal zdaniu.

Reklama

Oprócz haseł „Żądamy przyłączenia Zaolzia do Polski” oraz fragmentów „Roty” zawierała głównie wypowiedzi polskich polityków. Chętnie cytowano premiera Edwarda Osóbkę-Morawskiego: „Problem Zaolzia musi być uregulowany zgodnie z zasadami samostanowienia narodów (…) Na zasadach demokratycznych oparte rozwiązanie, słuszne tak z punktu widzenia etnicznego, jak i historycznego, jakim jest przyłączenie do terenu Śląska Zaolzia, zamieszkałego przez większość polską”.

Autorzy gazetki podpisali się jako „Polscy patrioci na Zaolziu”, adres wskazywał, że została wydrukowana w czechosłowackich Boguminie oraz Brnie, co miało wskazywać na akcję lokalną. W rzeczywistości „Głos Zaolziański” drukowany był w Częstochowie, a gazetkę przygotowali członkowie tajnej komórki polskiej armii, noszącej nazwę Sztabu Zaolziańskiego.

Celem jej powołania było przygotowanie gruntu pod przejęcie tego regionu przez Polskę. W porozumieniu z Józefem Stalinem i najprawdopodobniej z jego inspiracji – miał to być nacisk na Czechosłowację, której sytuacja ustrojowa nie była jeszcze w tym momencie do końca jasna.

Swoiste stosunki zaufania

Stanisław Mrowczyk miał wówczas 26 lat, urodził się na Zaolziu. Pochodził z ewangelickiej rodziny, posiadającej m.in. tartak, piekarnię, gospodę i mnóstwo nieruchomości. Ukończył gimnazjum w Cieszynie, a w 1937 r. podjął studia na Akademii Górniczej w Krakowie. Ani jego rodzina, ani on sam nie byli komunistami, choć większość mieszkających na Zaolziu Polaków oddawała głos na Komunistyczną Partię Czechosłowacji. Wynikało to jednak bardziej z oporu przeciw antypolskiej polityce praskiego rządu niż przekonań ideowych.

„Wojna przyniosła mi nieudaną ucieczkę na wschód, powrót, odbudowywanie mostu na Olzie, zniszczonego – jak głosił napis – przez polskich bandytów, próbę kontynuowania studiów, uchylenie się od robót przymusowych w Brunszwiku, wyjazd do Wiednia w nadziei przedostania się na Węgry i do Francji – do polskiej armii, pracę w fabryce pomp, stwierdzenie przez tamtejsze, fabryczne Gestapo uchylenia się od robót przymusowych i wezwanie na policję. Potem zostałem wcielony do Wehrmachtu mimo posiadanych jednoznacznych dokumentów, tzw. palcówki, w której stwierdziłem swoją narodowość, swój język jednoznacznie polski” – opowiadał (jego wspomnienia ukazały się w „Przeglądzie historycznym”). W niemieckiej armii nie powalczył długo. Wysłany na front wschodni zdezerterował, siedział w obozach „po jednej i drugiej stronie Uralu”, wreszcie wstąpił do formującej się w Sielcach I Armii Polskiej Zygmunta Berlinga. Dalszą część wojennej tułaczki odbył w jej szeregach, w grupie operacyjnej „Śląsk”.

Jeszcze w Sielcach poznał postać, która zaważyła i na jego życiu, i na działalności przyszłego Sztabu Zaolziańskiego – por. Stanisława Mazurka, przedwojennego komunistę, ale butnego i nieustannie skonfliktowanego z partyjnymi władzami. „Dostał się do armii Andersa, lecz za komunistyczną propagandę został osądzony przez sąd wojenny, a że gen. Anders nie posiadał swoich aresztów – karę za komunistyczną propagandę odsiadywał – jakby to nie było dziwne – w sowieckim więzieniu. Już w PRL (…) został z partii wyrzucony i nawet pomimo swej przeszłości nie otrzymywał emerytury przyznawanej byłym członkom partii” – opowiadał Mrowczyk, który wraz z Mazurkiem dotarł z początkiem lipca 1945 r. do Katowic.

Po kilku tygodniach do ich kwatery przybył płk Konrad Świetlik. Wówczas oficer polityczny, szef Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego WP, ale już wkrótce, w randze generała, wiceminister bezpieczeństwa publicznego. Rozmowy, którą Świetlik odbył wtedy z Mazurkiem, Mrowczyk nie słyszał. „Jako bezpartyjny, zarówno w służbie generała, jak i w korpusie oficerów polityczno-wychowawczych, odczuwałem różnicę, jaka istniała między wtajemniczonymi, tj. partyjnymi, i resztą” – mówił.

W rozmowie nie uczestniczył, ale bezpośrednio po niej otrzymał rozkaz dołączenia do Sztabu Zaolziańskiego. Nie ukrywał, że się z niego bardzo ucieszył.

CAŁY TEKST CZYTAJ W INTERNETOWYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>