Dziennik Gazeta Prawana logo

Jarosław Gowin: W PO brakuje mi sporów

19 stycznia 2010, 06:21
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
"Nie obawiam się konfliktów w Platformie" - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną Jarosław Gowin, polityk PO. "Jeżeli mi czegoś brakuje, to właśnie wewnętrznej debaty, a nawet sporów. Jesteśmy partią wewnętrznie zróżnicowaną i, jak wspomniałem, uważam to za nasz atut" - podkreśla.

JAROSŁAW GOWIN: Nie mam wrażenia, żeby doszło do jakiegoś trzęsienia ziemi, po którym Platforma byłaby inną partią. Oczywiście, roszady personalne były znaczące. Z rządu odeszło paru bliskich współpracowników premiera - w tym wicepremier i osoba nr 2 w Platformie Grzegorz Schetyna. Ale problem polega na czym innym. Afera hazardowa nie może paraliżować naszych działań. Musimy uczciwie się z niej rozliczyć, ale powinniśmy wyjść z narożnika, wystąpić z ważnymi - i realistycznymi - inicjatywami. Mówiąc krótko, potrzebujemy silnego przywództwa..

Nie chodziło mi o potrzebą odwoływania kolejnych osób. Przeciwnie - można się zastanawiać, czy premier nie dokonał cięć zbyt radykalnych. Związek niektórych zdymisjonowanych ministrów z aferą hazardową był przecież bardzo luźny - na przykład minister Szejnfeld zajmował się pracą nad ustawą dokładnie w takim stopniu jak Beata Kempa. Nie o głowy mi chodziło. I nawet nie o samą aferę hazardową. Trzeba sprawdzić, czy nie ma innych tego typu sytuacji, zwłaszcza gdzieś na prowincji, gdzie nie docierają ani media, ani agenci CBA. A przede wszystkim trzeba zwalczać klimat załatwiactwa, które jest chorobą polskiej polityki.

To zadanie dla prokuratury. I dla komisji śledczej. Pierwsze tygodnie jej pracy głęboko mnie rozczarowały, jak zresztą ogromną większość społeczeństwa.

Moim zdaniem jej wykluczenie było bezzasadne. Jej rola w całej sprawie jest porównywalna właśnie z rolą ministra Szejnfelda - oboje opiniowali projekt ze względów proceduralnych wynikających z ich ministerialnych funkcji, nie wnieśli merytorycznych poprawek. Do ministra Szejnfelda nikt nie ma o to pretensji. Nie widzę też najmniejszego powodu, by czepiać się minister Kempy.

Z całą pewnością, co pokazał zresztą ostatni tydzień, gdy komisja działała bez zarzutu. Choć całej prawdy o tym, co działo się wokół ustawy hazardowej od roku 2002, pewnie nie poznamy nigdy.

To zbyt prosta teza. Oczywiście, z ośrodka władzy wypadli Mirosław Drzewiecki i Zbigniew Chlebowski. Natomiast Schetyna, Nowak, Grupiński czy Graś tworzą nadal grono najważniejszych liderów PO.

…A także Bronisławem Komorowskim, Hanną Gronkiewicz-Waltz, Cezarym Grabarczykiem…

I chyba dobrze, że tak się stało. Rozsądniej jest rozgraniczyć przyjaźń i politykę. To nadaje relacjom wewnątrzpartyjnym charakter bardziej otwarty i merytoryczny. Mamy dalej wspólne cele, wartości i interesy, ale jednocześnie dzięki temu na tym zróżnicowanym - jak pan przed chwilą zauważył - forum, jakim jest Platforma, zwiększył się stopień pluralizmu politycznemu. A pluralizm jest naszą szansą i siłą. Dzięki niemu utrzymujemy 45% poparcia.

To zupełnie nieporównywalne sytuacje. W sprawie szefa NFZ przewodniczący klubu miał prawo do zdania odmiennego od premiera - wielu osobom w Platformie, w tym i mnie, bliższe jest tu stanowisko Schetyny niż Tuska. Natomiast rozmowa z Palikotem w najmniejszej mierze nie może być odczytywana jako działanie wymierzone w premiera. Przewodniczący klubu zareagował na wypowiedzi obelżywe i niemądre - i absolutnie powinien był to zrobić, ma tu poparcie całej Platformy.

