Dziennik Gazeta Prawana logo

Co teraz robią ofiary dobrej zmiany w mediach? "Nikt na nas nie czeka"

9 lipca 2016, 09:44
Ten tekst przeczytasz w 18 minut
Dziennikarze
Dziennikarze/Media
Polityczne czystki w publicznych telewizji i radiu często były zalążkiem zmian na rynku. Ofiary dobrej zmiany dziś też budują własne media. Ale sukces będzie im trudno osiągnąć.

Towarzystwo Dziennikarskie, które monitoruje kadrową karuzelę w mediach publicznych, podaje, że liczba dziennikarzy – ofiar dobrej zmiany – sięgnęła już 170 osób. –– opowiada Seweryn Blumsztajn, prezes Towarzystwa Dziennikarskiego.

To nie pierwszy raz, kiedy polityczna miotła w mediach publicznych poszła w ruch, bo czystki robili zarówno ludowcy, lewica, jak i Platforma. Ale tym razem skala zwolnień była większa. W ciągu kilku tygodni bez pracy znalazło się kilkadziesiąt osób. Potem grupa rosła – i nadal się powiększa. Co się z tymi ludźmi dzieje? Gdzie wylądowali? Knują i żyją żądzą odwetu na PiS czy chcą jak najszybciej o dziennikarstwie zapomnieć?

Chłonny internet

Trwa jeden z największych testów na chłonność medialnego rynku od lat. Jego wynik jak na razie nie jest szczególnie imponujący. –– mówi Ewa Rogala, która przez lata prowadziła serwisy informacyjne w Programie I Polskiego Radia. Teraz pisze dla Wirtualnej Polski, prowadzi też kilka projektów związanych z mediami społecznościowymi.

9269299-ewa-rogala.png
Ewa Rogala

Etatu nie ma, jest wolnym strzelcem. I próbuje odnaleźć się w tej sytuacji. – – mówi. W rozgłośni pracowała 13 lat. – – mówi.

Kilkoro z grona zwolnionych dziennikarzy TVP znalazło pracę w Agorze. Za serwis wideo "Gazety Wyborczej" odpowiadają m.in. Maciej Czajkowski, były sekretarz redakcji "Wiadomości", oraz była reporterka polityczna Justyna Dobrosz-Oracz, którą z "Wiadomości" w skandaliczny sposób zwalniała publicznie posłanka PiS Krystyna Pawłowicz. W radiu TOK FM można usłyszeć Karolinę Lewicką, wyrzuconą z TVP Info po kontrowersyjnym wywiadzie z ministrem kultury. Audycję prowadzi tu również Piotr Maślak. Ale oboje z anteną byli związani, zanim nowe szefostwo TVP im podziękowało.

– tłumaczy Blumsztajn. Zwraca uwagę, że niewielu wyrzuconych dziennikarzy zostało przyjętych do największych stacji komercyjnych. TVN przejął Jacka Tacika, Dianę Rudnik i Piotra Kraśkę, a Polsat do niedawna nie miał w swoich szeregach żadnej z ofiar dobrej zmiany. Ostatnio do stacji trafiła dziennikarka TVP Warszawa, odsunięta od prowadzenia za to, że pozwoliła koledze pożegnać się z widzami. Ale na tym koniec. Rynek żył w przekonaniu, że to efekt polityki Polsatu, który nie chce się narażać PiS. zauważa Blumsztajn. Szefowa polsatowskich "Wydarzeń" Dorota Gawryluk zaprzeczała, twierdząc, że dla jej pracodawcy liczą się kompetencje. Pracownicy Polsatu nieoficjalnie przyznają, że dla nowych osób zwyczajnie nie ma miejsca i pieniędzy, bo zespoły są kompletne. Ale politycznych względów też nie wykluczają.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku nowych mediów. Do sieci trafiło wielu "wymiecionych" z TVP i Polskiego Radia. Z Tomaszem Lisem na czele. Jego sztandarowy program "Co z tą Polską?" co tydzień emitowany jest w Onecie pod wymyśloną na potrzeby internetowego pozycjonowania "oryginalną" nazwą "Tomasz Lis". Dla tego portalu materiały wideo robi też były reporter czołowego serwisu TVP1 Kamil Dziubka. Piotr Jaźwiński, który z "Wiadomości" wyleciał po 24 latach pracy, jest redaktorem w serwisie Gazeta.pl, a twarzą Wirtualnej Polski miał zostać Piotr Kraśko, gwiazda "Wiadomości". Właściwie wszystko było dogadane, ale dziennikarz porzucił internet, gdy na horyzoncie pojawiła się propozycja od Edwarda Miszczaka z TVN. Dziś Kraśko prowadzi śniadaniowe "DD TVN" i "Fakty z zagranicy" w TVN24 BiŚ. Jego znajomi mówią, że w prywatnych rozmowach Kraśko porównuje się do żony alkoholika, która w końcu zrozumiała, że można żyć inaczej.

Cała grupa dziennikarzy z TVP trafi też zapewne do nowych kanałów telewizyjnych, które do końca roku zadebiutują w naziemnej telewizji cyfrowej. Informacjami oraz publicystyką w tworzonym przez Grupę ZPR Media (m.in. wydawca "Super Expressu" i właściciel Fokus TV) zajmuje się Tomasz Sygut, były dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. Z moich informacji wynika, że prowadzi rozmowy m.in. z Jarosławem Kulczyckim. Z kolei do kanału tworzonego przez WP kierownictwo ściąga m.in. Małgorzatę Serafin i Kamilę Biedrzycką-Osicę.

– przekonuje Izabela Leśkiewicz, wyrzucona z TVP Info po aferze z relacjonowaniem marszu KOD na antenie. Prezes telewizji nie chciał, by marsz był relacjonowany na żywo, bo ważniejsze miała być posiedzenie Konferencji Episkopatu Polski na temat Światowych Dni Młodzieży. Leśkiewicz się postawiła. I szybko z TVP wyleciała. Dziś jest rzeczniczką dwóch niepublicznych szpitali. – mówi.

Pociągi pod redaktorskim nadzorem

9268712-igor-sokolowski.png
Igor Sokołowski

Wyrzucanym bądź zmuszanym do odejścia dziennikarzom najczęściej towarzyszą poczucie żalu i rozgoryczenia oraz zniechęcenia. Zwłaszcza jeśli z mediami publicznymi byli związani przez lata. Ale są i tacy, którzy polityczną miotłę przyjęli z dystansem. Igor Sokołowski przyznaje wprost, że wiedział, na co się pisze. Do TVP Info trafił z TVN24. –– mówi.

Ale też miał komfort, którego koledzy mogą mu pozazdrościć. Inny fach w ręku. Notabene jego historia to świetny dowód na to, że powodem zwolnienia z telewizji mogą być błahostki. –– śmieje się Sokołowski. Opisuje, jak w czasie ostatniej rozmowy z szefem kanału dowiedział się, że przez niego ten wyszedł na głupka przed Kurskim. Prezes TVP w czasie odwiedzin na placu Powstańców sam zaordynował bowiem, w jakiej kolejności mają się wypowiadać komentatorzy. A Sokołowski kolejność zmienił – na prośbę gościa, który chciał wyjść wcześniej ze studia. Ten drugi, z "Naszego Dziennika", który wisiał na telefonie, musiał chwilę poczekać. – – odparł Pilis. A ja stwierdziłem: – mówi Sokołowski.

Jeśli chodzi o jego dalszą karierę zawodową, to zdecydowanie najciekawszy przypadek. Sokołowski kieruje 300-osobowym zespołem na kolei. – – opowiada Sokołowski. Przez kilka lat łączył dziennikarstwo: najpierw w TVN24, potem w TVP Info, z pracą dyżurnego ruchu. Na pół etatu. W zeszłym roku dostał awans na naczelnika ds. inżynierii ruchu, więc zwolnieniem z TVP się nie przejął.

Z mediami całkowicie nie zrywa, prowadzi rozmowy. – – mówi.

Śladem niepokornych?

mówi Sokołowski.

