Ukraiński wicepremier Serhij Tihipko zapowiedział w sobotę ujawnienie prawdziwych rozmiarów gospodarczej zapaści swojego kraju i podjęcie reform, które odmrożą kolejną transzę kredytu z MFW. Jego zdaniem ukraiński deficyt budżetowy jest znacznie większy, niż podawano, i porównywać go można tylko z deficytem greckim.
Dobrze się stało, że Tihipko zaczął mówić, jak naprawdę wygląda kryzys gospodarczy na Ukrainie. I dobrze się stało, że właśnie on o tym mówi. Jeśli jest nad Dnieprem polityk, który wie, co trzeba robić, by państwo nie zbankrutowało, jest nim Tihipko.
Bankowiec i jeden z najbogatszych Ukraińców osobiście jest zainteresowany naprawianiem gospodarki. Jeśli tego nie zrobi, stracą nie tylko zagraniczni inwestorzy, ale też firmy z nim związane. Nic bardziej nie motywuje ukraińskich polityków niż perspektywa strat we własnych interesach.
Wystąpienie Tihipki to również dobra informacja dla Polski. Dyplomaci w Kijowie nie ukrywają, że dziś najważniejsza nie jest integracja Ukrainy z NATO i UE, ale odzyskanie wiarygodności i odnowienie współpracy z MFW.
Tylko wyprowadzając gospodarkę na prostą, nasz sąsiad ma szansę być przewidywalnym rynkiem, a nie wiecznym źródłem problemów. I w konsekwencji - to, na czym Warszawie zależy najbardziej - częścią Europy, a nie postsowiecką prowizorką.