Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział przed piątkowymi rozmowami pokojowymi w Abu Zabi, że armia ukraińska powinna się wycofać z Donbasu.
Ekspert: To pozwoliłoby Putinowi ogłosić sukces
Według Kacpra Sienickiego, analityka w Zespole Białorusi, Ukrainy i Mołdawii w Ośrodku Studiów Wschodnich, oznacza to, że Ukraina miałaby oddać wciąż kontrolowane przez siebie 20 proc. obwodu donieckiego, w tym ważną dla obrony aglomerację słowiańsko-kramatorską. Obwód ługański, a także część Donbasu, jest już bowiem w 99 proc. w rosyjskich rękach.
To są te terytoria, do których Rosjanie przykładają dużą wagę, ponieważ przejęcie ich pozwoliłoby Putinowi ogłosić pewien sukces. Choć byłoby to realizacja planu minimum, Rosja, zdobywając Donbas, pokazałaby, że jednak coś na tej wojnie osiągnęła – ocenił Sienicki i wyjaśnił, że od niepowodzenia pod Kijowem w 2022 roku rosyjska ofensywa skupia się właśnie na Donbasie.
Ekspert wyjaśnił, że obecnie Rosja kontroluje ok. 70 proc. obwodu chersońskiego i zaporoskiego, cały obwód ługański, "małe skrawki" obwodu dniepropietrowskiego, charkowskiego, sumskiego i 80 proc. obwodu donieckiego. Gdyby Rosji udało się wymusić spełnienie jej postulatów i w wyniku porozumienia pokojowego Kijów przekazałby jej resztę Donbasu, jej zdobycze terytorialne, wliczając w nie Krym, sięgałyby według Sienickiego 20 proc. Ukrainy.
Ekspert: To kluczowe terytoria dla obronności Ukrainy
W opinii analityka OSW terytoria, które chciałaby bez walki przejąć Rosja, są kluczowe dla obronności Ukrainy. Znajdują się tam główne ukraińskie umocnienia, które osłaniają aglomerację słowiańsko-kramatorską, a także powstrzymują przed wkroczeniem wojsk okupacyjnych w głąb kraju.
To jest główna ukraińska linia obrony, gdzie toczone są kluczowe walki. Utrata fortyfikacji, wraz z ciężkimi do zdobycia dużymi ośrodkami miejskimi, byłaby wielkim ciosem dla ukraińskiej obronności – powiedział Sienicki i dodał, że gdyby zabrakło mocnych gwarancji bezpieczeństwa dla Kijowa ze strony Zachodu, a Rosja spróbowała kiedykolwiek ponowić atak, ominięcie dalszych walk o Donbas mogłoby jej umożliwić nawet większe zdobycze terytorialne. Rosja zyskałaby bowiem możliwość "łatwiejszego wejścia w stronę obwodów charkowskiego i dniepropietrowskiego", czyli na tereny prowadzące do centralnej Ukrainy.
Dlatego, według Sienickiego, jeśli Ukraińcy mieliby wycofać się z kontrolowanej przez siebie części Donbasu, to tylko pod warunkiem, że Rosjanie wycofają na taką samą odległość swoje siły zbrojne w drugą stronę. W ten sposób powstałoby terytorium, nazywane przez Amerykanów wolną strefą ekonomiczną, które w rozumieniu Kijowa miałoby być strefą zdemilitaryzowaną i nadzorowaną przez państwa trzecie – przyznał ekspert.
Zapytany o ewentualne rosyjskie ustępstwa, ekspert wyjaśnił, że Kreml przedstawia Amerykanom jako rzekome ustępstwo możliwość zaakceptowania zawieszenia broni wzdłuż obecnej linii frontu w obwodach chersońskim i zaporoskim.
Ekspert: Ta "bomba" rozsadziłaby ukraińskie społeczeństwo
Według Sienickiego jednak oddanie Rosjanom części terytoriów bez walki byłoby "bombą", która może rozsadzić ukraińskie społeczeństwo, a Putin, stawiając tak ciężki do przyjęcia warunek, może na to liczyć.
Walczący na froncie żołnierze nie zaakceptowaliby takiego ustępstwa ze strony Kijowa – ocenił Sienicki. Tym bardziej, dodał, że Rosjanie posuwają się niezwykle wolno, a wojna przeciwko Ukrainie trwa już dłużej, niż tzw. wielka wojna ojczyźniana. Rosjanie wciąż nie zajęli nawet Donbasu, w którym walki toczą się już przecież od 2014 roku – zwrócił uwagę ekspert.
Amerykański think tank Instytut Studiów nad Wojną (ISW) oszacował, że rosyjskie siły potrzebowały około 22 miesięcy, aby przemieścić się o 32 km z pozycji w Awdijiwce w obwodzie donieckim do Pokrowska. Przejęcie tego miasta było celem rosyjskiego dowództwa już na jesieni 2024 r. Przy obecnym tempie Rosjanie potrzebowaliby według ISW co najmniej kolejnych dwóch lub trzech lat, aby zająć pozostałą część obwodu donieckiego.
Według Sienickiego po ukraińskiej udanej kontrofensywie w obwodzie charkowskim i po odzyskaniu Chersonia jesienią 2022 roku zajęcie ok. 1 proc. terytorium Ukrainy zajęło Rosji blisko 3 lata. Rosjanie płacą za to również olbrzymią cenę. Co roku armia traci blisko 400 tysięcy żołnierzy – zabitych bądź ciężko rannych.
Ekspert: To pozwoliłoby Rosji wyjaśnić milion ofiar
Dlatego przejęcie Donbasu pozwoliłoby Kremlowi wyjaśnić obywatelom, dlaczego ponad milion ludzi zginęło albo zostało ciężko rannych na froncie. Dałoby też wytchnienie gospodarce poprzez prawdopodobne zdjęcie sankcji – zauważył ekspert. Równocześnie zastrzegł, że nie wiadomo, na ile racjonalnie z naszego punktu widzenia kalkuluje Putin. Może wciąż wierzy w ostateczne załamanie się Ukrainy, a przecież chodzi mu o zniszczenie jej całej. Stara się więc zdobyć potrzebny do tego czas, nie antagonizując Trumpa. Jest to przecież wojna na wyczerpanie – podsumował Sienicki.