Eryk Mistewicz*: Prezydent odnalazł swoją narrację, swoją opowieść, dzięki której może nawet przejść do historii.
Trudno przesądzać. Do wyborów zostało dużo czasu. Myślę, że prezydent na pewno wsłuchał się w głosy Polaków, którzy chcieliby widzieć w polityku drugiego Piłsudskiego, którzy
czekają na twardego przywódcę, na konkretne działania, a to na pewno może mu pomóc w walce o prezydenturę. Politycy rozchwiani, zachowawczy i pasywni w opinii publicznej, i to nie tylko w
Polsce, przegrywają. Ludzie nie uważają ich za facetów z klasą.
Jeżeli Tusk nie zauważy, że Polacy wolą spędzać wieczory przy świeczkach bez gazu i benzyny w samochodach, za to z silnym wyrazistym przywódcą, to w naturalny sposób przegra. Żaden naród
nie lubi polityków, którzy w sytuacjach trudnych chowają się do szafy.
Mam wrażenie, że nie. Każda wypowiedź polityka PO mówiącego, że Lech Kaczyński, oceniając sytuację w Gruzji, przesadził, zestawiona z obrazem filmowym dochodzącym do nas z Kaukazu wchodzi
w totalny dysonans u odbiorcy. Ludzie widzą obrazy wojny, które do nich przemawiają. Widać krew, zgliszcza, umierające dzieci. Reakcja ludzi w takim wypadku zawsze jest emocjonalna. Kto pójdzie
za tymi emocjami, ten wygra.
Zapewne tak. Ale polityk może się wsłuchać w te głos albo, tak jak kiedyś próbowała to robić Unia Wolności, ich nie zauważać i dojść do poziomu 4 proc. poparcia.