: Obroty mogą być znaczne. Jednak jest tak dużo inwestorów chcących kupić akcje, że powinniśmy być spokojni. Oczywiście, mamy w zanadrzu opcję stabilizacyjną. Jest
uruchamiana, gdy cena podczas sesji spadnie poniżej emisyjnej. Tym sposobem można zahamować spadek.
To ważne, ale przypomnę komentarze analityków, doradców inwestycyjnych, którzy podkreślali, że cena akcji PZU jest wyznaczona na zdroworozsądkowym poziomie. Świadczy o tym duże
zainteresowanie nie tylko ze strony inwestorów indywidualnych, ale także finansowych, które było dziewięciokrotnie większe niż nasze możliwości sprzedaży. Oczywiście obawiałem się
przyjęcia rynku, nie mogłem spać spokojnie. Pamiętajmy, że byliśmy w trakcie przydziału akcji dla inwestorów zagranicznych. Jednak mimo kryzysu greckiego i tak dobrze oceniali Polskę.
Mechanizm stabilizacyjny pomógł, ale i tak nasza giełda poradziłaby sobie z debiutem.
W czerwcu na giełdzie zadebiutuje grupa energetyczna Tauron. Spółka jest przygotowana do debiutu, odnotowała dobre wyniki za I kwartał tego roku, stawia na restrukturyzacje, ograniczenie
kosztów. To jest dobry sygnał dla inwestorów indywidualnych i finansowych. Wszystko odbywa się zgodnie z kalendarzem, na przeszkodzie mogą tylko stanąć takie wydarzenia jak ostatni kryzys w
Grecji albo, nie daj Boże, w Hiszpanii czy Portugalii. Wydaje się jednak, że te kryzysy są już zażegnane, przynajmniej na dłuższy czas. W drugim półroczu na parkiecie zadebiutuje warszawska
giełda. To będzie ważne wydarzenie, choć nie pod względem kwotowym. Czekają nas jeszcze transakcje w sektorze energetycznym, chemicznym…
Sektor chemiczny na świecie ciężko znosi kryzys. W Polsce jest w miarę nieźle. Wielu inwestorów, którzy byli zainteresowani naszym rynkiem, postanowiło poczekać albo składają
niesatysfakcjonujące oferty. Zatem w najbliższych dniach będę miał ostateczną rekomendację zespołu co do pierwszej grupy chemicznej, czyli CIECh-u oraz zakładów w Tarnowie i Kędzierzynie.
Pod koniec tygodnia ogłosimy oficjalnie projekt dla Puław i Polic, ale to będą dwa odrębne procesy.
czytaj dalej >>>
Ten plan został zmieniony przez kryzys. Konsolidacja poprzez prywatyzację, czyli sprzedaż na rzecz jednego inwestora, byłaby najrozsądniejsza. Konsolidacja przeprowadzana przez Skarb Państwa
ciągnie się często latami, a na końcu do prywatyzacji i tak nie dochodzi. Na tym polega trudność. Na naszą podaż musi odpowiedzieć rynek, i to w takim stopniu, żebyśmy mogli powiedzieć,
że zadbaliśmy o interesy Skarbu Państwa. Prywatyzujemy z głową, a nie za wszelką cenę.
Mnóstwo projektów i prywatyzacji, a szczególnie ogłaszanych przez nas aukcji nie zakończyło się powodzeniem. Od dwóch lat obowiązuje zasada, że na 100 uruchamianych projektów tylko 60
kończy się sukcesem. Skoro wiele spółek Skarbu Państwa jest mało atrakcyjnych, to nie jest łatwo znaleźć dobrego inwestora.
Tak. Szczególnie małe i średnie firmy, które z roku na rok tracą na wartości. Odkładanie prywatyzacji w czasach dobrej koniunktury było, w pewnym sensie, działaniem na szkodę Skarbu
Państwa.
Ja właśnie taką politykę prowadzę. Widzę, jak ta presja wygląda w praktyce. Mówiąc krótko, nie zgadzam się na niektóre transakcje. Te 25 mld zł w tym roku to bardzo ambitny cel, dotąd
uzyskaliśmy ok. 6 mld zł. Dzisiejszy debiut PZU będzie miał znaczący wpływ na przychody Skarbu Państwa.
Dbam o to, aby przez prywatyzację modernizować naszą gospodarkę, czynić ją bardziej konkurencyjną - tak traktuję moją misję. Budżet jest ważny, ale nie najważniejszy. Gdy skoncentrujemy
się tylko na nim, to doprowadzimy do powstania kolejnych komisji śledczych.
Jest to możliwe, o ile tylko nie wydarzy się na świecie coś, co mogłoby zniweczyć plany. Pamiętajmy, że kryzys w Grecji nie minął, jest tylko zażegnany dzięki działaniom stabilizacyjnym.
Ważne, by przeżywające kłopoty kraje realizowały to, do czego się zobowiązały, przyjmując pomoc.
czytaj dalej >>>
Zgodna z budżetem, czyli 4 mld zł, w tamtym roku było to niemal dwukrotnie więcej, była taka potrzeba, a także mieliśmy dywidendę z PZU. Podchodzimy do każdej spółki indywidualnie. Nie
chcemy stworzyć kłopotów z racji pobrania zbyt dużej dywidendy z zysku.
LOT ma problemy od lat. Zarząd realizuje trudny program ratunkowy. Spółkę czeka głęboka restrukturyzacja, musi sama sobie pomóc. Mamy doradcę, rozpoznajemy rynek, prowadzimy rozmowy z
potencjonalnymi inwestorami. Gdy zakończymy najważniejszy etap restrukturyzacji, to uruchomimy oficjalnie prywatyzację.
Przestrzegam wszystkich, zarząd LOT-u, związki zawodowe, a także samego siebie przed złym rozumieniem problemu. Straty z racji pyłu wulkanicznego nie mogą być łatwym sposobem na dołożenie
pieniędzy do spółki. LOT trzeba uzdrowić. Pomoc publiczna może nadejść dopiero po zrealizowaniu programu restrukturyzacyjnego.
To nie jest przedsięwzięcie, którym zajmuje się mój resort. To jest pytanie do zarządu spółki, jak ocenia możliwości biznesowe tej rafinerii. Zwłaszcza w kontekście zapewnień rządu
litewskiego, gdy do tej transakcji dochodziło. Trzeba wiedzieć, czy ta inwestycja ma szanse się w realnym czasie zwrócić. My oficjalnie zadawaliśmy pytanie stronie litewskiej, jak mają się
obecne działania po stronie rządu litewskiego, do zapewnień sprzed kilku lat. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że spółka może liczyć na określone działania związane z infrastrukturą, takie
jak przebudowa torów, bo teraz trzeba korzystać z okrężnej drogi czy budowa ropociągów produktowych.
Kilka dni temu dostaliśmy program restrukturyzacji przygotowany przez zarząd TVP, nie zapoznaliśmy się jeszcze z nim. Jednak jeśli nie będę miał pewności, że kredyt czy sprzedaż
nieruchomości rozwiążą trwale problemy telewizji, to nie pomożemy. Ciągle obserwujemy mieszanie w tym kotle, ogrom polityki, zmiany personalne.
Oczekuję odpowiedzialnego podejścia. Jeśli mówimy, że brakuje pieniędzy, to trzeba pokazać, że zostało wszystko zrobione, by pieniędzy nie marnować. Jeśli się marnują, to nie można
wyciągać rąk po kolejną pomoc. To moja zasada, której staram się przestrzegać w wielu spółkach, a szczególnie w publicznej telewizji i radiu.
*Aleksander Grad, minister Skarbu Państwa