Mira Suchodolska: Głowa, jęzor, łapy, tułów - a to wszystko w misce naszego ukochanego psiaka. Moda na surowiznę, na dietę BARF w wersji hard, opanowała psiarzy i kociarzy, czego przejaw możemy zobaczyć w mediach społecznościowych. Jestem psiarą, moje suki jedzą surowiznę, ale jak patrzę na zamieszczane w pewnych portalach zdjęcia, to mam odruch wymiotny. Fizycznie i mentalnie.

Jacek Wilczak: Bo to jest przegięcie, ekstremalny radykalizm. Jednym z nurtów jest FRANKEN PREY. Oto, jak tłumaczą tę ideologię administratorzy z jednych ze stron propagujących taki sposób żywienia naszych czworonogów: "Wyobraźcie sobie potwora Frankensteina – jest poskładany z różnych ciał prawda? Tym jest FRANKEN PREY – żywieniem różnorodnymi częściami całych tusz zwierzęcych (np. półtusze z kurczaka, jagnięce serce, królicza głowa, wątroba wołowa etc.) tak aby skomponować pełnowartościowy posiłek. Z wielu elementów różnych zwierząt >składamy< jedną tuszkę. Czyli dajemy jedno serce, jeden mózg, dwa płucka etc. Dopasowujemy organy wielkością do siebie i do wielkości naszego zwierzęcia." (źródło: https://barfnekorepetycje.pl/wholeprey, Fundacja Barfne Korepetycje - prezes Agnieszka Cholewiak-Góralczyk)

Masakra, jak dla mnie.

Dla mnie to jest także trudne do zrozumienia. Ale jest jeszcze jedna opcja, radykalniejsza. Jej zwolennicy uważają, że nasze koty i pieski, nasi milusińscy żyjący z nami pod jednym dachem, śpiący z nami w łóżkach, to tak naprawdę drapieżniki, które powinny dostawać ofiarę w postaci całych tuszek szczurów, myszy, osesków szczurów albo jednodniowych kurczaków. Niektórzy rozpoczęli hodowle "własnych" szczurów, myszy, które posłużą później jako pokarm dla psa lub kota.

Zwolennicy diety BARF są odporni na wiedzę?

Nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. To środowisko charakteryzuje się raczej tym, że ci opiekunowie zwierząt są bardziej świadomi potrzeb swoich pupilów, chcą ich dobra, zdają sobie sprawę, że dieta ma wpływ na zdrowie. Sam jestem zwolennikiem karm domowych, które – właściwie stosowane – są lepsze, niż te kupne, przetworzone, zwłaszcza suche. Jednak aby dieta domowa była naprawdę korzystna dla zwierzaka, trzeba ją dobrze zbilansować, aby zapewnić wszystkie niezbędne składniki. Nie wystarczy ryż, marchewka i mięso. W gronie "barfiarzy" trafiają się jednak osoby, które mimo niewystarczającej wiedzy, kreują się na znawcę, który posiadł wiedzę tajemną i nie ma dla niego żadnych znaków zapytania. I, niestety, często opowiadają swoim "wyznawcom" głupoty, wprowadzając ich w błąd i działając na szkodę zwierząt.

Jakiś przykład takich błędnych informacji?

Jedna z moich "ulubionych" autorek głosi, że węglowodany są szkodliwe, a wręcz śmiertelne dla zwierząt. Bzdura, w procesie ewolucji układ trawienny psa przystosował się do tego, aby je trawić i wykorzystywać z nich energię. Oczywiście nie namawiam, aby dieta psa składała się w stu procentach z węglowodanów (choć znajomi widzieli w Tajlandii zwierzęta, które żywiły się wyłącznie ryżem i resztkami i żyły, ale co to za życie) jednak niewielka ilość energii pochodzącej z węglowodanów jest niezbędne. Ale nadal większość barfiarzy utrzymuje, że współczesny pies to wilk. Ta sama osoba napisała w jednej ze swoich publikacji, że trzustka produkuje żółć! Można założyć "przejęzyczenie" ale nigdy nie usłyszałem sprostowania bądź korekty a taka informacja poszła w świat. Na wykładach można usłyszeć, że sucha karma, ta sklepowa, powstaje poprzez spiekanie w temperaturze 400 stopni C.

Oooo, to nie wiedziałam, że psy czy koty jedzą węgiel.

No właśnie. Niemniej sucha karma faktycznie powstaje w wysokiej temperaturze, aczkolwiek w dużo niższej. Powstające różne związki - niekoniecznie o pożądanych właściwościach – na pewno muszą być monitorowane ale jednak budowanie marki modelu żywienia wykorzystującego surowe mięso nie może się odbywać poprzez porównywanie tak skrajnych modeli. Niby nie można zabronić nikomu, aby się kompromitował, jeśli tego chce, niemniej jednak budowanie swojej pozycji na obśmiewaniu innych czy wprowadzaniu ludzi w błąd uważam za nieetyczne. Tak samo, jak nieinformowanie, że BARF ma także wady. Przedstawianie tej diety jako cudownego remedium na wszystko jest nadużyciem.

Jakie wady ma pan na myśli?

Nie powinno się karmić samym mięsem. Weźmy te węglowodany: ok., w przypadku psów rasy małej faktycznie mogłoby ich nie być, gdyż maluchy potrzebują większej ilości energii na kilogram masy ciała. Mam cavaliera, ten psiak wymaga około 600 kcal na dobę, ale już mój labrador potrzebuje 2000 kcal, dlatego musi być więcej surowców o niskiej gęstości energetycznej, np. w postaci warzyw. Zresztą u zwierząt dieta także powinna być dobierana indywidualnie, w zależności od trybu życia, tempa przemiany materii, ich aktywności czy wieku. Nie ma jednego uniwersalnego przelicznika. Bzdurą też jest lansowana przez niektórych teza, że zwierzę samo wie, ile ma zjeść.

Widać to po epidemii otyłych psów – także labradorów – na ulicach.

Z tą otyłością labradorów, ale także innych ras, związany jest niedobór różnych niezbędnych składników: niektóre zwierzaki dostają za dużo tłuszczu, a za mało mikroelementów. Te sam problem dotyczy nadmiernej podaży węglowodanów – owszem, tylko tyle, że każdy specjalista od żywienia nie zakłada, że dieta psa musi być oparta na węglowodanach. Do tego w przypadku żywienia psów BARFem dochodzi zagrożenie epidemiologiczne w stosunku do ludzi. Surowe mięso, podroby, kości, jeżeli nie są przechowywane w odpowiednich warunkach chłodniczych, stanowią zagrożenie epidemiologiczne. Dla zwierząt i ich właścicieli. Zdarzają się przypadki śmiertelne spowodowane zakażeniem drobnoustrojami z rodzaju Campylobacter (drób), enterokrwotoczne szczepy E.coli (wołowina) czy Salmonella (ptactwo np. kaczki). Ryzykowne jest także kupowanie mięsa od niesprawdzonych firm, przez Internet. W Holandii przebadano partię mięsa mrożonego przeznaczonego dla zwierząt – okazało się, że było zarażone i jego zjedzenie mogłoby się fatalnie skończyć. Oczywiście, jeśli właściciel zna pochodzenie mięsa, kupuje je w sprawdzonym źródle, wie, że zostało przebadane, że zachowany został łańcuch chłodniczy – wszystko jest w porządku. BARF w postaci precyzyjnie zbilansowanej i pozbawiony patogenów (o ile to tylko jest możliwe?) na pewno będzie korzystniejszy niż niezbilansowana karma domowa a może nawet niektóre komercyjne karmy sucha. Radziłbym też, aby zachować środki ostrożności w postaci odrębnych desek używanych przy dzieleniu mięsa dla psów i dla ludzi. Można też mięso przemrozić – niektóre drobnoustroje, m.in. Campylobacter, giną w ujemnych temperaturach – ale, uwaga!! dopiero po dwóch miesiącach mrożenia, chociaż zakłada się, że mrożenie jest tylko metodą zmniejszającą ilość patogenów a nie całkowicie je unieczynniającą.

Ale to nie znaczy, że zwierzęta czy ludzie powinni przyjmować jałowe pożywienie.

Nie, zdecydowanie nie. Argument zagrożenia mikrobiologicznego podnoszony przeze mnie przez moich adwersarzy intepretowany jest właśnie w ten sposób. A to jest totalna bzdura. Jestem ostatnią osobą, która głosiłaby takie bzdury. Żyjemy w świecie otaczającym nas przez mikroorganizmy, nauczyliśmy się z nimi żyć. Mikrobiom to osobny, ale jakże ważny temat. Ale co za dużo, to niezdrowo, ja z ostrożności parzę mięso dla moich psów. W zeszłym roku opublikowano badania, w których analizowano kał zwierząt będących na diecie BARF oraz tych żywionych karmą suchą pod względem metabolonu (sumy metabolitów pochodzących zarówno w wyniku procesów trawienia jak i metabolizowania składników odżywczych) jaki mikrobiomu (sumy mikroorganizmów bytujących w jelicie grubym). Okazało się, że psy żywione surowym mięsem miały niższy poziom różnorodności metabolomu od tych żywionych karmą suchą a dodatkowo w kale tych żywionych surowym mięsem stwierdzono m.in. wysoką zawartość bakterii E.coli. Zgodnie ze współczesną wiedzą od tego, jaki jest metabolom i mikrobiom, zależy zapadalność na wiele chorób: od chorób serca, nerek po nowotwory (np. jelita grubego). Jest także teoria mówiąca, że mikrobiom i metabolom ma związek z depresją, gdyż metabolity mikroflory jelitowej wraz z krwią przekraczają barierę krew:mózg i stymulują układ nerwowy hamując wytwarzanie neuroprzekaźników.

To BARF jest dobry, czy zły, proszę się zdecydować.

To stosunkowo młoda moda, na świecie zaczęła się w l. 90, u nas na szerszą skalę zaczęła się rozprzestrzeniać kilka lat temu, więc nie został jeszcze gruntownie przebadany. Jedno jest pewne: jeśli drastycznie zmienia się czyjąś dietę, zmienia się także metabolizm, co może popchnąć organizm w stronę, w którą byśmy nie chcieli. Paradoksalnie duży i pozytywny wpływ na zwiększanie się naszej wiedzy na temat żywienia zwierząt mają duże firmy produkujące suche karmy. Nie jestem zwolennikiem suchych karm, ale cieszę się, że te koncerny wykładają spore pieniądze, dzięki którym możemy dowiedzieć się więcej np. o strawności odżywczej białka i węglowodanów czy ekspresji genu amylazy trzustkowej. Ale to taka dygresja – chodzi mi o to, że trzeba zdobywać wiedzę w każdy możliwy sposób.

Powiem jeszcze o niebezpieczeństwach związanych z dietą BARF – a mianowicie ryzyku rozchwiania równowagi hormonalnej w organizmie naszego pupila. Zwłaszcza, jeśli często dajemy mu do zjedzenia surowe szyje drobiu razem z tarczycami. Tarczyca to nie nerka, którą zobaczymy, zidentyfikujemy i możemy usunąć. W ptasich szyjach jest ona rozsiana, więc pies zjadając je wchłonie także aktywne hormony. Ostatnio pojawiła się w gabinetach fala czworonożnych pacjentów z nadczynnością tarczycy.
Właściciele, którzy decydują się prowadzić pupila na barfie powinni też pamiętać o tym, że psu potrzebny jest wapń – a więc jego naturalne źródło, kości. Ja swoim psom podaję skrzydełka kurze gotowane i mielone, ale znów – ilość i sposób podawania wapnia jest do indywidualnego ustalenia w porozumieniu ze specjalistą. Konsultowałem kiedyś dietę psa pewnej Pani: problemy ze stawami, biegunka tłusta, parametry nerkowe poza normą, enzymy wątrobowe bardzo podwyższone. Karmiła swojego podopiecznego tylko mięsem i podrobami, zero kości. I jest to przykład albo na niezrozumienie tematu BARFa albo konsekwencja czyjeś propagandy. Przecież każdy właściciel wie, że kości nie są dla psa, więc z BARFa trzeba wyrzucić kości – oczywiście ironizuję!!! Inna sprawa, że bafowcy generalnie częściej chodzą z podopiecznymi do lekarzy weterynarii i robią badania kontrolne – przynajmniej sugerowane jest takie postępowanie przy stosowaniu tak ryzykownego modelu żywienia.

Zauważyłam, że także lekarze weterynarii – podobnie jak właściciele zwierząt - dzielą się na zwolenników i przeciwników BARF. W swoim antagonizmie są zaciekli niczym PiS i PO.

Coś w tym jest! Dlatego proszę, aby nie ideologizować żadnej diety. Chłodne, naukowe podejście jest najlepsze. Inaczej my i nasze zwierzęta staniemy się ofiarami ideologii.

Dla kogo jest BARF?

Dla zwierząt właścicieli świadomych, chcących podnosić poziom swojej wiedzy, wziąć odpowiedzialność i podjąć pewien trud. Bo łatwiej i bezpieczniej jest wrzucić chrupki czy zawartość puszki do miski. W przypadku BARFA trzeba się jednak trochę namęczyć – najpierw intelektualnie, a potem fizycznie. To jest także dieta dla zdrowych, dorosłych psów. Ja poważnie bym się zastanowił, czy i w jaki sposób podjąć się ułożenia barfowego jadłospisu dla szczeniaka czy suki w ciąży, choć oczywiście jest to możliwe. Teraz – dla odmiany – nastała moda na dietę wegetariańską u psów. I też można – mądrze ją stosując – zapewnić psu odpowiednią ilość niezbędnych składników odżywczych, choć będzie problem aminokwasami, których najwięcej jest w mięsie oraz L-karnityną. Jednak pod warunkiem, że dopuszczamy podawanie zwierzęciu ryb, nabiału i jajek można sobie poradzić. Jednak absolutnie nie podjąłbym się zbilansowaniem takiej diety dla suki w ciąży, karmiącej czy szczeniaków. I jeszcze jedno, przed czym przestrzegam - z kota nie można zrobić wegetarianina. On takiej diety po prostu nie przeżyje. Potrzebuje mięsa, i wszystkich składników w nim zawartych, a których nie dostarczy mu żaden inny produkt. Kot, w przeciwieństwie do psa, jest czystym drapieżnikiem. Nie można też kota karmić wyłącznie suchym jedzeniem, chrupkami, to jest dla niego szkodliwe. Kotowate nie mają w zwyczaju pić wody - to zwierzęta wywodzące się z terenów pustynnych, gdzie szansą na nawodnienie się było zjedzenie upolowanej ofiary, a ssaki składają się w 70 proc. z wody. Jeśli wasz kot nie chce jeść mięsa czy saszetki z gotowym posiłkiem, to podawanie mu posiłku w temperaturze pokojowej powinno pomóc. A jeśli chodzi o psy, to apeluję: nie karmcie go sama karmą suchą. Jeśli już nie mamy czasu, aby kombinować z dietą naszego psiaka, uzupełnijmy karmę suchą przynajmniej w części surowymi bądź gotowanymi warzywami.

Czy jest jakiś prosty sposób na prawidłowe zbilansowanie diety naszego czworonoga? Nie każdy ma możliwość, aby udać się do specjalisty, na przykład takiego jak pan?

Prawidłowe bilansowanie dawki pokarmowej zgodnej z normą żywieniową można oprzeć o dane opracowane przez naukowców a które można znaleźć np. na stronie FEDIAF. I nie ma znaczenia, czy karmimy kupną karmą, czy domową. Musimy zwracać uwagę na to, żeby wszystko dobrze się bilansowało i aby nie doprowadzać do długotrwałego braku w diecie poszczególnych składników odżywczych.

Ostatnie pytanie - o tzw. mięsne kości, które według różnych praktyków BARF powinny stanowić 30 proc. pożywienia.

To skomplikowane. I zależy od wieku oraz kondycji psa. Szczeniaki powinny dostawać ich wiele, aby mogły ssać, gryźć, wygryzać. Dobra jest dla nich nasada kości długiej, kości miednicy, w ogóle wszystkie miękkie i płaskie kości, jak np. żebra czy łopatka. Ale, uwaga, to wygryzanie kości powinno się odbywać pod kontrolą właściciela. Jeśli chodzi o psy starsze, to należy skonsultować ze specjalistą, w jaki sposób podawać im kości, aby nie skończyło się to np. zatorem układu pokarmowego. Jeszcze raz powtórzę: dieta domowa, w tym BARF, może być ciekawszą alternatywą niż karmienie psiaków i kociaków przemysłową karmą. Pod warunkiem, że robi się to mądrze i pod nadzorem. Jeśli nie mamy na to czasu ani głowy, złóżmy zamówienie w tradycyjnym sklepie wybierając karmę, o składzie której będziemy dużo wiedzieć. Ale przygotujmy jakiś warzywny dodatek do tego, jakby nie było, przetworzonego jedzenia.