Nie, Kociołek na pewno nie. Winnych powinien wskazać sąd, ale osobą, która namawiała Władysława Gomułkę do eskalacji, był jego najbliższy współpracownik Zenon
Kliszko. Nieoficjalnie nazywano go drugą osobą w państwie.
Podwyżki cen żywności. Jednak tym, co najbardziej rozsierdziło robotników, było cyniczne zagranie ówczesnej władzy, która na osłodę obniżyła ceny artykułów przemysłowych. Jak często
kupuje pan telewizor, a jak często pieczywo? Tego robotnicy nie wytrzymali.
Tego nie dowiemy się nigdy. Oficjalne dane mówią o 45 zabitych, jednak nikt nigdy nie ustalił pełnej listy ofiar. Mogło być ich jednak znacznie więcej. Z jednej strony na tablicy pamiątkowej
wymieniono nazwisko sierżanta ZOMO Mariana Zamroczyńskiego, zlinczowanego przez tłum. Ten zomowiec chwilę wcześniej na oczach setek osób zastrzelił człowieka. Nie ma natomiast w rejestrach
strażaka, który po wielu godzinach gaszenia pożarów wrócił do domu i popełnił samobójstwo. Był ofiarą czy nie? A ludzie, którzy umierali w szpitalach? W tych dniach szpitale przypominały
rzeźnie. W normalnych warunkach wiele osób, np. kobietę, której trzeba było amputować nogę, można by było uratować.
>>> Zobacz fotografie z Grudnia '70
Nie wiadomo, gdzie zginął. Jednak Zbyszek Godlewski nie był jedynym, którego ciało niesiono ulicami miasta w pochodzie. Z relacji świadków wynika, że tego dnia takie pochody były dwa, albo
nawet trzy, w różnych częściach Gdyni.
Wojsko, milicjanci, ZOMO i służba bezpieczeństwa. Jednak wojsko strzelało tylko w określonych okolicznościach i zawsze na rozkaz. Wiemy nawet dokładnie, że wystrzelono 46 tysięcy pocisków
ostrych, świetlnych i ślepych. Największym dramatem grudnia było natomiast to, że milicjanci, ZOMO i funkcjonariusze SB mieli przyzwolenie na indywidualne użycie broni. Efekt był taki, że
strzelali do wszystkiego, co się ruszało.
*prof. Jerzy Eisler polski historyk, zajmujący się głównie historią najnowszą Polski