Co się wydarzyło

Już na długo przed wybuchem I wojny światowej wielu polskich geografów rysowało mapy, na których prezentowali, jakie ich zdaniem ziemie powinny w przyszłości wejść w skład niepodległej Polski. Najczęściej granice biegły tam, gdzie przed I rozbiorem. Czasami puszczano wodze fantazji, jak uczynił to działacz endecki Bolesław Jakimiak w studium „Zachodnia granica Polski”. Dowodził w nim, że granica Rzeczpospolitej powinna opierać się na Odrze i Nysie. Co więcej, wierzył, że w przyszłości stanie się to możliwe. Tymczasem na początku 1918 r. publicysta pism warszawskich Wiktor Skarga-Dobrowolski nakreślił na mapie swoją wizję granic niepodległej Polski. Starał się je poprowadzić tak, żeby odrodzona Rzeczpospolita zachowała wszystkie miasta, które stanowiły centralne ośrodki polskiej kultury, a jednocześnie pragnął ograniczyć liczebność mniejszości narodowych. Na marginesie mapy Skarga-Dobrowolski notował uwagi, uzasadniające bieg poszczególnych odcinków granicy. Wreszcie na koniec obdarzył ją sloganem: „Cudzego nie chcemy, swego nie oddamy!”. Cztery lata później okazało się, że to on najtrafniej przewidział, jakie ziemie tworzyć będą II Rzeczpospolitą.

Uzupełnienie do programu PSL w Królestwie Polskim z 1916 r., przyjęte na zjeździe stronnictwa 1–2 listopada 1918 r.

„Jako dopełnienie do powyższych punktów Zjazd Polskiego Stronnictwa Ludowego w dniu 1 listopada 1918 r. uchwalił co następuje:

Zjazd PSL stoi niezłomnie przy tym, że Państwo Polskie obejmować winno wszystkie ziemie zamieszkałe w większości swojej przez Polaków, nie tylko zatem byłe Królestwo Polskie, ale całe oba zabory: austriacki i pruski (ze Śląskiem). Trudną i drażliwą na obszarze Galicji wschodniej sprawę polsko-ruską lud spodziewa się rozwiązać na zasadach bezwzględnej sprawiedliwości i braterskiego porozumienia z pokrewnym narodem ruskim.

Z ziem przylegających na wschód i na północ od b. Królestwa Polskiego, z wyjątkiem przylegających bezpośrednio do Królestwa o większości ludności polskiej, winno być utworzone wolne, niczym nieskrępowane państwo litewskie. Zjazd wyraża bezwzględną ufność, że zamieszkujące te ziemie narody: Litwini, Białorusini, Polacy potrafią współżyć ze sobą na podstawie całkowitego uszanowania swoich praw i swojej kultury.

Do tego najbliższego sobie sąsiada lud polski prawowity państwa i kraju polskiego gospodarz wyciąga dłoń bratnią, wierząc, że Sejmy warszawski i wileński odnajdą niebawem drogę do powiązania obu tych państw ścisłymi węzłami stałej przyjaźni, opartej na wzajemnym szacunku i wzajemnej miłości”.

Co się wydarzyło

W odradzającym się państwie polskim zarysowały się trzy główne koncepcje ukształtowania granicy wschodniej:

– Roman Dmowski forsował wcielenie (inkorporowanie) do państwa polskiego ziem do wykreślonej przez siebie tzw. linii Dmowskiego. Przebiegała pomiędzy granicą I i II rozbioru, obejmując tereny z większymi skupiskami ludności polskiej i ulegające w przeszłości polonizacji.

– Socjaliści z PPS, popierani przez PSL „Wyzwolenie”, opowiadali się za szukaniem kompromisu z Litwinami, Białorusinami i Ukraińcami, zamieszkującymi sporne obszary, co miało w przyszłości zaowocować wspólną federacją. Idee te w pełni popierał Ignacy Paderewski.

– Józef Piłsudski oficjalnie wspierał federacyjne koncepcje lewicy. Jednak wyjątek robił dla Wileńszczyzny, którą zamierzał przyłączyć do Rzeczpospolitej, chyba że Litwini zgodziliby się na powrót do wspólnej Unii Polsko-Litewskiej.

Natomiast w kwestii granic zachodnich, północnych i południowych wszystkie siły polityczne liczyły na korzystne postanowienia podjęte w Wersalu za sprawą życzliwej wobec Polski postawy Francji.

Fragment instrukcji Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego dla jego delegatów na konferencję pokojową, 30 listopada 1918 r.

