Ja jednakże nadal na ten konflikt patrzę z dystansu. I nie mogę zgodzić się na takie czarno-białe klisze. Nie mogę zamknąć oczu na fakt, że wyrok sądu został wydany zadziwiająco
pospiesznie. Lepiej by było, gdyby sąd poczekał na wyrok w procesie karnym, na jaki czeka Mirosław Garlicki, i ostatecznie rozstrzygnięcie, czy i jakich przestępstw dopuścił się oskarżony.
A ciążą na nim poważne zarzuty: od łapownictwa po próbę wymuszenia stosunku seksualnego. Są też inne wątpliwości: dlaczego sąd przyznał doktorowi zadośćuczynienie materialne? Jakie
pieniądze wskutek pomówienia stracił doktor Garlicki? Czy nie wystarczą oficjalne przeprosiny? Media i tak je nagłośnią.
Nie zdziwiły mnie zapowiedzi Zbigniewa Ziobry, że zamierza się odwoływać. Ma prawo. Ale zdumiała deklaracja, że... nie zamierza przepraszać. Nie rozumiem takiej postawy. Fakty są oczywiste.
Nie można dla nich znaleźć usprawiedliwienia. Zbigniew Ziobro wypowiedział słowa, które każdy odczytał jako jednoznaczne oskarżenia o zabójstwo pacjenta. Zgadzam się z sądem, że nie
wolno mu było tych słów wypowiadać, nawet jeśli był wzburzony. Był to błąd, za który musi ponieść teraz konsekwencje. Odmowa przeproszenia kardiochirurga podmywa jego autorytet jako
polityka i jako człowieka.
Jako dziennikarz nieraz doświadczyłem tego, jak oskarżycielskie teksty pisane w dobrej wierze i w tzw. interesie społecznym były podważane w sądzie, ponieważ zawierały błędy, które
przesądzały o zwycięstwie drugiej strony. Nigdy nie przyszło mi do głowy, aby nie podporządkować się decyzji sądu, nawet wówczas, kiedy wiedziałem, że w gruncie rzeczy miałem rację, ale
nie potrafiłem jej poprzeć dostatecznie silnymi dowodami.
Tym bardziej więc polityk winien umieć pogodzić się z pomyłką. Umieć się do niej przyznać. Kto jak nie Zbigniew Ziobro, niedawny minister sprawiedliwości, ma dawać przykład, jak należy
respektować decyzje sądu?
Co więcej, sądzę, że w języku polityki należy przywrócić na co dzień słowo "przepraszam". Akt swoistego rodzaju skruchy. Ale też wyraz cywilnej odwagi. W sporach
polityków nagminnie słyszymy oskarżenia, epitety, słowa szkalujące przeciwników. Nie pamiętam, by potem ktoś za nie przepraszał. A przecież wiemy, że często wyraz
"przepraszam" jest niczym wpuszczenie świeżego powietrza do zatęchłego pomieszczenia.