Zmiany sędziego prowadzącego domaga się Jerzy Targalski. Z tego powodu sąd do września odroczył rozprawę, na której planowano przesłuchanie stron i zakończenie procesu.

Reklama

Michnik, redaktor naczelny "Gazety Wyborczej", pozwał o ochronę dóbr osobistych redaktora naczelnego "Gazety Polskiej" Tomasza Sakiewicza oraz spółkę wydającą gazetę, a także Jerzego Targalskiego, autora artykułu z 2005 r., w którym znalazło się stwierdzenie, że Michnik "poprzez wspieranie postkomunistów wspierał korupcję". Michnik żąda przeprosin i wpłaty przez pozwanych 30 tys. zł na cel dobroczynny. Proces trwa siódmy rok.

Środa miała być jednym z ostatnich dni procesu - w sądzie stawił się Michnik, który miał zostać przesłuchany jako powód, a także pozwani Sakiewicz i Targalski. Towarzyszyła im liczna grupa sympatyków "Gazety Polskiej", z transparentami "Tomku, jesteśmy z tobą" oraz "Żądamy wolności słowa". Wielu miało na sobie błękitne T-shirty z przypiętymi na plecach papierowymi skrzydłami. Na piersiach koszulek widniał napis "Anioł stróż" i nazwiska autorów "GP".

Już w sali sądowej pełnomocnik pozwanych mec. Sławomir Sawicki zwrócił się o odroczenie rozprawy i oświadczył, że zaproponował Michnikowi ugodę. Jak ocenił prawnik, jest spora szansa, że w krótkim czasie do niej dojdzie". "Faktycznie, przed wejściem na salę propozycja ugody została złożona, ale mało konkretna. Dziś powinniśmy kontynuować proces i przesłuchać strony, a do rozmów możemy zasiąść jeszcze zanim sąd wyda wyrok - odpowiedział na to pełnomocnik Michnika mec. Piotr Rogowski.

Wówczas głos zabrał pozwany Targalski, który nie sprzeciwił się negocjacjom ugodowym, ale jednocześnie złożył wniosek o wyłączenie sędziego. Jak dowiedziała się Polska Agencja Prasowa w sądzie, uznał on, że prowadzący proces sędzia jest stronniczy, bo oddalił jego wnioski dowodowe. W tej sytuacji sąd nie mógł już podejmować żadnych działań i musiał odroczyć rozprawę. Wniosek o zmianę sędziego z mocy prawa rozpatruje skład trzech innych sędziów. Ewentualna zmiana sędziego w procesie cywilnym nie oznacza konieczności prowadzenia go od nowa.

To brzydka próba przedłużania procesu w sytuacji, w której nie ma się żadnych merytorycznych argumentów w sprawie - ocenił mec. Rogowski. Jak dodał, można by powiedzieć słowami Jarosława Kaczyńskiego: to takie prawne sztuczki cyrkowe.

Następna rozprawa we wrześniu.