Moim zdaniem zbrodnie popełnione w czasie rzezi wołyńskiej spełniają definicję ludobójstwa - przyznaje prof. Grzegorz Motyka w rozmowie z miesięcznikiem "Newsweek Historia". - Ta definicja sprawdza się w przypadku całej "antypolskiej akcji" prowadzonej przez UPA, z tą różnicą, że na Wołyniu w 1943 roku chciano Polaków wyniszczyć fizycznie całkowicie, a w Galicji częściowo - dodaje.

Prof. Motyka, ekspert od spraw polsko-ukraińskich z Instytutu Studiów Politycznych PAN i członek Rady IPN w wydarzeniach sprzed 70 lat widzi analogię do wydarzeń z najnowszej historii. Na przykład do zbrodni dokonanej przez Hutu na Tutsich w 1994 roku. Szacuje się, że ten plemienny konflikt pochłonął ponad milion ofiar.

Prymitywizm środków upodabnia rzeź wołyńską do ludobójstwa znanego z wojny domowej w Rwandzie. W Rwandzie używano maczet, na Wołyniu - siekier - przyznaje.

Z kolei obraz wydarzeń z niektórych galicyjskich miejscowości do złudzenia przypomina czystki etniczne, do jakich dochodziło na początku lat 90. w czasie wojny domowej w dawnej Jugosławii - zauważa historyk.

Mamy na przykład Baligród, małe miasteczko w Bieszczadach, do którego w sierpniu 1944 roku wchodzi oddział UPA, wybiera 42 mężczyzn i rozstrzeliwuje. Można powiedzieć, że Baligród to taka mała Srebrenica - podkreśla prof. Grzegorz Motyka w rozmowie z "Newsweekiem Historia".