„Granice przyszłej Polski winny jej zabezpieczać możność ekspansji na wschód i pełnię działań kolonizacyjnych. Kolonizacja na wschodzie stanowi konieczny warunek odrodzenia i rozwoju zrujnowanego przemysłu, jedyne pole zatrudnienia masy bezrobotnych, inaczej skazanych na emigrację przymusową. (...) Stwierdzić należy, iż chcemy dobrych sąsiedzkich stosunków z Rosją. Ułożenie przyjazne tych stosunków jest tym łatwiejsze, że ekspansja obu narodów idzie w kierunku wschodnim. Rosja zrujnowana, wycieńczona upływem krwi, nie jest zdolną do powrotu ekspansywnego na zachód. Nie odbierając przeto Rosji żadnych ziem jej własnych, a w szczególności nie sięgając po żadne jej bogactwa rolne, Polska zabezpieczyć sobie musi dostatecznie teren ekspansji własnej, oraz ustalić wygodną i trwałą granicę państwową na wschodzie. Ta granica wkluczać [sic] powinna Litwę, Pińszczyznę, zachodnią część Wołynia i tereny przemysłowe środkowej Galicji. Litwa winna być złączona z Polską z uwagi na konieczność kolonizacji, na wspólnotę historyczną, na tradycję religijną, wspomnienia unickie [sic] i wreszcie na to mnóstwo pracy kulturalnej, jaką Polacy w nią włożyli. (...) W ostateczności jednakże, gdyby Litwa jako całość nie weszła w skład państwa polskiego i przyłączoną została do innego państwowego organizmu, w takim wypadku Polska nastawać by musiała na to, by właściwa Litwa została ograniczoną do jej obszaru etnograficznego, bez Mińszczyzny białoruskiej i Wileńszczyzny polskiej. Polskie wpływy na Litwie są w obecnej chwili jedyną ostoją społeczną tego kraju przeciwko bolszewizmowi i jeżeli nie będzie nam danem Litwę jako zaporę budować, niechybny jest wylew bolszewizmu na te kraje.

W Galicji nasze minimum narodowe jest linią obejmującą Lwów i Kałusz; ewentualnie w układzie dobrowolnym z Rosją gotowi jesteśmy ustąpić z części Galicji wschodniej w zamian za ustępstwa ze strony rosyjskiej na terenach litewskich i białoruskich. Wschodnia granica Polski musi być w porozumieniu z Rosją wyrównana, dawać Polsce osłonę bezpośredniej linii kolejowej z Wilna przez Kowel do Lwowa, zaś między Rosją a Polską winna zostawiać pas błot i lasów Prypeci. Obszar Pińszczyzny całkowicie zniszczony, stanowi granicę błotną, teren niezdatny do poruszania wielkich mas wojskowych. Przez ten teren przechodzić winna wschodnia linia kolejowa Polski, Równo [sic] – Pińsk – Wilno, co najmniej zaś Polska powinna posiadać w swym ręku linię kolejową Drohobycz – Lwów – Kowel – Pińsk – Łuniniec – Baranowicze – Wilno. W ten sposób Rosji ustępuje się wszystkie tereny urodzajne, nie potrzebujące wkładów ani pracy rekonstrukcyjnej. Sobie zaś samym bierzemy zniszczone kraje podatne na nasz silny kolonizacyjny materiał”.

Źródło: Andrzej Nowak, „Walka o granice: 1918–1921”, 2009

Komunikat Naczelnej Komendy Wojska Polskiego o wybuchu w mieście walk między oddziałami polskimi a ukraińskimi, Lwów, 2 listopada 1918 r.

„Wczoraj nad ranem między 3½–4 godziną ukraińscy oficerowie i żołnierze kadr pułków 15 i 16 p. austriackiej obrony krajowej, wskutek spisku, dokonanego w politycznych sferach ukraińskich w porozumieniu wyraźnym z władzami austriackimi, rozbroili i internowali Polaków owych pułków, a następnie obsadzili ważniejsze gmachy rządowe, cywilne i wojskowe, oraz komunalne, zbrojną załogą i ubezpieczyli karabinami maszynowymi.

Zgromadzony oddział legionistów pod dowództwem kapitana Tatara-Trześniowskiego, zebrawszy się tejże nocy w szkole Sienkiewicza, stoczył wczoraj o 10 przed południem pierwszą pomyślną utarczkę, która przyniosła w zdobyczy obfity materiał wojenny.

