Dziennik Gazeta Prawana logo

Czego nas uczy teczka "Bolka"

18 czerwca 2008, 02:13
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Książka IPN-u o Lechu Wałęsie nie przybliża nas do zrozumienia własnej historii, bo stała się po prostu bronią w wojnie solidarnościowych pokoleń. Wojnie o to, kto jest czysty, kto jest prawowiernym dziedzicem patriotycznej spuścizny, a zatem kto w kraju takim jak Polska, wciąż fundującym swoją politykę na mitach, ma prawo do władzy - pisze w DZIENNIKU publicysta Cezary Michalski.

Oczywiście pokolenie nestorów opozycji demokratycznej, pokolenie Wałęsy, Geremka, Michnika, Modzelewskiego zrobiło wszystko, żeby tę wojnę rozpalić. Kazało się czcić, budowało kapliczki na cześć samych siebie, brutalnie karało za próby zbadania, jak to w PRL-u było naprawdę. Nawet jeszcze niedawno wielcy opozycyjni starcy napisali kompromitujący list, którego jedynym moralnym przesłaniem był paniczny krzyk: spalić, zniszczyć, zakazać publikacji, bo my nie chcemy niczego wiedzieć! Ale pokolenie Cenckiewicza i Gontarczyka w tej wojnie pokoleń zajęło pozycję sędziów, której ja po prostu nie potrafię bronić. Bo jest fałszywa, bo oddala nas od zrozumienia, czym był PRL, czym my jesteśmy jako jednostki i naród, czego od nas można wymagać.

Młody robotnik złamany w Grudniu '70, który potem robi wszystko, żeby się z tego jakoś wywinąć. Nie mogę rzucić kamieniem, choćbym chciał. Bo by mi ręka uschła. Sam od dziecka byłem zaplątany w symboliczną, bezsilną polską politykę. Bałem się bezpieki kiedy woziłem bibułę, bałem się zomowców kiedy wychodziłem na symboliczne i upokarzające rocznicowe manifestacje w latach 80. I dlatego, kiedy pojawiła się sprawa "Bolka", kiedy stało się jasne - dla mnie już w 1992 roku - że Wałęsa został w grudniu '70 złamany, chciałem, żebyśmy wszystkiego się dowiedzieli, żeby nieliczni wtajemniczeni przestali tymi dokumentami grać, żeby polska polityka stała się naprawdę demokratyczna. Ale jednocześnie nie widziałem powodu, żeby to Wałęsę miało wykończyć, zaprowadzić pod pręgierz, gdzie ludzie, którzy byli w PRL zwyczajnymi oportunistami, którzy swoje bunty i represje przeżywali tylko w wyobraźni, będą go obrzucać zgniłymi pomidorami jako wielkiego zdrajcę.

To zrozumiałe, że Wałęsa się tych dokumentów wstydził i bał. Choć oczywiście niewybaczalne, że narzędziem swojego lęku i wstydu uczynił w jakiejś mierze własną prezydenturę. Wpływając na polską politykę tak, żeby teczka "Bolka" nigdy nie ujrzała światła dziennego. Dzisiaj mamy jednak sytuację, w której jak na dłoni widoczne są błędy obu stron. I wrogów lustracji i lustratorów mylących politykę z moralizatorstwem. Dlatego właśnie dzisiaj wypada powiedzieć, że Wałęsa swoją normę bohaterstwa spełnił - wychodząc jako młody robotnik z gołymi pięściami na czołgi. Nawet jeśli później został złamany. Kiedy w podziemiach komend Milicji Obywatelskiej bito i zabijano. Kiedy nie było żadnego zachodniego korespondetna, żeby mu się wyżalić, kiedy pozostawała naga siła i nagi strach o życie własne i o los swojej rodziny.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj