- Groźby Trumpa wobec Hiszpanii
- Ekspert: Premier Hiszpanii się myli
- Wewnętrzna krytyka premiera Hiszpanii
- Hiszpania "niepewnym" sojusznikiem w NATO
- Ekspert: Premier Hiszpanii nie jest nieracjonalny
Hiszpanie odmówili Amerykanom możliwości wykorzystania baz wojskowych Rota i Moron w pobliżu Kadyksu i Sewilli. Według hiszpańskiego portalu defensayseguridad.es pełnią one rolę strategiczną, wspierającą m.in. amerykański system antybalistyczny AEGIS. Amerykanie musieli w trakcie operacji przeciwko Iranowi przenieść swoje siły m.in. do bazy lotniczej w niemieckim Ramstein.
Groźby Trumpa wobec Hiszpanii
W reakcji na hiszpańskie "nie" prezydent Trump zagroził we wtorek Hiszpanii blokadą handlową. Oba kraje łączy szacowana na 40 mld rocznie wymiana handlowa, a Stany Zjednoczone są obecnie głównym dostawcą skroplonego gazu dla Hiszpanii.
Uzasadniając odmowę socjalistyczny premier Pedro Sanchez powiedział, że jest przeciwny wojnie na Bliskim Wschodzie, choć nie popiera rządu ajatollahów i podkreślił, że nie zmieni stanowiska "z obawy przed represjami (ze strony USA – PAP)". Jak z kolei zaznaczył minister spraw zagranicznych Hiszpanii Jose Manuel Albares, jego kraj broni "prawa międzynarodowego".
Ekspert: Premier Hiszpanii się myli
Sanchez się myli, ponieważ prawo międzynarodowe powinno chronić narody, a nie reżimy, chronić życie, a nie terrorystów. Jest nawet międzynarodowym obowiązkiem działać, kiedy jakieś państwo chowa się za literą prawa, by zabijać, gwałcić i niszczyć inne narody – ocenił dla PAP dr Manuel Poejo Torres, doradca w NATO i profesor politologii na Uniwersytecie Catolica Portuguesa w Lizbonie.
Torres podkreślił, że myląc państwo z partykularnym interesem politycznym Sanchez – premier mniejszościowego rządu – popełnił błąd, którego uniknęła Portugalia, członek-założyciel NATO.
Lizbona, rządzona obecnie przez prawicę, zgodziła się pomimo ostrej krytyki ugrupowań lewicowych na skorzystanie przez Amerykanów z bazy Lajes, znajdującej się na Azorach na środku Atlantyku.
Jak podkreślił ekspert, korzystanie z Lajes przez Stany Zjednoczone ma jedynie charakter logistyczny i służy jako platforma do ataków na cele wojskowe w Iranie. Lizbona, która, jak podkreślił, "zawsze szanuje" swoje zobowiązania, zgodziła się na warunkową autoryzację. Wszelkie operacje z bazy Lajes muszą być prowadzone jedynie w odpowiedzi na atak, z zamiarem "uderzenia w cele wojskowe".
Według prof. Javiera Martina Merchana, eksperta w sprawach międzynarodowych z Uniwersytetu Comillas w Madrycie, decyzja podjęta przez Sancheza jest uzasadniona "wyłącznie wewnętrzną polityką wyborczą" i nie ma nic wspólnego z międzynarodową agendą Hiszpanii ani jej sojuszami. To jego zdaniem sposób na odzyskanie kontroli nad polityczną narracją w obliczu wewnętrznych problemów otaczających premiera.
Zwłaszcza skandali korupcyjnych wokół jego żony, zaufanych z jego otoczenia, jego prokuratora generalnego, a nawet jego brata oraz faktu, że rząd nie może uchwalić ani jednej ustawy w parlamencie, ponieważ nie ma większości – powiedział PAP prof. Merchan.
W jego opinii taka polityka to poważny błąd, bo zarówno amerykańskie, jak i izraelskie agencje wywiadowcze były ważnymi sojusznikami, przekazującymi hiszpańskim urzędnikom kluczowe informacje o potencjalnych zagrożeniach. Czy teraz również podzielą się tymi informacjami? – zapytał Merchan.
Wewnętrzna krytyka premiera Hiszpanii
Działania hiszpańskiego rządu spotkały się z ostrą krytyką centroprawicowych mediów hiszpańskich i opozycji. Lider opozycyjnej Partii Ludowej Alberto Nunez Feijoo oskarżył w środę w Bilbao Sancheza o działanie "na szkodę bezpieczeństwa Hiszpanii" i zaapelował do UE i USA, aby nie myliły "niestabilnego rządu" Hiszpanii z ogółem jej obywateli.
Z kolei Federico Jimenes Losantos, komentator dziennika El Mundo, ocenił, że Sanchez "izoluje" Hiszpanię zarówno do Stanów Zjednoczonych, jak i Unii Europejskiej.
Hiszpania "niepewnym" sojusznikiem w NATO
Komentator przypomniał, że premier nie tylko odmówił Amerykanom, ale także otwarcie sprzeciwił się wejściu Hiszpanii do grona krajów objętych francuskim parasolem nuklearnym. Jego zdaniem Sanchez uczynił z Hiszpanii "niepewnego" sojusznika i dlatego Hiszpania "nie będzie już mogła liczyć na pomoc krajów NATO". Nasi strategiczni wrogowie mają teraz wolną rękę. Na południe od osi Baleary – Cieśnina Gibraltarska – Wyspy Kanaryjskie tymi wrogami są Maroko i masowa imigracja z Sahelu, kontrolowanego przez Moskwę – zauważył Losantos.
Ekspert: Premier Hiszpanii nie jest nieracjonalny
Według Macieja Pawłowskiego, eksperta ds. migracji, gospodarki i polityki państw basenu Morza Śródziemnego, Sanchez nie jest nieracjonalny, bo wyczuwa, że hiszpańska opinia publiczna jest propalestyńska i antyizraelska, a także antywojenna, dlatego gra tą kartą.
Ekspert przypomniał, że w 2027 r. odbędą się w Hiszpanii wybory powszechne, a sondaże wskazują, że szansę na wygraną mają: centrowo-prawicowa partia Partido Popular (PP) i konserwatywny VOX.
Partia Sancheza PSOE (Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza) chce zmobilizować elektorat szeroko pojętej lewicy, by jednak te wybory wygrać lub w ostateczności przegrać, ale zdobyć monopol na lewicy – ocenił dla PAP Pawłowski i dodał, że w tym celu socjaliści muszą przejąć elektorat proimigracyjnych i sprzeciwiających się zbrojeniom partii skrajnie lewicowych, w tym Podemos.
Powiązania hiszpańskiej lewicy z reżimami
Pawłowski przypomniał, że lewicowe ugrupowania, po które stara się sięgnąć Sanchez, były w przeszłości oskarżane o powiązania ze światowymi reżimami. Podemos było m.in. wymieniane w kontekście podejrzeń o finansowanie z Iranu. Lider Podemos, Pablo Iglesias, przez lata prowadził programy w należącej do rządu Iranu stacji telewizyjnej Hispan.TV.
Z kolei według informacji byłego szefa wenezuelskiego wywiadu wojskowego, Hugo "El Pollo" Carvajala, schwytanego w Madrycie przez hiszpański wymiar sprawiedliwości, Podemos miało być także nielegalnie wspierane finansowo przez rząd Wenezueli.
Medialne oskarżenia o korupcyjne kontakty z Wenezuelą dotyczą także samej partii premiera. Do dziś toczy się śledztwo w hiszpańskim Kongresie, w którym były socjalistyczny premier Jose Rodriguez Zapatero jest podejrzany o nielegalne dotowanie 53 mln euro linii lotniczych Plus Ultra z kapitałem pochodzącym od wenezuelskich biznesmenów.
Inny sojusznik Sancheza, katalońscy separatyści z partii Junts per Catalunya (JxCat), bez których w 2023 roku nie mógłby utworzyć rządu, byli według informacji ujawnionych przez "New York Timesa" wspierani przez Rosję.
Jak przypomniał w środę dziennik "El Mundo" – spierając się z Białym Domem, Sanchez odkurza taktykę sprzed ponad dwóch dekad. W 2003 r. lewica mobilizowała swój elektorat protestami przeciwko decyzji prawicowego rządu Jose Aznara o włączeniu Hiszpanii do wojny w Iraku. Lewica, na czele z Jose Zapatero wygrała ostatecznie wybory w 2004 r., do czego przyczyniły się także błędy rządu Aznara po ataku terrorystycznym na pociągi w Madrycie.
Niektórzy komentatorzy zwracają także uwagę na oskarżenia o korupcyjne kontakty z Wenezuelą. Torres przypomniał, że rząd Sancheza promuje politykę legalizacji pół miliona nielegalnych imigrantów, z czym zgadzają się także inne partie lewicowe. A część imigrantów to muzułmanie, którzy – choć nie uzyskują automatycznie prawa wyborczego – otrzymają obywatelstwo po dziesięciu latach pobytu.
Według sekretarza Komisji Islamskiej Hiszpanii populacja muzułmanów w Hiszpanii wzrosła dziesięciokrotnie w ciągu ostatnich 30 lat i przekracza obecnie 2,5 miliona osób. Dla porównania, w Portugalii, według spisu z 2021 roku populacja muzułmanów wynosiła około 36,4 tys. osób, co stanowiło około 0,415 proc. całej populacji Portugalii.
Znamienny przykład Wielkiej Brytanii
Torres wskazał, że wprawdzie mniejszości muzułmańskie nie mają na razie znaczącego wpływu na politykę Hiszpanii, ale przykład Wielkiej Brytanii pokazuje, iż "strategiczne decyzje" hiszpańskiego rządu mogą mieć podobne konsekwencje.
Według analizy brytyjskiego dziennika "Daily Telegraph", początkowa niechęć do współpracy z Amerykanami w operacji wojskowej przeciwko Iranowi i faktyczny brak działań, aby bronić bazę RAF na Cyprze trafioną irańskim dronem, mogła mieć związek z kalkulacjami wyborczymi rządzącej partii. Partia Pracy nie może sobie bowiem według gazety pozwolić na lekceważenie muzułmańskiego elektoratu. W Anglii i Walii żyje około 3,9 miliona muzułmanów, a premier i siedmiu jego ministrów zasiada w okręgach, w których populacja muzułmanów wynosi co najmniej 10 procent.
Jak podał dziennik, w 2024 r., kiedy w okręgach, w których muzułmanie stanowili co znaczący odsetek wyborców, nastąpił wyraźny spadek poparcia dla Partii Pracy, po tym, jak rząd opowiedział się po stronie Izraela w wojnie z Hamasem.