Jeden z materiałów sugerował, że Jurek Owsiak zlekceważył atak na Pawła Adamowicza. "Tragiczne doniesienia na moment zatrzymały fetę w sztabie głównym Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ale licytację po chwili wznowiono" - zapowiedział lektor. A zaraz potem padły wyrwane z kontekstu słowa szefa WOŚP: "Bardzo proszę o ciszę. Ten finał trwa jeszcze. Wysłuchajcie, a potem schodzę do was. I dalej lecimy z naszym scenariuszem, z naszymi gośćmi, z naszą radością. Bądźcie radośni! Nie miejcie focha!".

W kolejnym materiale znów uderzono w Owsiaka, porównując rzekome zaniedbania podczas finału z WOŚP z inną "imprezą podwyższonego ryzyka", czyli Przystankiem Woodstock. "Wczorajsza tragedia pokazała, że to policja miała rację, pokazując, że organizowany przez Owsiaka festiwal Pol&Rock, dawniej znany jako Przystanek Woodstock, to impreza podwyższonego ryzyka. Gdyby wczorajszy koncert został zgłoszony jako impreza masowa, środki bezpieczeństwa musiałyby być przez organizatorów wzmocnione. Konieczne byłoby także zabezpieczenie medyczne" - usłyszeliśmy.

W kolejnej części programu Krzysztof Ziemiec zapowiedział: "Bliscy i rodzina apelują, aby tej tragicznej śmierci nie wykorzystywać ani politycznie, ani ideologicznie. Ale niestety, nie wszyscy się do tego apelu dostosowali, mimo że i prezydent, i premier cały czas wspólnie apelują o zrozumienie i spokój". Po czym lektor oznajmił, że "nie brakuje komentarzy, którzy w dalszym ciągu podgrzewają emocje", a na ekranie zobaczyliśmy ponownie Owsiaka mówiącego "Szanowni państwo, dziki kraj, dziki kraj".

Następnie puszczono zaś zbitkę montażową o skutkach "mowy nienawiści", którą TVP przypisała wyłącznie politykom opozycji. "Wyginiecie jak dinozaury" - mówił Donald Tusk, po czym wyświetlono fragmenty reportażów o zamordowaniu Marka Rosiaka przez byłego członka PO oraz próbie podpalenia biura poselskiego Beaty Kempy.

"Dlaczego wy nie mielibyście dać radę pokonać współczesnych bolszewików?", pytał dalej Tusk. "Jeszcze jedna bitwa, jeszcze dorżniemy watahy", mówił Radosław Sikorski. Przywołano też słowa Grzegorza Schetyny o "pisowskiej szarańczy", Bronisława Komorowskiego o "laniu się dechą z takimi ludźmi" i Lecha Wałęsy "namawiającego" rządzących do "wyskakiwania przez okna". Oczywiście nie zacytowano słów Jarosława Kaczyńskiego o "kanaliach" ani żadnej nienawistnej wypowiedzi któregoś z polityków obozu rządzącego.

Po emisji poniedziałkowych "Wiadomościach" w sieci zawrzało. Dominowały głosy, że telewizja Kurskiego nawet w takim dniu nie mogła się powstrzymać. "Jedno słowo: wstyd. A raczej bezwstyd" - napisał Łukasz Warzecha.

Blogerka Kataryna odniosła się do programu TVP bardziej dosadnie: "Kasa kasą, pewnie gigantyczna. Ale na miejscu Ziemca co wieczór płakałabym w poduszkę. Niekoniecznie na trzeźwo. Nie każdy jest Kurskim robiącym takie rzeczy bez konsekwencji dla psychiki" - oświadczyła.

Nawet współprowadzący program TVP "W tyle wizji" Rafał Ziemkiewicz przyznał, że "niestety dzisiejszych >>Wiadomości<< TVP pochwalić nie może".

We wtorek do sprawy odniósł się szef TAI Jarosław Olechowski. Jego zdaniem "jedynym kryterium doboru cytatów" w materiale o mowie nienawiści była prezentacja wypowiedzi "najbardziej drastycznych, wzywających wprost do stosowania przemocy fizycznej". Jak to się ma do analogii Donalda Tuska ewidentnie porównującego przeminięcie obecnej władzy z "wyginięciem dinozaurów", Olechowski nie wyjaśnił.