Dziennik Gazeta Prawana logo

Lekarze chcą ochrony przed atakami pacjentów

17 lutego 2009, 22:11
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Atak na lekarza nie ujdzie pacjentowi na sucho? Naczelna Izba Lekarska domaga się, by medycy byli prawnie chronieni, tak jak funkcjonariusze publiczni. Posłów trudno będzie przekonać do takiego pomysłu - pisze DZIENNIK.

Za co? "Za nic. Bo z noszami szedłem za wolno" - wspomina. "Grupa chłystków siedziała na ławce i komentowała: <ruszajcie się szybciej>. Coś im odpowiedziałem i tak się skończyło" - tłumaczy lekarz. Według niego pacjenci potrafią awanturować się o wszystko. "Wystarczy, że pojechaliśmy nie do tego szpitala, który wymyślił sobie pacjent, a w odwecie zadzwonił na policję i znieważył nas słowami, że zespół karetki był pijany. Więc zamiast jechać do chorych, godzinę spędzamy na policji, dmuchając w alkomat" - opowiada Niemirski.

Według Naczelnej Izby Lekarskiej nawet 40 proc. lekarzy zetknęło się z agresją ze strony pacjentów: obelgami, pluciem, a nawet biciem. "Dlatego będę przekonywać posłów, by zmienili kodeks karny" - zapowiada Andrzej Włodarczyk, wiceprezes izby.

" Szczególnie w izbach przyjęć" - przyznaje krakowski chirurg Jerzy Friediger. "Niedawno pewien portal medyczny doniósł, że pacjent uderzył lekarza pogotowia i złamał mu nos. Dyrektor pogotowia oświadczył, że lekarz może dochodzić swoich praw z powództwa cywilnego. Nie słyszałem, by po tym zdarzeniu jakiś prokurator wszczął dochodzenie" - dodaje.

. Np. za uderzenie można będzie trafić za kratki nawet na trzy lata (uderzenie zwykłego śmiertelnika to rok odsiadki), za doprowadzenie do rozstroju zdrowia trwającego do 7 dni - nawet na dziesięć lat (normalnie - dwa), a za znieważenie - na rok (normalnie można dostać grzywnę).

Pomysł gorąco popiera Krzysztof Bukiel, główny organizator lekarskich strajków. Na własnej skórze doświadcza złości pacjentów. "W szczycie lekarskich strajków, dwa lata temu, ludzie wołali za mną na ulicy, że jestem zbójem. Do dziś otrzymuję anonimowe telefony" - przyznaje. Według Bukiela istnieje wyraźna dysproporcja między prawami i obowiązkami lekarskimi. "Państwo traktuje lekarza jak żołnierza na froncie: ma on pracować tam, gdzie go rząd postawi, i za tyle, ile mu zaproponują. A ludzie domagają się wszystkiego za darmo i bez ograniczeń. A jeśli nie - biją lekarza po twarzy, plują na niego i na pielęgniarkę" - twierdzi Bukiel. Jego zdaniem, zaostrzenie kar za takie czyny spowoduje, że ludzie "będą się bardziej mitygowali".

Co na to posłowie? Zdaniem posła PO Jerzego Kozdronia z sejmowej komisji sprawiedliwości . Jego zdaniem nadanie im statusu funkcjonariuszy publicznych to otwarcie worka z roszczeniami kolejnych grup zawodowych. "Natychmiast zgłoszą się adwokaci, notariusze. Pewnie także pielęgniarki, bo nieuprzejmość ze strony pacjentów spotyka ich nawet częściej niż lekarzy. Funkcjonariuszami będą już prawie wszyscy oprócz sprzątaczek" - konkluduje.

Poseł Kozdroń zastrzega jednak, że nie mówi ostatecznie nie, bo "w Sejmie wszystko jest możliwe".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj