Dziennik Gazeta Prawana logo

PSL może chcieć zwiększenia deficytu

28 stycznia 2009, 16:07
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Już w drugiej połowie roku – jeśli okaże się, że planowane przez rząd Donalda Tuska oszczędności nie wystarczą – konieczne może być zwiększenie deficytu budżetowego – mówi DZIENNIKOWI poseł PSL i członek władz tej partii Eugeniusz Kłopotek

EUGENIUSZ KŁOPOTEK*: To na pewno krok w dobrym kierunku. Przede wszystkim trzeba się starać utrzymać rozwój gospodarczy chociażby na niewielkim poziomie. Wygląda na to, że dotychczasowe założenia wezmą w łeb i prawdopodobnie w połowie roku czeka nas nowelizacja budżetu. Bardzo mi jednak odpowiadają trzy założenia planu oszczędnościowego: po pierwsze to, że maksymalnie będziemy starali się oszczędzić najuboższych: emerytów, rencistów i rodziny wielodzietne. Po drugie to, że nawet podczas szukania oszczędności już w ciągu roku - gdy ministrowie będą mieli zakodowane, że w wydatkach trzeba "skasować" 17 mld zł - to jednak nie będzie się ciąć wydatków na cele inwestycyjne. Po trzecie wreszcie - to sprawa, o której od dawna mówi Waldemar Pawlak, a co często było ironicznie oceniane przez kręgi finansistów - koniec dawania środków budżetowych systemowi finansowemu, również bankom. A zamiast tego przeniesienie pomocy w formie pożyczek, kredytów i gwarancji na małe i średnie przedsiębiorstwa oraz na obywateli, kredytobiorców.

Wprawdzie byłaby to ostateczność, ale obawiam się, że dalsze cięcie wydatków ponad planowane 17 mld może być niemożliwe. Jak się zbytnio zaciąga pasa, można udusić pacjenta. Dlatego być może konieczne okaże się zwiększenie deficytu budżetowego. Dzisiaj raczej nikt z naszej koalicji, a szczególnie minister finansów takiej możliwości nie dopuszcza. Ale osobiście uważam, że jeżeli zajdzie taka potrzeba - nie teraz, ale później - to trzeba będzie to przeanalizować w miarę dokładnie po półroczu. A tego bym nie wykluczał.

Wydaje mi się, że jeżeli by się okazało, że przyrost PKB miałby niższy niż planowany i 17 mld miałoby nie wystarczyć - to obawiam się, że dalszych cięć w wydatkach już się nie da zrobić. Przypuszczam też, że w takim przypadku wielu moich kolegów byłoby skłonnych zwiększyć deficyt. To oznaczałoby, że musielibyśmy zapomnieć o szybkim wejściu do strefy euro, bo przy tak rozchwianym dziś systemie, przy niestabilności złotówki nawet wejście do tzw. "zamrażarki" byłoby niewskazane. Ale trudno. To nadzwyczajna sytuacja, kryzysowa, w związku z tym niektóre ambitne plany trzeba odłożyć na później.

Z całą pewnością nie w pierwszej połowie roku Jest wiele tzw. sztywnych wydatków, na które przeznaczone jest 70 proc. budżetu. Ale w drugiej połowie roku może się okazać, że konieczne będę jednak cięcia. Co ciąć? Można by być może zmniejszyć wynagrodzenie w sferze budżetowej. Jednak byłoby to posunięcie bardzo niepopularne i trudne do wykonania. W tej sytuacji zwiększenie deficytu może być lepszym wyjściem.

*Eugeniusz Kłopotek, poseł, członek Rady Naczelnej PSL

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj