Dziennik Gazeta Prawana logo

"W razie czego zamieszkam we Wrocławiu"

10 grudnia 2008, 19:50
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
"Nasz prawdziwy przywódca mieszka w Tybecie. Jest nim sześć milionów Tybetańczyków" - podkreśla Dalajlama w rozmowie z DZIENNIKIEM. "Dlatego nasza walka nie skończy się razem z moją śmiercią, ale może trwać przez pokolenia" - dodaje. I żartuje, że skoro został honorowym obywatelem Wrocławia, to niewykluczone, iż tam zamieszka.


Absolutnie. Zawsze krytykowaliśmy przemoc, nic się nie zmieniło (śmiech). To zło. W drugiej połowie XX wieku wielu ludzi, w tym polityków, zaczęło doceniać walkę bez jej użycia - choćby Nelson Mandela - i zaczęło wcielać ją w życie. Dlatego, że przynosi owoce. Frederik de Klerk, biały prezydent RPA, często dziś dzwoni do Mandeli, jak mi mówił. Gdyby obaj wybrali przemoc, nie rozmawialiby ze sobą. W nowej, światowej rzeczywistości to jedyna metoda, by rozwiązywać problemy. Przemoc oznacza przecież, iż jedna strona zwycięża, druga zaś zostaje zniszczona. Wyeliminowanie przeciwnika jest dziś niemożliwe. Niszcząc go, niszczymy część siebie. Na każdym kroku widzę potwierdzenie prawdy, że przemoc nic nie daje.


Czemu? Ściśle przestrzegamy zasady walki bez przemocy, zatem coraz więcej etnicznych Chińczyków solidaryzuje się z nami. Inna rzecz, że nie chcemy separacji. Ostatecznie zresztą rozwiązanie sprawy Tybetu musi zostać wypracowane wspólnie przez Tybetańczyków i Chińczyków.


Chiny nie sprzeciwiają się autonomii. Obawiają się tylko naszego ruchu. Wielką rolę odgrywa tu strach i podejrzliwość. Każdy wrażliwy Chińczyk poważa starania Tybetańczyków. Problem w tym, że w Chinach działa cenzura. Przeciętny mieszkaniec tego kraju otrzymuje informacje za pośrednictwem propagandy rządowej, która jest destrukcyjna. Pewnego razu w Harwardzie w Ameryce spotkałem chińskich studentów. Powiedzieli mi, że gdyby Chińczycy wiedzieli, jakie rzeczywiście jest nasze stanowisko, wszyscy by nas popierali. Propaganda wypacza jednak obraz walki Tybetańczyków.

Znacząco rośnie wsparcie chińskich intelektualistów dla sprawy tybetańskiej, to dobry znak. Unia Europejska, Ameryka i wiele innych rządów w pełni popiera naszą drogę środka. Niestety, konstruktywny dialog z władzami chińskimi zawodzi. Zawodzi także chińska polityka zmian wewnątrz Tybetu. Mimo to będziemy kontynuować walkę. Okrutny, autorytarny system zmieni się. Musi się zmienić. Chińczycy domagają się więcej wolności i przejrzystości. Po trzęsieniu ziemi w Syczuanie widzieliśmy zmiany w postępowaniu chińskich władz, większą otwartość. Mieliśmy wtedy nadzieję, że ta polityka będzie trwać, ale stało się inaczej.


Modzi kontestuja politykę, ale nie podważają zasady niestosowania przemocy. Czynią tak tylko jednostki i to niekoniecznie młode. Dostałem niedawno list z Tybetu, autor nie był młodzieniaszkiem. Wzywał do mojego zbrojnego powrotu do kraju (śmiech).


Że to beznadziejne. Nierealistyczne. Niemoralne.


Każda walka z użyciem przemocy jest niemoralna, nawet z wrogiem. Nie musimy tego robić, możemy poczekać.


To walka cełego narodu nie tylko jednego pokolenia. Minęło już sześćdziesiąt lat. To zadanie rozłożone na generacje. Zapewne nie wypełnimy go ani teraz, ani wraz z moją śmiercią. Walka jest przekazywana z dziada na syna, wnuka i prawnuka. Generacje przemijają, ale to bez znaczenia. Misję podejmą następne. Ile pokoleń Polaków walczyło za swój kraj? Jestem dobrej myśli.

Czy ja dożyję zmian w Tybecie? To bez znaczenia, jestem obywatelem świata. Źle mi na wygnaniu? Nie. Czuję się tu szczęśliwy. Zostałem właśnie honorowym obywatelem Wrocławia, jeśli będzie mi tu wygodnie, w każdej chwili zamieszkam w waszym pięknym mieście (śmiech).


Rozwój materialny nie jest zagrożeniem dla Tybetu. Pod jego wpływem zapewne zmieni się styl życia, ale to nic nie szkodzi, tybetański duch pozostanie nienaruszony. Prawdziwe niebezpieczeństwo tkwi w tym, że chińskie władze postrzegają kulturę tybetańską jako źródło idei separatystycznych, jako zagrożenie. Dlatego stosują wszelkie metody, by systematycznie zniszczyć tożsamość i unikalną kulturę Tybetu. Spójrzmy.

Rozwinęły się Indie, Tajwan; żaden z tych krajów nie stracił tożsamości. Podobnie Chiny, choć ich dziedzictwo zostało poważnie naruszone przez rewolucję kulturalną, dlatego westernizacja postępuje tam szybciej niż w Indiach i na Tajwanie. Problemem jest polityka chińskich władz, nie modernizacja. Postęp sam w sobie nie niesie zagrożenia dla tożsamości. Ani progres, ani pieniądze nie są źródłem zniszczenia. Polityka tak.


Kolej jest w Tybecie mile widziana, potrzebujemy jej dla naszego rozwoju. Potrzebujemy łatwego transportu. Popierałem ten projekt. Kiedy powstał, niektórzy nasi stronnicy w świecie i sami Tybetańczycy kontestowali go. Tłumaczyłem, że kolej nie jest problemem, łączy nas ze światem. Problem to motywacja polityczna, by maksymalnie ekploatować bogactwa naturalne Tybetu bez oglądania się na zniszczenie środowiska, by przerzucać do naszego kraju kolejne fale chińskich osadników.


Dalajlama służy Tybetańczykom i innym wyznawcom naszej religii. Kontynuuje misję z poprzedniego życia. Dziś, jeśli sytuacja się nie zmieni, lepiej czynić to na emigracji niż w kraju. Dlatego, kiedy umrę jako uchodźca, w logiczny sposób moja inkarnacja zostanie odnaleziona poza Tybetem. Pamiętajmy jednak, że nasz prawdziwy przywódca żyje w Tybecie. To sześć milionów Tybetańczyków. Ja jestem tylko ich rzecznikiem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj