SŁAWOMIR CENCKIEWICZ: Na pewno jako symbolicznego, legendarnego przywódcę Sierpnia ’80 roku, człowieka, który stoi na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej im. Lenina i ogłasza światu,
zwłaszcza ludziom, którzy mieszkają za żelazną kurtyną, że coś pękło, coś się zmieniło. Ale niewątpliwie uzupełnilibyśmy ten bohaterski biogram legendarnego przywódcy
„Solidarności’ o rzeczy, które zamieściliśmy w tej książce.
PIOTR GONTARCZYK: Myślę, że zdecydowanie ważniejsze byłoby te kilka lat „Solidarności”.
Gontarczyk: Tak, bo choć zarzuca się nam, że ta książka jest jednostronna, my pokazujemy różnego Lecha Wałęsę. Dokładnie opisujemy, jak w latach 80. poddano go ogromnej presji, różnym
brutalnym działaniom Służby Bezpieczeństwa, kolportowaniu dowodów świadczących o wcześniejszej współpracy z SB.
Cenckiewicz: Jest grudzień. Opisujemy, że w tym czasie Lech Wałęsa został zarejestrowany jako TW pseudonim Bolek i próbujemy ten problem współpracy opisać w oparciu o dostępne materiały.
Znaleźliśmy jedynie sześć donosów tajnego współpracownika o pseudonimie Bolek.
Cenckiewicz: Panie redaktorze, one pochodzą z tzw. sprawy obiektowej...
Cenckiewicz: Rękopiśmienne donosy kierowane były tylko do teczek personalnych agentów. Rękopis nie mógł się pojawić w sprawie operacyjnej ze względu na to, że agent mógłby być
zdekonspirowany również w oczach innych oficerów SB. Zawsze były przepisywane na maszynie i tylko w takiej postaci kierowane do innych spraw.
Piotr Gontarczyk: To jest tylko fragment. Wiadomo nam, że w roku 1991 jeden z funkcjonariuszy Urzędu Ochrony Państwa prowadził kwerendę w sprawie śledztwa dotyczącego Grudnia ’70.
Znalazł ponad dwadzieścia donosów TW Bolek. Te donosy w pierwszych dniach czerwca 1992 roku, kiedy była tzw. lustracja Macierewicza, powędrowały do Warszawy. To były dokumenty oryginalne
– żadnych ksero z ksero, podróbek, to były całe akta, zamknięte w latach 70. stosownymi pieczęciami Komendy Wojewódzkiej, ze spisami treści itd. Nie do podrobienia. W latach 80.
tego się nie dało zrobić. Wszystkie oryginalne dokumenty zabrał i - wszystko na to wskazuje - nigdy nie zwrócił Lech Wałęsa.
Cenckiewicz: W latach 1970 - 72, zwłaszcza w latach 1971 - 72, czyli bezpośrednio po wydarzeniach grudniowych TW Bolek był bardzo efektywnym i aktywnym agentem SB, który funkcjonował w
środowisku wydziału W4, działu elektrycznego Stoczni Gdańskiej. W jednym z donosów pojawia się informacja, że na podstawie donosów TW Bolka założono sprawę na Józefa Szylera, kolegę TW
Bolka z wydziału, który organizuje strajki, protesty, wystąpienia wobec dyrekcji stoczni. Na podstawie tych doniesień założono też inne sprawy operacyjne w stosunku do kilku innych osób.
Gontarczyk: Tak. W 1978, kiedy Lech Wałęsa zaczął być aktywny w WZZ, jeden z młodych oficerów w ramach przeszkolenia i poznania środowiska, które miał rozpracowywać, wypożyczył z
archiwum dokumenty dotyczące TW Bolka. Pisze w notatkach „TW Bolek – Lech Wałęsa” i bardzo dokładnie opisuje na trzech stronach, co w tych dokumentach przeczytał.
Mówi o zaangażowaniu tajnego współpracownika, o tym, że chętnie brał pieniądze, że te informacje były wykorzystywane operacyjnie. Zresztą z treści tych donosów wynika, to jak TW Bolek
przekazywał pewne informacje, uczulał oficera SB, że tylko on o tym wie i żeby ostrożnie te informacje wykorzystywać. Po tych dokumentach nie ma wątpliwości, że jest to osoba zaangażowana
we współpracę i nie ma tu mowy o jakimś pozorowaniu.
"
Gontarczyk: Normalnym warsztatem naukowym w badaniu materiałów SB było zanalizowanie ewidencji operacyjnej, wszystkiego, co można na ten temat ustalić. Ta analiza wskazuje jednoznacznie, że w
tych latach nie było pięćdziesięciu czterech "Bolków", a tylko czterech zarejestrowanych w ewidencji operacyjnej wydziału trzeciego tej komendy. Udało nam się ustalić dane
personalne pozostałych trzech osób. Nigdy nie miały one żadnych związków ze Stocznią Gdańską, nigdy nawet nie mieszkały w Gdańsku. Tutaj raczej o pomyłce nie może być mowy.
