Wszystko zaczęło się od pozwu o rozwód. Kobieta z północnej Polski, mężatka, żyła w konkubinacie. Zaszła w ciążę i urodziła bliźnięta. W końcu postanowiła rozwieźć się z mężem i na stałe związać z konkubentem. Pozwała męża o zaprzeczenie ojcostwa - wszystko po to, by pozwolić konkubentowi uznać dzieci za własne. Sąd wystąpił jednak z wnioskiem o genetyczne ustalenie ojcostwa dzieci. Wynik badań był zaskakujący.

Sprawa trafiła w ręce prawników lubelskiego Zakładu Medycyny Sądowej - w to miejsce trafiają najtrudniejsze przypadki tego rodzaju. Okazało się, że ciąża jest hetero-ojcowska. Co to oznacza? "Kobieta zaszła w ciążę z dwoma mężczyznami, z konkubentem i mężem. Okazało się, że konkubent jest ojcem córki, natomiast mąż jest ojcem syna" - tłumaczy w rozmowie z "Kurierem Porannym" dr hab. Piotr Kozioł, genetyk w Katedrze i Zakładzie Medycyny Sądowej w Lublinie.

Taka sytuacja możliwa jest w trzech przypadkach. "Jeżeli w trakcie owulacji wyprodukuje ona dwa jaja, a w okresie owulacyjnym będzie miałam drugiego partnera, wówczas każde jajo może być zapłodnione nasieniem innego mężczyzny. Druga możliwość: dwa jaja mogą być zapłodnione różnym nasieniem, jeżeli kobieta podczas owulacji w krótkim odstępie czasu ma więcej niż jednego partnera. Możliwa jest również sytuacja, że kobieta we wczesnym okresie ciąży może mieć dodatkową owulację a drugie jajo zapłodnione zostanie podczas kolejnego stosunku" - opowiada dr hab. Piotr Kozioł.

Kobieta rozwiodła się i żyje obecnie z konkubentem, który zaakceptował tę sytuację. Wspólnie wychowują dzieci.