Sęk w tym, że większość dziennikarzy zna się tylko na jednej robocie. Trudno się im przestawić nagle na zupełnie inne zawodowe tory. Wielu – jak Adam Feder czy Beata Tadla – zaczyna prowadzić własny biznes oparty na medialnych szkoleniach i produkcji telewizyjnej. Ale do tego najlepiej mieć znaną twarz. Osobom "niewizyjnym" pozostaje przejście na drugą stronę, czyli do PR-u, albo próba budowy własnych mediów.

W przeszłości, gdy zwalnianych w ramach czystek politycznych dziennikarzy rynek nie mógł wchłonąć albo oni sami nie widzieli dla siebie odpowiedniego miejsca, powstawały nowe media. Miotła była impulsem do rozwoju medialnego poletka. Zwłaszcza na prawej stronie sceny. W latach 90. tzw. pampersi (młodzi dziennikarze ściągnięci do TVP przez jej ówczesnego prezesa Wiesława Walendziaka) stworzyli TV Puls i Radio Plus oraz "Życie", kilka lat później dziennikarze niepokorni zbudowali własne portale, tygodniki, a nawet telewizję. – – broni się przed takimi porównaniami Katarzyna Pilarska, szefowa radia Medium Publiczne.

9268794-katarzna-pilarska.png
Katarzna Pilarska

To inicjatywa Ewy Wanat oraz Rafała Betlejewskiego. Wanat została zwolniona z publicznego Radia dla Ciebie za kontrowersyjny wpis na Facebooku, Betlejewski odszedł z nią w geście solidarności. Razem założyli fundację oraz Medium Publiczne, na które składają się portal internetowy, kanał na YouTubie i radio. Całość tworzy dziś ok. 50 stałych współpracowników. Większość robi to po godzinach – mają pracę, i to w różnych zawodach. Ktoś jest wykładowcą, ktoś pracuje na budowie. Jest też paru dziennikarzy, w tym również z radiowej Jedynki. Własne audycje prowadzą Przemysław Szubartowicz i Krzysztof Rzyman. – mówi Pilarska.

W odróżnieniu od tzw. mediów niepokornych nie mają wsparcia finansowego ze strony żadnej z partii politycznych i nie zabiegają o nie. Choć od polityki trudno im się będzie oderwać, choćby dlatego, że twarzą przedsięwzięcia – obok Wanat i Betlejewskiego – jest Anna Grodzka, była posłanka Ruchu Palikota.

Medium Publiczne zbiera pieniądze od czytelników i słuchaczy: od trzech miesięcy apeluje, by abonamentową kwotę 22 zł miesięcznie przekazywać – zamiast na rzecz TVP i PR – do ich fundacji. Nie zdradzają, ilu mają darczyńców i jaką sumę udało się zebrać do tej pory. Przyznają, że nie są to duże kwoty. Wszyscy – łącznie z Pilarską – pracują jako wolontariusze. Pilarska była związana z radiową Jedynką dokładnie przez trzy lata i trzy miesiące, wcześniej pracowała w Radiu Katowice. W grudniu dostała długo wyczekiwany etat. wspomina.

Zaraz po odejściu z PR przez trzy miesiące zajmowała się promocją płyty Karoliny Cichej. W najbliższych dniach jest umówiona na rozmowę o pracę. Ale nie chce zdradzać, gdzie aplikuje. –– przyznaje Pilarska. Czy słucha Jedynki? – – żartuje.

Wewnętrzne spory

W budowę nowego medium zaangażowała się z kolei była szefowa Trójki Magda Jethon. Portal KODuj24.pl ma być początkiem medialnej ofensywy Komitetu Obrony Demokracji, w planach są bowiem telewizja i radio. Ale nie wiadomo, czy znajdą się na to pieniądze. Jethon przyznała, że portal tworzą wolontariusze. W tym wiele znanych nazwisk: Magdalena Środa, Chris Niedenthal, Krystyna Kofta. Swój tekst opublikował m.in. Jerzy Sosnowski, były kierownik redakcji publicystyki w radiowej Trójce, zwolniony za czasów poprzedniej szefowej, Pauliny Stolarek-Marat, która dzień po tym, jak zakomunikowała mu decyzję zarządu i zaproponowała odejście za porozumieniem stron, sama rzuciła papierami.  – mówi Sosnowski.

Zwraca uwagę, że zaraz po uruchomieniu KODuj24.pl Jethon zaatakował nie kto inny jak Rafał Betlejewski, za to, że robi "upolitycznione medium". – mówi Sosnowski. On sam nie obawia się "ukierunkowania ideowego" portalu KODuj24.pl. – wyjaśnia. Co ciekawe, podobne spory trawiły swego czasu prawicowych dziennikarzy – podziały w tym środowisku są widoczne do dziś.

9268768-jerzy-sonowski.png
Jerzy Sonowski

Sosnowski, podobnie jak wielu innych zwolnionych dziennikarzy, ma już dosyć. – – mówi.

W planach ma napisanie trzech książek, a jesienią zaczyna zajęcia na jednej z prywatnych uczelni, trochę jeździ po kraju ze spotkaniami i – jak mówi – w gruncie rzeczy nie narzeka.

Nie knujemy

Sosnowski wytoczył już sprawę Polskiemu Radiu, przy czym nie o przywrócenie do pracy, lecz – dla zasady – o odszkodowanie. Czeka na proces. Szef Towarzystwa Dziennikarskiego, które zaproponowało wszystkim pomoc prawną, przyznaje, że niewielu dziennikarzy procesuje się z byłym pracodawcą. – – mówi Blumsztajn.

Z Polskim Radiem wygrał w pierwszej instancji zwolniony dyscyplinarnie były szef Jedynki Kamil Dąbrowa. W proteście, jak tłumaczył, przeciwko dobrej zmianie, która dokonała się na początku roku, i łamaniu standardów puszczał na antenie co godzinę hymn państwowy. Jego akcja tak nowe kierownictwo, jak i prawą część opinii publicznej doprowadziła do szewskiej pasji. Dąbrowa długo bez zajęcia nie pozostawał, wrócił do prowadzenia "Szkła kontaktowego" w TVN24.

Za Dąbrową w Jedynce poleciały głowy. Choć to nie jest do końca precyzyjne określenie. Jak informuje nas Polskie Radio, ze spółką rozstało się do tej pory 34 dziennikarzy na etacie i 30 współpracowników. Większość etatowców odeszła za porozumieniem stron, współpracownikom najczęściej po prosto nie przedłużano umowy.

9268740-justyna-dzbik-kluge.png
Justyna Dżbik-Kluge

Justyna Dżbik-Kluge z Polskiego Radia odeszła sama i – jak mówi – nie czuje się ofiarą dobrej zmiany. – przyznaje. Wspomina rozmowę Antoniego Trzmiela, którego z TV Republika do radiowej Jedynki ściągnął jej nowy szef, z Cezarym Gmyzem. Zapowiadała ten wywiad w ramach prowadzenia zlikwidowanego przez nowe szefostwo magazynu popołudniowego. – – wspomina dziennikarka.

Wtedy czara goryczy się przelała. Nowej pracy zaczęła szukać niedługo po zmianach na górze. Zajęło jej to dwa miesiące. Odeszła do radiowej ZET-ki, gdzie prowadzi program "Halo ZET". –– mówi.

W odróżnieniu od dziennikarzy wyrzucanych z mediów publicznych przez ostatnie dwie dekady tym razem grupa jest szalenie niejednorodna. – – przyznaje Blumsztajn.

Wspólny wróg to za mało, by ich zjednoczyć czy zmobilizować. Poza tym, że niewątpliwie przyspieszą merytoryczny i jakościowy skok na plus w przypadku nowych mediów – bo dawno internet nie miał tak dużego zastrzyku profesjonalistów – trudno oczekiwać, że zmienią oblicze rynku. Bez wsparcia finansowego nie będą też w stanie zbudować własnych mediów, zwłaszcza że konkurencję w postaci silnych, liberalnych portali, stacji czy tytułów mają już sporą.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Powiązane
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj