Widzę sprawy z perspektywy liberalnego demokraty, jestem więc w zdecydowanej mniejszości. Tymczasem cokolwiek będą oficjalnie mówić ludzie Kremla, stosunki USA-Rosja są niezwykle ważną częścią wewnętrznego życia politycznego u nas. Dlatego rezultat rozmów o traktacie, jakikolwiek by nie był, na pewno będzie przez Moskwę politycznie wykorzystany. Tyle, że nie jestem pewna, czy władzy zależy na sukcesie negocjacji.
Polityczna wierchuszka ciągle odwołuje się do tego, co dzieje się w Ameryce. Bez przerwy odnosi się do Ameryki bacznie śledzi, co się tam dzieje. Stwierdzenie, że Rosję od Zachodu dzieli
przepaść w wartościach, i politycznych i społecznych, jest przecież truizmem. Problem polega na tym, że Rosja weszła znowu do imperialistycznego matrixu, do swojego tradycyjnego paradygmatu
przetrwania, na który składa się władza dzierżona przez jedną dłoń, wzmocniona przez status mocarstwa, permanentne szukanie nowych wpływów, nowych terytoriów działania. A przede wszystkim
chodzi tu o tożsamość definiowaną w opozycji do wroga, czyli teraz i zawsze Ameryki.
Przede wszystkim Rosja i Stany Zjednoczone inaczej postrzegają sprawę owego „resetu", który na spotkaniu z Siergiejem Ławrowem zrobiła debiutująca w roli sekretarza stanu
pani Clinton. Dla Waszyngtonu miał to być środek do poważniejszych celów, np. budowania nowej koalicji w sprawie Iranu. Dla Moskwy reset oznacza, że została ona wzmocniona, że Waszyngton na
nowo liczy się z jej mocarstwowością i tak naprawdę zaprasza do odbudowania bipolarnego systemu, w którym dominują dwie potęgi. W dalszej kolejności wzmacnia to powszechny w Rosji
antyzachodni resentyment.
Owszem. Bo z punktu widzenia USA po prostu potrzeba nowych środków do zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Nikt w Ameryce nie zamierzał składać Moskwie lenna.
Tego bym nie powiedziała. Związki Teheranu z Moskwą są bardzo powierzchowne. Z jednej strony Iran okazywał się pomocy, chociażby w Tadżykistanie. Wcześniej ważne było to, że irańscy
szyici są alternatywą dla sunnickiego ekstremum. Okazuje się jednk, że Iran po cichu wspiera dżihadystów, a także Hamas. Nie wykluczam więc, że Moskwa byłaby gotowa pomóc w USA w sprawie
Iranu.
Nie jest moją rolą bronić prezydenta Obamy, ale stoi przed nim trudne zadanie. Jakąkolwiek strategię przyjmie, czy to będzie zwykła, dostosowana do obecnych czasów realpolitik, czy głębsze, mające na celu transformację całego myślenia o Rosji jako o wrogu podejście, jego działanie skazane jest w dużej mierze na porażkę. Szumne propagowanie demokracji nie sprawdziło się już za Jelcyna. Ameryka niby wspierała liberalizację i polityczną transformację, ale potem skapitulowała i zgodziła się na system oligarchiczny. Realpolitik z epoki Busha, kiedy traktowano Rosję jak zło wcielone i dostosowywano do tego własne zachowanie też się nie opłaciło.
Rosja chce być naraz na Zachodzie i przeciwko niemu. Chce tam uczyć dzieci, inwestować, współpracować z firmami stamtąd, importować polityków z europejskich salonów, jak chociażby Gerharda
Schroedera. Jednocześnie jednak Zachodowi się nie ufa. Na rosyjską schizofrenię można znaleźć naprawdę dużo przykładów. Z jednej strony Putin jeździ na szczyt G8, z drugiej - moskiewskie
elity kombinują jak przechytrzyć te waszyngtońskie. Albo inny: niby normalnie funkcjonują regularne spotkania NATO-Rosja, a mimo to Sojusz Północnoatlantycki jest wrogiem numer jeden. Ale
odpowiadając na pytanie: czas działać, bo po raz pierwszy w historii - jak pokazują niezależne badania - Rosjanie są gotowi na zmiany. 68 proc. Rosjan chce uczestniczyć w wyborach, rozumie
przynajmniej podstawowe mechanizmy demokracji. 43 proc. podziwia Amerykę pomimo tak powszechnej antyamerykańskiej propagandy. Rosja dojrzała do demokracji. Problemem są elity, które same niejako
inkorporowały się w zachodnią tkankę, żyją jak się żyje na Zachodzie, a przed pozostałymi klasami podtrzymują negatywny wizerunek amerykańskiego czy zachodnioeuropejskiego społeczeństwa.
Moje środowisko oczekiwałoby, by Ameryka stworzyła na arenie międzynarodowej klimat, który pozwoliłby Rosji na taką społeczną transformację, jaka wydarzyła się na Ukrainie czy w Gruzji.
Bez tego nie można mówić o żadnym resecie.
p
, rosyjska politolog, związana z Programem Instytucji Politycznych w Moskwie