Skąd ta powszechna zgoda? Bo pomysł pozwala uniknąć procesu sądowego. Jak? Osoba, która w wyniku leczenia (w ramach NFZ albo prywatnie) straciła zdrowie, mogłaby zwrócić się do specjalnej komisji przy rzeczniku praw pacjenta. Ta po stwierdzeniu szkody i jej związku z leczeniem proponowałaby odpowiednie odszkodowanie. a pacjent mógłby je przeznaczyć np. na dalsze leczenie. To, że otrzymał pieniądze, nie oznaczałoby, że nie może dalej się sądzić z powództwa cywilnego o wyższe odszkodowanie.
Środowisko lekarskie liczy jednak na to, że wielu pacjentów zrezygnuje z dalszych roszczeń. Jest też kolejna nowość. Do tej pory poszkodowany musiał sam dochodzić odszkodowania przed sądem. Efekt spodziewany jest taki, że wzrośnie lawinowo liczba pozwów. Dlatego też komisja będzie w pierwszej kolejności próbowała załatwić sprawę polubownie.
Pomysł ten wzorowany na systemie skandynawskim ma wielu zwolenników. Jak mówi Andrzej Włodarczyk, wiceprezes Naczelnej Izby Lekarskiej, szybkie odszkodowania będą korzystne zarówno z punktu widzenia pacjentów, jak i lekarzy. "Komisja przed rozpoczęciem rozprawy w sądzie oceni, czy szkoda ma związek z leczeniem, czy nie, ale nie wskaże winnego. I wtedy zaproponuje pacjentowi dość szybką rekompensatę. On może się zgodzić lub nie. To polubowne załatwienie sprawy" - tłumaczy.
Szybkie odszkodowania wymagają jednak stworzenia specjalnego funduszu. W ministerstwie dowiedzieliśmy się, że rozważane jest zaangażowanie pieniędzy z budżetu państwa oraz składek wpłacanych przez lekarzy. Inne rozwiązanie przewiduje, że fundusz utworzyłyby towarzystwa ubezpieczeniowe, w których lekarze ubezpieczają się od odpowiedzialności cywilnej. Przeznaczyłyby na to część pieniędzy z lekarskich polis. To pozwoliłoby uniknąć wysokich odszkodowań zasądzanych później przez sądy za błędy lekarskie.
"Samorząd lekarski jest za takim rozwiązaniem. Pozwoli ono odciążyć sądy. Pacjent nie musi czekać wiele lat, tylko szybko i bezboleśnie otrzymuje rekompensatę. Lekarz nie będzie ciągany po sądach i zajmie się leczeniem" - mówi Włodarczyk.
Politycy są za. Elżbieta Łukacijewska, posłanka PO z komisji zdrowia, zapewnia, że posłowie na pewno zagłosują za rozwiązaniem, które pozwoli "szybko i sprawnie otrzymać pieniądze". a w tym czasie ofiary błędów są w dramatycznej sytuacji. Poza tym przed sądem nie zawsze uda się ustalić winnego, choć szkoda jest ewidentna" - dodaje Marek Balicki, były minister zdrowia w rządzie SLD.
Obawiam się jednak, że skończy się na tym, że pacjenci bardzo skrzywdzeni dostaną nędzne grosze, a lekarz za karygodny błąd nie poniesie żadnej odpowiedzialności" - mówi Jolanta Szczypińska, posłanka PiS.
p
Adam Sandauer: To słuszne rozwiązanie. Walczymy o nie od dziewięciu lat. To jedyna szansa na szybką wypłatę i naprawę tego nieszczęścia, które się stało.
Analiza kosztów nie jest łatwa. Skandynawowie do tego systemu nie dopłacają, a rozpatrują rocznie 10 tys. spraw. Proszę jednak wziąć pod uwagę, że zaoszczędzimy na rentach i pomocy
społecznej, bo poszkodowany często wróci do normalnego życia.
Szacuje się, że rocznie od 20 do 30 tysięcy osób pada ofiarą błędów lekarskich. Do Izby Lekarskiej odwołuje się od 2 do 3 tysięcy osób. Prawomocnych wyroków zapada 100 – 300.
Wiele osób w ogóle nie zgłasza skarg, bo panuje przekonanie, że nie ma po co. Izba może ukarać lekarza naganą albo pozbawić prawa wykonywania zawodu, co nie ma wpływu na sytuację
poszkodowanego.
Kilkaset w roku, ale żadna ewidencja nie jest prowadzona.
W tej chwili jest tak, że to pacjent musi przed sądem udowodnić lekarzowi winę. To trudne, bo dowodem jest dokumentacja medyczna sporządzona przez sprawcę i opinie innych lekarzy. To oznacza,
że praktycznie pacjent jest bez szans. A do tego obowiązuje haniebny przepis, że jeśli pacjent nie udowodni winy, obciąża się go kosztami procesu wynoszącymi nawet kilkanaście tysięcy
złotych. Zdarza się, że ludzie, którzy stracili zdrowie w wyniku błędu lekarskiego, a zostali namówieni na proces, wychodzą z niego z ogromnymi długami.
Adam Sandauer, prezes Stowarzyszenia Pacjentów Primum non Nocere
p
takie odszkodowanie otrzymał dwa lata temu 9-letni Piotruś, który został sparaliżowany w wyniku podania do kręgosłupa niewłaściwego leku. Wypadek miał miejsce pięć lat wcześniej w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w Katowicach.
30 tys. zł odszkodowania, 200 tys. skapitalizowanej renty i 300 tys. zł zadośćuczynienia za cierpienia plus odsetki - - przyznał sąd w ubiegłym roku kobiecie, która została sparaliżowana od piersi w dół. Wypadek wydarzył się podczas badania kręgosłupa. Zabieg przeprowadzał znany neurochirurg w warszawskim szpitalu klinicznym przy ul. Banacha.