Dziś oddziały nowe ze szkoły Sienkiewicza, oraz tworzące się z napływających ochotników miasta, oczyściły z patroli ruskich część ulic Leona Sapiehy, Grodeckiej, plac Bilczewskiego. Osadziły ponadto b. austriacki szpital zapasowy «Technika». Zdobycz: dwa automobile, karabin maszynowy i dużo broni ręcznej i amunicji. Walki dalsze w toku”.

Źródło: „Pierwsza wojna polska (1918–1920). Zbiór wojennych komunikatów prasowych Sztabu Generalnego (26 XI 1918 – 20 X 1920) uzupełniony komunikatami Naczelnej Komendy WP we Lwowie (2 XI 1918 – 23 XI 1918)”, oprac. S. Pomarański, Warszawa 1920

Co się wydarzyło

Od początku listopada 1918 r. trwały zacięte walki o Lwów. Ukraińcy zamierzali wydrzeć z rąk Polaków jedno z kluczowych miast dawnej Rzeczpospolitej. Dowództwo nad polskimi oddziałami objął kpt. Czesław Mączyński. Wśród 6 tys. ochotników wspierających polskich żołnierzy znalazło się prawie 1,5 tys. młodych ludzi, którzy nie ukończyli 17 lat. Nazwano ich Orlętami Lwowskimi. W walkach zginęło 439 obrońców Lwowa. Wśród nich znalazło się 109 uczniów szkół średnich. Atak ukraiński udało się odeprzeć za sprawą przybycia miastu z odsieczą oddziałów ppłk Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego. Dzięki nim 20 listopada 1918 r. polska strona zdobyła przewagę i sukcesywnie odbiła kolejne kwartały Lwowa.

Prasa o sytuacji w Poznaniu, 1 stycznia 1919 r.

„Wśród niezwykłych okoliczności żegnamy rok stary i wstępujemy w progi nowego; kiedy łuna wielkiej wojny na Zachodzie już dawno zagasła, buchnęły płomienie walki tuż koło nas. Na ulicach Poznania polała się krew, pod Gnieznem również rozegrało się krwawe starcie między Polakami i Niemcami, w kilku innych punktach podobne zaszły wypadki (…). Naprędce zorganizowana siła zbrojna polska dała odpór napaści niemieckiej i w następstwie zwycięskiej walki opanowała Poznań. Z Poznania przeniósł się ruch żywiołowy do Gniezna, Trzemeszna, Mogilna i kilku pomniejszych miast. (…)

Choć przeżywamy jeszcze chwile krytyczne, to jednak z nadzieją i ufnością witamy Rok Nowy. Wchodzimy weń w poczuciu własnej siły. Polacy zaboru pruskiego pokazali, że nie brak im męstwa, gdy chodzi o obronę najświętszych interesów narodowych”.

Źródło: „Kurier Poznański” 1919, nr 1

Wspomnienie Ignacego Gorczyńskiego, Poznań, 26 grudnia 1918 r.

„Nadchodzić zaczęły pogłoski o przyjeździe Ignacego Jana Paderewskiego do Poznania, co niesłychanie rozgorączkowało umysły, a ludność na gwałt sporządzała sztandary. Przyjazd nastąpił wieczorem 26 grudnia, wśród nieopisanego entuzjazmu tłumów. My, zorganizowani w Straży Ludowej, oraz sokoli i harcerze, tworzyliśmy od dworca do «Bazaru» [hotelu] zwarty kordon, za którym stały dziesiątki tysięcy mieszkańców Poznania”.

Źródło: „Wspomnienia powstańców wielkopolskich”, Poznań 1970

Co się wydarzyło

Wybuch powstania w Wielkopolsce dał przebywającemu na konferencji pokojowej w Paryżu Dmowskiemu poważne argumenty. Pozwolił mu też pozyskać życzliwość marszałka Ferdinanda Focha. Powstańcy walczyli dzielnie, szybko przejmując kontrolę nad całą Wielkopolską. Jednak Niemcy szykowali wielką kontrofensywę. Zapobiegły jej rozmowy z państwami ententy o przedłużeniu rozejmu kończącego I wojnę światową. Za sprawą Focha jednym z warunków przedłużenia rozejmu stało się objęcie nim również frontu wielkopolskiego. Po kilku dniach protestów niemiecki rząd 16 lutego 1919 r. musiał przystać na następujący zapis w przygotowanym przez stronę francuską układzie: „Niemcy powinni niezwłocznie zaprzestać wszelkich działań ofensywnych przeciwko Polakom w Poznańskiem i we wszystkich innych okręgach. W tym celu zabrania się wojskom niemieckim przekraczania następującej linii: dawna granica Prus Wschodnich i Prus Zachodnich z Rosją aż do Dąbrowy Biskupiej, następnie zaczynając od tego punktu linii na zachód od Dąbrowy Biskupiej, na zachód od Nowej Wsi Wielkiej, na południe od Brzozy, na północ od Szubina, na północ od Kcyni, na południe od Szamocina, na południe od Chodzieży, na północ od Czarnkowa, na zachód od Miał, na zachód od Międzychodu, na zachód od Zbąszynia, na zachód od Wolsztyna, na północ od Leszna, na północ od Rawicza, na południe od Krotoszyna, na zachód od Odolanowa, na zachód od Ostrzeszowa, na północ od Wieruszowa, a następnie aż do granicy śląskiej”. Wielkopolska wracała w granice Rzeczpospolitej.

Fragment orędzia wygłoszonego przez Józefa Piłsudskiego, otwierającego pierwsze posiedzenie Sejmu Ustawodawczego, 10 lutego 1919 r.

„Nie chcemy mieszać się do życia wewnętrznego któregokolwiek z naszych sąsiadów, lecz pozwolić nie możemy, by pod jakimkolwiek pozorem, chociażby pod pozorem rzekomego dobrodziejstwa, naruszano nasze prawo do samodzielnego życia. Nie oddamy ani piędzi ziemi polskiej i nie pozwolimy, by uszczuplano nasze granice, do których mamy prawo. Dążności naszych sąsiadów sprawiły, że ze wszystkimi nimi znajdujemy się obecnie w otwartej wojnie lub co najmniej w stosunkach mocno naprężonych”.

Źródło: Józef Piłsudski, „Pisma zbiorowe, t. 5, Warszawa 1937

Co się wydarzyło

Z początkiem 1919 r. Polska toczyła spory ze wszystkimi swoimi sąsiadami. W Galicji Wschodniej Polacy zostali zaskoczeni przez Ukraińców, którzy chcieli zdobyć panowanie we Lwowie oraz w całej prowincji, by przyłączyć ją do Ukraińskiej Republiki Ludowej. Do Śląska Cieszyńskiego swoje roszczenia wysuwali Czesi. Nierozstrzygnięta była kwestia Górnego Śląska oraz historycznie polskich ziem północnych, pozostających pod panowaniem Niemiec. W kwietniu 1919 r. Piłsudski zdecydował się na wkroczenie do zajętego przez bolszewików Wilna oraz zaproponowanie Litwinom federacji. Jednocześnie Sejm domagał się podjęcia starań przyłączenia do Rzeczpospolitej ziem, które Polska utraciła w wyniku pierwszego rozbioru. Wobec stałego parcia bolszewików na zachód wojna z opanowaną przez nich Rosją stawała się nieuchronna.

Fragment wystąpienia premiera Ignacego Paderewskiego podczas posiedzenia Sejmu 12 listopada 1919 r.

„Niejednemu stosunek nasz do Ukrainy może się wydać niejasnym, ale niejasną jest i sytuacja na Ukrainie. Chaos tam panuje, chaos przerażający, wprost rozpaczliwy. Walczy ataman Petlura, walczą bolszewicy, biją się, a raczej rozbijają siczownicy, grasują wreszcie niedobitki armji galicyjskiej (Ukraińskiej Armii Halickiej – red.), zorganizowanej przez wroga, która tak bezlitośnie tępiła ludność polską na Czerwonej Rusi (polskie wojska walczyły z tą armią o Galicję Wschodnią do lipca 1919 r. – red.). Codziennie tam gwałty, mordy, rabunki, rzezie. Dziesiątki tysięcy żydów wyrżnięto tam bezlitośnie. Milczą o tem jakoś ich protektorzy. Padają i nasi rodacy, dziesiątkami tysięcy padają; mordują ich z wyuzdanem, bezprzykładnem okrucieństwem. Tragiczną jest bezsilność Polski wobec tego strasznego rodzonej krwi rozlewu. Wielu z nas ma tam krewnych bliskich, drogich.

Przyszłość Ukrainy nie od nas zależy. Stanowić będzie o jej losach cały szereg mocarstw, zapewne wśród których i nasz głos się znajdzie. Tymczasem, ponieważ ataman Petlura walczy przeciw bolszewikom, ponieważ rządy jego mają licznych zwolenników i wydają się istotnie rządem ludowym – ukraińskim, ponieważ wreszcie obowiązkiem naszym jest oszczędzanie krwi polskiej i polskiego mienia – Naczelne Dowództwo zawarło z armią Petlury rozejm, który daje nam strategiczne korzyści, a ludności w powiatach, przez nasze wojska zajętych, zapewnia spokój i bezpieczeństwo, o ile podczas wojny i na terenie wojny takie rzeczy są możliwe. (…)

W uczuciach naszych dla Litwy żadne nie zaszły zmiany. Nie potępiamy całego litewskiego ludu za te okrucieństwa, popełnione niedawno jeszcze na Suwalszczyźnie przez zbrodnicze jednostki. Wiemy, czyja tam działała ręka. Siostrzycę naszą kochamy, jak dawniej serdecznie, życzymy jej dobra i szczęścia jak najgoręcej. Atoli dopóki tam, na obszarach Litwy trzymać się będzie jakieś wojska obce, za które nikt odpowiedzialności brać nie chce, dopóki pomiędzy tym wojskiem a obecnym rządem litewskim trwać będzie jakiś dziwny, tajemniczy i zagadkowy stosunek, dopóty o żadnym porozumieniu mowy być nie może.

Uznajemy również prawowity rząd Finlandji.

Narzuconą nam wojnę przez rządy sowieckiej republiki rosyjskiej musieliśmy przyjąć i dzięki waleczności naszej armji prowadzimy ją zwycięsko. Wojna ta jednak, zwłaszcza w obecnych warunkach, jest nader ciężka. Aczkolwiek w stosunku do osiągniętych rezultatów, straty nasze w ludziach są nieznaczne, to jednak bardzo bolesne. (…)

Rosja się odbuduje, Rosja się odrodzi, ale jaka i kiedy, dzisiaj to przewidzieć trudno. Rosję nową, wolną, praworządną, Rosję sprawiedliwą, żadnego narodu niegnębiącą, Rosję godną przystąpienia do Ligi Narodów, Polska powita radośnie.

Uznajemy konieczność istnienia i rozwoju Ligi Narodów, ufamy, że działalność jej będzie skuteczna, zbawienna, że się stanie tarczą i puklerzem dla narodów słabych, najwyższym trybunałem dla wszystkich, chociażby najpotężniejszych. Wierzymy w to i musimy wierzyć.

Założycielowi jej i twórcy, dostojnemu przyjacielowi Polski, Prezydentowi Wilsonowi, składamy hołd czci serdecznej”.

Źródło: stenogram posiedzenia Sejmu Ustawodawczego z 12 listopada 1919 r., Warszawa 1919 r.

Józef Piłsudski w rozmowie z szefem sztabu generalnego gen. Stanisławem Hallerem i wiceministrem MSZ Władysławem Skrzyńskim, grudzień 1919 r.

„Bolszewików trzeba pobić i to niedługo, póki jeszcze nie wzrośli w siłę. Trzeba ich zmusić do tego, aby przyjęli rozstrzygającą rozprawę i sprać ich tak, aby ruski miesiąc popamiętali. Ale żeby to osiągnąć, trzeba ich nadepnąć na tak bolesne miejsce, żeby nie mogli się uchylać i uciekać. Moskwa takim miejscem nie jest. Kijów, Ukraina to ich czuły punkt”.

Źródło: Bogusław Miedziński, „Polityka wschodnia Piłsudskiego”, „Zeszyty Historyczne”, z. 31, Paryż 1975

Co się wydarzyło

Piłsudski nie miał wyboru – jeśli Polska miała odgrywać rolę najbliższego sojusznika Francji w Europie Wschodniej, bolszewicy musieli pokonać białych generałów, co utrudniało wyjście Rosji z międzynarodowej izolacji. Dlatego wbrew naciskom zachodnich aliantów wstrzymał wiosną 1920 r. ofensywę, aby tak się stało. Ale Lenin uderzył, gdy tylko umocnił swoją władzę. Armia polska, wspierana przez oddziały atamana Petlury, bez przeszkód zajęła Kijów 7 maja 1920 r. Choć Piłsudski ogłosił, że celem jego działań jest odbudowa niepodległej Ukrainy, Polaków w Kijowie przyjęto z dużą rezerwą. Zaledwie tydzień później wielką kontrofensywę rozpoczęła Armia Czerwona, zmuszając polskie oddziały do odwrotu na całej długości frontu. Wkrótce II Rzeczpospolita znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

Notatka z dziennika ppor. Wilhelma Wilczyńskiego, Kijów, 9 maja 1920 r.

