Zapowiedziałem, że złożę apelację od wyroku, z którym się nie zgadzam.
Po pierwsze dlatego, że ja mówiłem prawdę. Po drugie dlatego, że sąd tą prawdą w ogóle nie był zainteresowany, ba nie był nawet zainteresowany przesłuchaniem mnie jako świadka, by
spytać, na czym się opierałem, wypowiadając te słowa. Kompletnie to sądu nie interesowało. Moje prawa jako osoby, która chciała bronić swoich racji, zostały przez sąd pominięte. A po
drugie ja teraz panu zadam pytanie. Co będzie oznaczało, jeśli pan w swoim tekście napisze, że ktoś kogoś pozbawił życia?
A jeżeli opisuje pan kierowcę, który, jadąc z nadmierną prędkością, wjechał w pieszych, to napisze pan, że on ich zabił? Przecież on mógł to zrobić nieumyślnie.
Proszę sprawdzić w słowniku języka polskiego, jaka jest definicja wyrażenia "pozbawienie życia". Znaczy to "przyczynić się do czyjejś śmierci", a to
można zrobić zarówno, działając umyślnie, jak i nieumyślnie, na przykład przez błąd lekarski. Właśnie dlatego jako prawnik użyłem dokładnie takiego określenia. Nie powiedziałem
"ten pan nigdy nikogo nie zamorduje".
Nie zgodzę się z tym. Pierwsze odczucie opinii publicznej po mojej konferencji było takie, że ja nie przesądziłem winy doktora G., tylko poinformowałem o tym, że jest podejrzany o zabójstwo.
I to może każdy sprawdzić, choćby sięgając do depesze, które pojawiły się po mojej konferencji prasowej. Nikt wtedy nie mówił, że ja cokolwiek przesądziłem. Dopiero później pojawiło
się hasło, że ja przesądziłem. Wyrwano z kontekstu moją wypowiedź. We wszystkich mediach, począwszy od "Gazety Wyborczej", pokazywano wyłącznie wyrwane z kontekstu słowa,
a bardzo często w ogóle wsadzano mi w usta to, czego ja nigdy nie powiedziałem.
Nie użyłem słów "nie zabije", "nie zamorduje", "umyślnie pozbawi życia" - co było moim świadomym wyborem. Poza tym, że nie użyłem
takich słów, to zawsze gdy mówiłem o zabójstwie, podkreślałem, że mamy do czynienia z zarzutem, że istnieje możliwość popełnienia przestępstwa.
Na rozprawie, jeśli sąd dałby mi taką możliwość, wykazałbym, że mówiłem jedynie o zarzutach, słowo "podejrzenie" wymieniłem ponad 20 razy. Wszystko to co mówiłem
było prawdą. I pan mnie pyta, czy ja mam się bać mówić prawdę, tak?
Dziś konferencja wyglądałaby inaczej, bo mamy inny etap śledztwa. Wtedy konferencja prasowa wyglądała właśnie tak, bo ustalenia śledztwa były takie, a nie inne.
Na tym etapie śledztwa, znając materiał dowodowy, podzielam opinie tych wszystkich, którzy, zeznając, stwierdzili, że pan G. przyczynił się do cudzej śmierci, a w związku z tym uważam, że
zgodnie ze słownikiem języka polskiego, "przyczynić się do śmierci" znaczy "pozbawić życia".
To jest wprowadzana tylnymi drzwiami kara konfiskaty majątku. Jak ja zostałem prokuratorem generalnym, to całe zabezpieczenie majątku mafii pruszkowskiej wynosiło 600 złotych, a w stosunku do
największych bandytów, ludzi skorumpowanych, gwałcicieli, zabójców sądy orzekają grzywny w wysokości kilku tysięcy złotych. Za to, że ja w debacie publicznej, może zdaniem niektórych
kontrowersyjnie, wyraziłem pewien pogląd mający zresztą oparcie w materiale dowodowym, jest wobec mnie de facto orzekana konfiskata majątku.
Wierzę w polski wymiar sprawiedliwości i wierzę w to, że tak się nie stanie. Celem polskiego wymiaru sprawiedliwości nie jest stosowanie represji, tylko wyrównanie ewentualnej szkody. W tym
wypadku mamy do czynienia z ewidentną represją, która moim zdaniem może się odbić rykoszetem choćby na dziennikarzach. Bo w przyszłości dziennikarz, który w dobrej wierze ujawni jakąś
aferę, też może zostać skazany na to, by tego rodzaju koszty ponieść. A one puszczą z torbami każdego. To jest zamykanie ust wszystkim tym, którzy chcą wygłaszać swoje poglądy.
Zbigniew Ziobro - były minister sprawiedliwości, poseł PiS