Jak wynika z obliczeń antropologów, pod koniec ciąży waga kobiecego brzucha wzrasta nawet o 31 proc., czyli do 6,8 kg. Większość tego ciężaru znajduje się, jak wiadomo, z przodu ciała, przed stawami biodrowymi. Natomiast środek ciężkości ludzkiego ciała znajduje się ponad tymi stawami. Dzięki temu możemy utrzymywać bez problemu wyprostowaną pozycję. Tymczasem u przyszłych matek środek ciężkości przesuwa się do przodu. I dlatego, by nie nie upaść na twarz podczas stania czy chodzenia, w miarę, jak rośnie im brzuch, instynktownie wychylają się do tyłu. Nie muszą wtedy angażować w utrzymanie pionu większej siły mięśni pleców, co narażałoby je na urazy czy ból.

Jak piszą antropolodzy na łamach "Nature”, do niedawna "samice hominidów” (mają przy tym na myśli kobiety) spędzały większość dorosłego życia w ciąży lub z dzieckiem na rękach. Ludzkie niemowlęta wymagają bowiem długotrwałej opieki matki. Przez kilkanaście miesięcy muszą być np. karmione piersią. By łatwiej poruszać się z maluchem uczepionym maminej szyi, kobieta również odchyla się nieco w tył.

Według dr Katherine Whitcombe i pozostałych autorów artykułu z "Nature” stanowiło to wystarczająco silny czynnik, by wpłynąć na kierunek ewolucji rodzaju Homo. Nasze dalekie przodkinie, które wędrowały po afrykańskich sawannach z wielkimi brzuchami, nie mogły liczyć na taryfę ulgową - nikt nie ustępował im miejsca w kolejce ani nie dawał zwolnienia z pracy. By przeżyć, ciężarna samica musiała sama zdobywać pożywienie i uciekać przed niebezpieczeństwami. Dlatego, jak podkreślają uczeni, bardzo silnie zadziałała tu zasada doboru naturalnego. Najlepiej radziły sobie te istoty, które mogły wygiąć się najmocniej do tyłu. I te przetrwały, dając początek wszystkim współczesnym kobietom.

Jak wynika z najnowszych opublikowanych w "Nature” badań, wyginanie to umożliwia specjalna budowa kobiecego kręgosłupa w jego odcinku lędźwiowym. Ten fragment kręgosłupa zbudowany jest z kręgów o kształcie przypominającym kliny. To ułatwia ludziom wygięcie pleców do tyłu i ustawienie tułowia nad miednicą, dzięki czemu utrzymują równowagę. Dr Whitcombe i jej koledzy zaobserwowali, że u kobiet w tworzeniu tego wygięcia, czyli tzw. lordozy, biorą udział trzy kręgi, zaś u mężczyzn tylko dwa. Również budowa stawów pomiędzy tymi kręgami jest u kobiet nieco inna niż u mężczyzn. Dzięki temu zmniejszają się napięcia jakie oddziałują na kręgosłup podczas ciąży.

Co ciekawe, u naszych najbliższych żyjących małpich krewniaków, szympansów, które poruszają się zazwyczaj na czterech kończynach, lordoza nie występuje w ogóle. Co za tym idzie nie istnieją różnice w budowie tego odcinka kręgosłupa pomiędzy samicami a samcami. Dlatego autorzy pracy z "Nature” postanowili sprawdzić, kiedy ta modyfikacja pojawiła się u naszych przodków. Przypuszczali, że już żyjące ok 3 - 2 miliony lat temu australopiteki mogły ją posiadać, mimo, że ich ciąża była prawdopodobnie zbliżona do szympansiej (która trwa ok. 230 dni, a noworodek waży ok. 1590 g przy urodzeniu) niż ludzkiej (odpowiednio ok. 290 dni i 3200g).

Znalezisk kości hominidów w postaci fragmentów kręgosłupa jest niewiele. Jednak uczonym udało się dotrzeć do niemal kompletnych kręgów lędźwiowych dwóch osobników z gatunku Australopithecus africanus sprzed ok. dwóch milionów lat. U jednego z nich badacze zauważyli opisane wyżej cechy kręgosłupa typowe dla współczesnych kobiet. U drugiego ich nie było. Sugerują więc, że pierwszy z tych osobników był samicą, a drugi samcem.

Współautor artykułu z "Nature” prof. Daniel Lieberman zauważa, że ewolucja dolnych partii kręgosłupa pomogła naszym przodkiniom zachować ruchliwość podczas ciąży, co było kluczowe dla ich przeżycia. We współczesnym świecie, gdy kobiety coraz krótszy czas swego życia są brzemienne, wypracowane przez miliony lat ewolucji przystosowanie w dalszym ciągu się przydaje. To dzięki umiejętności wdzięcznego wyginania pleców w tył panie - w przeciwieństwie do większości mężczyzn - potrafią chodzić na szpilkach.