„O godzinie 9.00 rozpoczyna się defilada. (...) Wkraczamy na najgłówniejszą ulicę Kijowa – Kreszczatik. (...) Kolumny różnych rodzajów broni idą w szpalerze tłumów po jednej i drugiej stronie ulicy zebranych i podziwiających wygląd oraz sprawność naszego żołnierza. Szczególnie ludność polska, znajdująca się w tłumie, wyraża podziw swój i radość. (...) Na samym końcu defilują oddziały ukraińskie atamana Semena Petlury, które z nami współdziałały w akcji na Kijów, również oklaskiwane i witane okrzykami przez swoich rodaków”.

Źródło: „O granice Drugiej Rzeczypospolitej: frontowe wspomnienia Wilhelma Wilczyńskiego”, Łódź 2012

Fragment przemowy wygłoszonej przez działacza endeckiego marszałka Sejmu Wojciecha Trąmpczyńskiego na powitanie Józefa Piłsudskiego powracającego z wyprawy kijowskiej

„Sejm cały przez usta moje wita cię, wodzu naczelny, wracającego ze szlaku Bolesława Chrobrego. Od czasów Kircholmu i Chocimia naród polski takich triumfów oręża swego nie przeżywał. (...) Historia nie widziała jeszcze kraju, który by w tak trudnych warunkach jak nasz tworzył swą państwowość. W takiej to chwili zwycięski twój pochód na Kijów dał narodowi poczucie własnej siły, wzmocnił wiarę w własną przyszłość, wzmógł jego dzielność duchową, a przede wszystkim stworzył podstawę do pomyślnego i stałego pokoju, którego wszyscy tak bardzo pragniemy”.

Źródło: „Rok 1920”, oprac. J. Borkowski, Warszawa 1990

Co się wydarzyło

Latem 1920 r. trwał paniczny odwrót polskich wojsk na całej długości frontu wschodniego. Bolszewicy pod wodzą marszałka Tuchaczewskiego parli na Warszawę, jak niegdyś wojska gen. Aleksandra Suworowa podczas insurekcji kościuszkowskiej i feldmarszałka Iwana Paszkiewicza w czasie powstania listopadowego. W obu wcześniejszych przypadkach Polacy nie obronili stolicy i ponieśli druzgocące klęski. Już samo ich wspomnienie budziło panikę, a tym razem wróg był jeszcze bardziej okrutny. Jednak bezpośrednie zagrożenie stolicy zmobilizowało całe społeczeństwo do obrony Rzeczpospolitej. Ponad 90 tys. ochotników wstąpiło w szeregi armii, aby bronić Warszawy. U jej wrót miała się rozegrać decydująca bitwa.

Rozkaz operacyjny do Bitwy Warszawskiej dla oddziałów Frontu Środkowego wydany przez Józefa Piłsudskiego, 15 sierpnia 1920 r.

„Ugrupowanie nieprzyjaciela jest bardzo silne na północy [kierunek na Warszawę], zupełnie słabe w centrum, niezbyt silne na południu (…). Ugrupowania własne, mające na celu przyjęcie nieprzyjaciela napierającego na Warszawę oraz przeprowadzenie kontrofensywy od południa na skrzydła i tyły operujących pod Warszawą sił nieprzyjacielskich, jest na ogół ukończone. (…)

Zwracam uwagę na bezwzględną konieczność przeprowadzenia całej operacji w nakazanych rozmiarach. Wzgląd na zmęczenie ludzi i na straty nie może tutaj odgrywać roli (...). Wszystkie wojska zrozumieć muszą, że bitwa ta rozstrzyga losy wojny i kraju i że dać może pożądane rezultaty tylko przy najwyższym wysiłku sił i woli każdego poszczególnego żołnierza i oficera”.

Źródło: W. Jędrzejewicz, J. Cisek „Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego 1867–1935”, t. 2, „1916–1920”, Kraków–Łomianki 2006

Notatka z dziennika kpt. Charles’a de Gaulle’a, członka francuskiej misji wojskowej w Polsce, 17 sierpnia 1920 r.

„Ofensywa rozpoczęła się świetnie. Grupa manewrowa, którą dowodzi szef państwa, Piłsudski, (...) szybko przesuwa się na północ. Nieprzyjaciel, całkowicie zaskoczony widokiem Polaków na swoim lewym skrzydle, o których myślał, że są w stanie rozkładu, nigdzie nie stawia poważnego oporu, ucieka w rozsypce na wszystkie strony albo poddaje się całymi oddziałami. Zresztą, w tym samym czasie uderzenie Rosjan na Warszawę załamało się (...). Ach! Cóż to było za piękne posunięcie! Nasi Polacy jak gdyby przypięli skrzydła, aby je wykonać; ci sami żołnierze, przed tygodniem wyczerpani fizycznie i moralnie, biegną naprzód, pokonują dziennie 40-kilometrowe etapy. Drogi zawalone są grupami jeńców w opłakanym stanie i rzędami podwód zabranych bolszewikom”.

