To, że w tych warunkach udało się ocalić niepodległość, faktycznie wydaje się cudem. W rzeczywistości była to jednak mieszanina determinacji, odwagi oraz słynnej polskiej umiejętności improwizacji i radzenia sobie w najtrudniejszych warunkach. W sytuacji zagrożenia Polacy wykrzesali z siebie niezwykłe zdolności, których symbolem może być złamanie przez porucznika Jana Kowalewskiego bolszewickich szyfrów. Był to początek owocnej współpracy polskich naukowców z wojskiem, co doprowadziło kilkanaście lat później do złamania słynnej niemieckiej Enigmy.

Reklama

Jedna z najcenniejszych refleksji z wojny z bolszewikami dotyczyła gospodarki. Konflikt z lat 1919‒1920 pokazał, jak kruche były ekonomiczne podstawy niepodległości. Polska musiała bronić jej, kupując niemal całą broń i amunicję za granicą i nie mając przy tym żadnej gwarancji, że dotrą na czas.

Dlatego jedną z pierwszych decyzji Sejmu RP po zakończeniu konfliktu była ta o budowie portu w Gdyni ‒ mieście, które stało się symbolem polskiej nowoczesności i dynamiki.

Nie przestano jednak myśleć o tradycji. Zwycięstwo nad bolszewikami umożliwiło rewindykację zrabowanych przez Rosję w czasie zaborów polskich skarbów nauki i kultury – bibliotek, archiwów i bezcennych zabytków.

Równocześnie z tą unikalną w skali światowej akcją rozpoczęła się budowa nowych gałęzi przemysłu. Chociaż tworzone od zera, w ciągu kilkunastu lat niektóre osiągnęły światowy poziom. Kraj, który w początkach niepodległości nie miał żadnej fabryki samolotów, w 1932 r. świętował zwycięstwo załogi Żwirko i Wigura w najbardziej prestiżowych zawodach lotniczych Challenge. Była to elita elit, gdyż z powodu wyśrubowanych technicznych wymagań nie zakwalifikowały się do nich załogi nawet z ojczyzny lotnictwa – Stanów Zjednoczonych. Dwa lata później inna polska ekipa powtórzyła to zwycięstwo.

Nie chodziło jednak wyłącznie o prestiż. Ci sami inżynierowie, którzy projektowali najlepsze sportowe samoloty świata ‒ jak Jerzy Dąbrowski ‒ stali się konstruktorami nowoczesnych maszyn, m.in. bombowca „Łoś”. Na ich deskach kreślarskich w latach 30. XX w. było jeszcze wiele innych, przełomowych konstrukcji. Nie tylko zresztą lotniczych.

Naród, któremu z oczywistych względów zaborcy zabronili budować fabryki broni, wydał inżynierów takich jak Piotr Wilniewczyc, projektant słynnego VIS-a, a także Rudolf Gundlach, który zbudował innowacyjne w skali światowej urządzenie – obrotowy peryskop do czołgów.

Zwycięstwo z 1920 r. dało Polakom nie tylko wiarę w siebie, ale także przekonanie, że niepodległość buduje się również w halach fabryk i biurach konstrukcyjnych. Niezwykła kreatywność naszych przodków z okresu międzywojennego w dziedzinie inżynierii i technologii była z pewnością jednym z najbardziej niezwykłych owoców tego sukcesu.

W program gospodarczy w latach 30. XX wieku próbował przekuć ją inżynier i minister Eugeniusz Kwiatkowski oraz jego współpracownicy, Paweł i Władysław Kosieradzcy – twórcy Centralnego Okręgu Przemysłowego. Była to inwestycja, która trwale zmieniła rolnicze dotąd tereny w nowe zagłębie przemysłowe. To dzięki niej w ciągu kolejnych trzech lat gospodarka Polski rosła o 10 proc. rocznie, a pracę w przemyśle znalazło 110 tys. ludzi. W 1939 r. udział przemysłu w PKB doszedł do 50 proc. i był aż o 20 pkt proc. większy niż dekadę wcześniej.

COP nie bez powodu ulokowany został w widłach Wisły i Sanu, tzw. trójkącie bezpieczeństwa, leżącym poza zasięgiem ówczesnych sowieckich i niemieckich bombowców. Doświadczenia wojny z lat 1919–1920 również odegrały tu swoją rolę.

Równocześnie doświadczenia z budowy COP stały się zalążkiem jednego z najbardziej ambitnych gospodarczych planów w historii Polski – rozpisanego na 15 lat Planu Kwiatkowskiego. Przewidywał od zbudowanie do 1942 r. nowoczesnej armii, rozbudowę do 1945 r. sieci dróg i kolei, a następnie wzrost poziomu rolnictwa i oświaty, intensywną urbanizację do 1951 r. i likwidację podziału kraju na Polskę A i Polskę B do połowy lat 50. XX w.

Uskrzydleni zwycięstwem z 1920 r. Polacy nie uzależniali swoich planów i ambicji od międzynarodowej koniunktury, nawet gdy na horyzoncie zaczęła rysować się kolejna, o wiele potężniejsza burza. Do końca starali się wzmacniać ekonomiczną i militarną siłę swojego kraju, wierząc, że w obliczu starcia z potężnymi wrogami sojusznicy nie zawiodą.

Stało się jednak inaczej. Czy więc ze zwycięstwa nad bolszewikami i prób gospodarczego wzmocnienia kraju pozostało nam do dziś coś trwałego? Odpowiedź brzmi „tak”. Rok 1920 stał się symbolem polskiej determinacji w obronie niepodległości. Jego pierwsze przesłanie to nie poddawać się i wychodzić silniejszym nawet z klęsk i niepowodzeń. I drugie – wykorzystać jak najlepiej czas, który dała nam historia. Dwudziestolecie międzywojenne wykorzystano najlepiej jak można było dzięki determinacji pokolenia, które przez lata niewoli czekało na wolność i przygotowywało się na nią. Nie zachłysnęło się niepodległością, tylko zakasało rękawy i wzięło się do pracy. Dziś niestety możemy tylko zgadywać, jakie Polska mogłyby zbierać owoce tej pracy, gdyby nie II wojna światowa i potem niemal pół wieku socjalizmu narzuconego przez Moskwę.