Gontarczyk: Zdecydowanie nie może być mowy.
Gontarczyk: Dokonałem takiej analizy tego dokumentu i tomu akt, w którym ten został znaleziony, paginacji, wszystkich szczegółów technicznych. Nie mam wątpliwości, że nie jest to dokument
oryginalny. Został podrzucony najprawdopodobniej w latach 90., kiedy funkcjonariusze UOP dokonywali korzystnych dla Lecha Wałęsy manipulacji i kradzieży w dokumentach w delegaturze UOP w
Gdańsku.
Cenckiewicz: Dokument został najpewniej wytworzony w latach 90. W tym dokumencie jest mowa, że Lech Wałęsa będzie poddany kontroli operacyjnej ze strony tajnego współpracownika o pseudonimie Klin. Ale takiego agenta nie było.
Gontarczyk: Wykluczam autentyczność tego dokumentu. Chodzi między innymi o to, że w tym tomie akt jest kilka paginacji, a w dokumencie tylko jedna. Jest wiele szczegółów technicznych, które my nie tylko opisujemy, ale i przedstawiamy na stosownych tablicach.
Cenckiewicz: W 1974 roku pojawiają się problemy z tajnym współpracownikiem Bolkiem. Służba Bezpieczeństwa mówi o tym, że bierze on udział w różnych spotkaniach związków zawodowych i
publicznie krytykuje kierownictwo związków, stoczni i partii. Wtedy SB przeprowadza całą serię różnych "prostujących” rozmów z Lechem Wałęsą, które nie dają żadnego
skutku. Nie che współpracować. Najpewniej przy przeglądzie sieci agenturalnej w czerwcu 1976 roku oficjalnie zdjęto go z ewidencji operacyjnej SB jako aktywnego agenta, a akta skierowano do
archiwum.
Gontarczyk: Były próby. W roku 1978 była wizyta dwóch wysokich funkcjonariuszy komendy gdańskiej, którzy napisali notatkę, że przeprowadzili rozmowę z Lechem Wałęsą, byłym tajnym
współpracownikiem o pseudonimie Bolek. Ta rozmowa była próbą pozyskania Lecha Wałęsy do współpracy. Ale Lech Wałęsa odmówił.
Cenckiewicz: Nie mamy pewności, że nie wykorzystała. W latach 1980 - 81 informacje o tym, że Lech Wałęsa miał przeszłość agenturalną, pojawiają się w różnego rodzaju doniesieniach,
meldunkach funkcjonariuszy SB nie tylko z Gdańska.
Gontarczyk: Żadna policja tego typu na świecie, bez względu na ustrój, nie ujawnia swoich agentów. Można to było zrobić w bardziej nieoficjalny sposób. Wiele wskazuje na to, że to właśnie
robiono. W książce prezentujemy kilka dokumentów kolportowanych przez SB po to, żeby skompromitować Lecha Wałęsę, właśnie dokumentów z lat 70. My te dokumenty omawiamy oddzielnie. Stawiamy
tezę, choć nie można tego stwierdzić jednoznacznie, że są to kopie autentycznych rękopisów z lat 70.
Gontarczyk: To była dość szeroko zakrojona operacja. Antoni Macierewicz w 1992 roku zgromadził nie tylko te dokumenty, które istniały wówczas na temat TW Bolka, ale również wyniki kwerend
dokonywanych przez jego współpracowników. To zgromadzono razem. Te dokumenty wypożyczył Lech Wałęsa i te dokumenty były kradzione i niszczone. Nie ma co do tego cienia wątpliwości. Ale to
jest tylko część operacji. Drugą część operacji wykonano w Gdańsku. Tam dokonano zmian na stanowisku kierownika delegatury. Został wyrzucony zasłużony Adam Hołysz, a na kierownictwo
mianowano ludzi z nieciekawą przeszłością, jakichś lektorów komitetu wojewódzkiego… I to byli zaufani Lecha Wałęsy.
Gontarczyk: Zgodnie z ustawą o Instytucie Pamięci Narodowej IPN wystosował pisma do tych instytucji, które dokumenty w sprawie Lecha Wałęsy mogą mieć. To był nasz obowiązek. BW odpisała i
przesłała jakieś dokumenty do IPN. Powtarzam - zgodnie z ustawą. Prokuratura też jakieś akta przesłała.
Cenckiewicz: To jest nie do końca prawda. Piotr Gontarczyk już 26 września 2007 wysłał do niego pismo z propozycją spotkania. Mamy potwierdzenie wysłania tego pisma faksem do biura Lecha
Wałęsy. Nigdy nie otrzymaliśmy odpowiedzi i zgody na takie spotkanie.