Źródło: Charles de Gaulle, „Bitwa o Wisłę. Dziennik działań wojennych oficera francuskiego”, „Zeszyty Historyczne”, z. 19, Paryż 1971

Co się wydarzyło

Szansa na federację z Litwinami została ostatecznie pogrzebana, gdy w październiku 1920 r. sfingowano na życzenie Piłsudskiego bunt Dywizji Litewsko-Białoruskiej dowodzonej przez gen. Lucjana Żeligowskiego. Wileńszczyznę znów odbito, a walki późną jesienią zakończyła interwencja Ligi Narodów. Pod osłoną wojsk Żeligowskiego powstało sztuczne państwo o nazwie Litwa Środkowa. Po roku jego istnienia wybrany w demokratycznych wyborach Sejm Wileński 20 lutego 1922 r. wydał deklarację o połączeniu Litwy Środkowej z Polską.

Wspomnienie Józefa Piłsudskiego

„W tym czasie szczęście wojenne mnie się uśmiechnęło – zdecydowałem od razu, by stan faktycznego posiadania orężem do Wilna wprowadzić. Wybrałem do tego gen. Żeligowskiego, gdyż sam, jako Naczelnik Państwa oraz Naczelny Wódz Polski, łamać zobowiązań [wobec konferencji pokojowej] nie byłem w stanie”.

Źródło: Józef Piłsudski, „Pisma zbiorowe”, t. VI, Warszawa 1937

Co się wydarzyło

Po zwycięstwach odniesionych w Bitwie Warszawskiej, a następnie pod koniec września 1920 r. nad Niemnem, Piłsudski chciał kontynuowania wojny. Jednak zderzył się z solidarnym sprzeciwem prawie całego Sejmu. Wszystkie stronnictwa oraz wyczerpane walkami społeczeństwo chciały pokoju. Rokowania w Rydze z delegacją sowiecką zdominowali politycy endeccy, kierujący się wytycznymi Dmowskiego. Szef delegacji polskiej Jan Dąbski zgodził się na wykluczenie Ukrainy jako pełnoprawnego partnera rokowań. Nie przyjął też oferty szefa sowieckiej delegacji Adolfa Joffe, proponującego przesunięcie granic II RP aż poza białoruski Mińsk. Traktat zawarty w Rydze 18 marca 1921 r. określił, że ostatecznie polskie granice na wschodzie kończyły się niemal na ziemiach drugiego zaboru. Pozyskano część zachodniej Białorusi i Ukrainy. Na północy linię graniczną wyznaczała rzeka Dźwina, a na południu – rzeki Zbrucz i Dniestr. To ostatecznie pogrzebało federacyjne plany lewicy oraz Piłsudskiego.

Wystąpienie sejmowe premiera Wincentego Witosa, 14 października 1920 r.

„Wspominałem na posiedzeniu 6 października o dojściu do skutku zgody na pokój preliminarny (pomiędzy Polską a Rosją) w Rydze. Pokój (chodzi o zawieszenie broni – red.), ten podpisany 12 października, nie zaspokaja w pełni aspiracji narodu polskiego, zostawia poza granicami Polski wielką liczbę Polaków, ale czyni zadość duchowi umiarkowania i dążeniom polskim do zakończenia wojny (brawa), dając jednocześnie Polsce możność oddechu na wschodzie”.

Źródło: stenogram posiedzenia Sejmu Ustawodawczego z 14 października 1920 r.

Co się wydarzyło

Podczas konferencji pokojowej w Wersalu polska delegacja zaciekle walczyła o to, by w plebiscycie na Górnym Śląsku mogły wziąć udział osoby tam urodzone, które potem wyemigrowały. Niemcy podczas konferencji niespecjalnie oponowali, po czym zorganizowali darmowy transport dla ok. 200 tys. Ślązaków, którzy osiedlili się w Zagłębiu Ruhry. Zagłosowali oni za pozostaniem ich ziemi ojczystej w granicach Republiki Weimarskiej. Władze II RP nie potrafiły zorganizować analogicznej akcji. W efekcie na 1,19 mln głosujących 20 marca 1921 r. aż 59,4 proc. opowiedziało się za pozostawieniem Górnego Śląska w granicach Rzeszy. Przyłączenie do Polski wybrało 40,3 proc. Wynik plebiscytu natychmiast postanowił zdyskontować brytyjski rząd. Wniesiona przez niego propozycja przyznawała Polsce wschodni skrawek Górnego Śląska, bez kluczowych zakładów przemysłowych i kopalń. Zaoponowali przeciwko temu Francuzi, lecz Brytyjczyków poparli Włosi. Korfantemu nie pozostało nic innego, jak tylko rozpocząć przygotowania do trzeciego powstania. Wybuchło ono w nocy z 2 na 3 maja 1921 r. Dostawy broni z Polski oraz napływ ok. 10 tys. ochotników nie zniwelowały niemieckiej przewagi militarnej. Jednak determinacja Ślązaków zmusiła aliancką Radę Najwyższą do zrewidowania swego stanowiska. Wyłoniła ona komisję rozjemczą, do której weszli też przedstawiciele neutralnych państw. Przewodniczył jej były prezydent Szwajcarii (czyli przewodniczący Rady Federacji) Felix Calonder. Górny Śląsk został podzielony tak, że 70 proc. spornego terytorium przypadło Republice Weimarskiej, lecz to na pozostałej części znajdowały się najważniejsze zakłady przemysłowe.

Co się wydarzyło

Gdy 20 czerwca 1922 r. polskie oddziały pod dowództwem gen. Stanisława Szeptyckiego przekroczyły starą granicę, by oficjalnie obsadzić śląskie garnizony, zorganizowano im huczne, starannie wyreżyserowane powitanie. Na krótkim odcinku drogi do Katowic powstało aż 30 bram powitalnych, pomiędzy którymi tłoczyły się wiwatujące tłumy. „Dzień dzisiejszy po wsze wieki pamiętany będzie dla narodu polskiego jako święto odzyskania przez Polskę dzielnicy prastarej, ukochanej, cennej nie tylko bogactwami, lecz więcej jeszcze cnotami ludności. Witajcie!” – pisał w specjalnej depeszy do pierwszego wojewody śląskiego Józefa Rymera premier Antoni Ponikowski.

Co się wydarzyło

Ostatecznie granice II Rzeczpospolitej wytyczono na liniach zdecydowanie bliższych koncepcjom Dmowskiego i obozu endeckiego niż planom Piłsudskiego, o federacyjnych marzeniach socjalistów nawet nie wspominając. To nie czyniło jednak z Polski państwa jednolitego narodowo ani też nie zapewniło bezpiecznej przyszłości, czego świadomość miał zarówno Piłsudski, jak i Dmowski.

Odrodzone po 123 latach niewoli państwo polskie obejmowało obszar 388,6 tys. km kw. Stanowiło to 52 proc. obszaru państwa przedrozbiorowego z 1772 r. Ogólna długość granic Polski wynosiła 5534 km. Najdłuższa była granica z Niemcami. Liczyła 1912 km, z ZSRR – 1412 km, z Czechosłowacją – 984 km, Litwą – 507 km, Rumunią – 349 km, Wolnym Miastem Gdańskiem – 221 km i Łotwą – 109 km.

Fragment książki Romana Dmowskiego „Polityka polska i odbudowanie państwa”

„Walka o nasze terytorjalne pojęcie Polski, to nie tyle była walka o ten czy inny kawałek ziemi, ile o całą przyszłość naszego narodu i właściwie o przyszłość środkowej i wschodniej Europy. Ta walka – między nami a Niemcami – toczyła się od dawna. Czyśmy walczyli przeciw germanizacji ziem zaboru pruskiego, czy przeciw polityce rosyjskiej w Polsce, czy przeciw ukrainizacji Galicji Wschodniej – była to ta sama walka naszego pojęcia Polski przeciw niemieckiemu. Na Konferencji Pokojowej to także nie była walka z Anglją, tylko z Niemcami, których Lloyd George był rzecznikiem. Ta walka, w tem pojęciu, nie została rozstrzygnięta. To, cośmy zdobyli, ma tę wartość, że posiadamy poważne dane do pomyślnego prowadzenia jej dalej. Toczy się ona nieustannie, z dnia na dzień, toczy się o to, czy Polska będzie państwem naprawdę niezawisłem, czy też przy pozorach niepodległości sprowadzona zostanie do roli prowincji wielkiego imperjum niemieckiego”.

Źródło: Roman Dmowski „Pisma”, t. VI, „Polityka polska i odbudowanie państwa”, Częstochowa 1937