Z perspektywy klubu parlamentarnego patrzy się na wiele spraw inaczej niż z perspektywy rządu. Napięcia są więc nieuchronne - w każdej partii i w każdej kadencji. Kiedy Grzegorz Schetyna obejmował fotel szefa klubu, zapowiedział, że klub będzie zajmował wobec rządu stanowisko partnerskie - a nie jak dotąd niemal wyłącznie usługowe. I bardzo dobrze. Jesteśmy politycznym zapleczem rządu i powinniśmy mieć własną podmiotowość, a nie ograniczać się do podnoszenia rąk i przyciskania odpowiednich guzików podczas głosowań...

Dlatego ja nie obawiam się konfliktów w Platformie. Jeżeli mi czegoś brakuje, to właśnie wewnętrznej debaty, a nawet sporów. Jesteśmy partią wewnętrznie zróżnicowaną i jak wspomniałem, uważam to za nasz atut. Nie jesteśmy armią wykonującą rozkazy, lecz różnorodną wspólnotą ludzi o rozmaitych poglądach i biografiach, połączonych generalnymi celami. Dwa najważniejsze z nich to stworzenie większej przestrzeni dla wolności gospodarczej w Polsce i przekazanie jak największej władzy obywatelom, czyli w praktyce - zwiększenie roli samorządów.

Bardzo trudno odpowiedzieć na to pytanie. Po pierwsze nie wiemy, czy wygra akurat kandydat Platformy…

Owszem. Jeżeli nowym prezydentem zostałby Donald Tusk, to oczywiście stworzyłoby to wewnątrz partii zupełnie nową sytuację. Tusk jest liderem o niekwestionowanej pozycji. Nie ma nikogo w Platformie, kto mógłby w ciągu roku lub dwóch osiągnąć podobny wpływ. To oznacza, że nowe kierownictwo Platformy musiałoby być o wiele bardziej kolegialne niż do tej pory. Jeśli jednak Tusk postanowi pozostać premierem, to naszym kandydatem stanie się prawdopodobnie Bronisław Komorowski. Sądzę, że i on wygra wybory. Wtedy pojawiłoby się naturalne pytanie o kształt relacji między ośrodkiem rządowym a prezydenckim. Myślę, że nie byłoby aż tak wyraźnego podporządkowania prezydenta partii, jak jest w przypadku Lecha Kaczyńskiego, ale też szorstkiej przyjaźni znanej z czasów Millera i Kwaśniewskiego.

Słuszna uwaga. Dlatego wybór kandydata na prezydenta powinien być w Platformie także wyborem kierunku zmian konstytucyjnych. Jeżeli kandydatem zostanie Donald Tusk, to może warto porozumieć się z PiS na temat zmian konstytucji i pracować nad jakąś wersją systemu prezydenckiego. Z kolei jeśli kandydatem miałby zostać ktoś inny - np. Bronisław Komorowski, jego zwycięstwo ułatwiłoby realizację naszego postulatu, jakim jest wprowadzenie systemu kanclerskiego.

Ja też z zainteresowaniem czekam na projekt, który ma wyjść z Kancelarii Premiera. Jego podstawą jest znana juz propozycja autorstwa byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego. Zakłada ona pewne osłabienie pozycji prezydenta, ale utrzymanie wyborów bezpośrednich. Boję się tej hybrydowości. Myślę, że powinniśmy pójść konsekwentnie albo w stronę systemu prezydenckiego, albo kanclerskiego. Fatalnie odbieram styl uprawiania polityki w ostatnich kilku latach. Mam poczucie jałowego klinczu między PiS a Platformą. Także w ciągu ostatnich dwu lat zdecydowanie za mało rozmawialiśmy z opozycją - zarówno tą z prawej, jak i z lewej strony. Dlatego bardzo się cieszę, że zaczyna się debata o konstytucji, bo dzięki niej może wreszcie uda nam się wyodrębnić kilka obszarów, w których pracowalibyśmy ponad podziałami partyjnymi.

Nie obawiam się. Choćby dlatego, że szans na zmianę konstytucji przed wyborami po prostu nie ma.

Od dawna oceniam szanse pół na pół. Ale pytanie, kto będzie kandydatem Platformy, nie spędza mi snu z powiek. O wiele ważniejsze jest, byśmy skoncentrowali siły na realizacji naszego programu. I to nie po wyborach prezydenckich, ale od zaraz.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj