IRENEUSZ KRZEMIŃSKI*: Ton Kaczyńskiego w tym wywiadzie jest faktycznie buńczuczny, wręcz zarozumiały. Uderzające, z jaką lekkością odbija prezes PiSu jak piłeczkę wszystkie zarzuty, jakie
mu się wytyka w wywiadzie. Aż chciałoby się przypomnieć znane przysłowie na ten temat… Zarazem Kaczyński podaje powód swej buty: mimo przegranych wyborów, PiS uzyskał większe poparcie
niż wcześniej. Ale nie wiem, czy jest to uzasadniony powód do pychy i pewności zwycięstwa w przyszłości. Bo ci, którzy poparli poprzednio PiS, stanowili w swej większości kategorię ludzi o
wspólnym światopoglądzie, dość zwartym i zorganizowanym wokół haseł narodowych, a poniekąd też narodowo-modernizacyjnych. Rdzeń tej kategorii stanowią ludzie jakoś bliscy Radiu Maryja, o
wyraźnych przekonaniach światopoglądowych: eurosceptyzm w połączeniu z modelem państwa silnego, autorytatywnego, skłonność do ograniczania swobód demokratycznych w imię celów
ogólnonarodowych i moralnych. Ale zakres tej kategorii wyborców wydaje mi się – i mówię to na podstawie nie-wyborczych badań – ściśle ograniczony.
Nie liczyłbym na więcej, niż ok. 1/3 elektoratu jako skłonnego poprzeć treści światopoglądowe i polityczne PiS-u. To jednak rzeczywiście za mało, żeby zwyciężyć w wyborach,
zwłaszcza, jeśli frekwencja będzie co najmniej tak duża, jak w poprzednich wyborach. Z drugiej strony trzeba powiedzieć, że dziś jednak trudno to oszacować, a do głosu dochodzą znów
umiejętności polityczne Kaczyńskiego, które mogą nieco zmienić sytuację.
Moment ataku wybrał świetnie. Mamy narastający kryzys, z którym rząd nie bardzo wie co zrobić. A ten kryzys jest bardzo dziwny, bo z jednej strony mamy do czynienia z pewnym kryzysowym
procesem, dającym się przewidywać, ale z drugiej – pojawiają się nagłe, irracjonalne i niespodziewane zjawiska, jak fale, które zmieniają sytuację. Bardzo trudno jest znaleźć
jakieś racjonalne, względnie trwałe sposoby radzenia sobie z kryzysem i jego konsekwencjami. Kiedy wybuchła sprawa kredytów mieszkaniowych w USA, w Wielkiej Brytanii nie było żadnych powodów
do obaw, bo polityka kredytowa była świetnie zarządzana. A jednak Anglicy wpadli w panikę pod wpływem medialnych komunikatów z USA i realnie amerykański kryzys przełożył się na sytuację
finansową brytyjskich banków i firm developerskich. Ten przykład wskazuje, że opanowanie tego kryzysu nie jest łatwe. Trudno przewidzieć jego skutki, co może stanowić pewne usprawiedliwienie
dla rządu. Ale tylko do pewnego stopnia, bo widać wszędzie wysiłki państw do anty-kryzysowego działania.
To właśnie przewiduje Kaczyński i tym razem są realne przesłanki do wiary, że mu się uda. Wybrał nie tylko świetny moment, ale też opracował nową strategię działania. Warto zwrócić
uwagę, że w wypowiedziach Kaczyńskiego zupełnie znikły zarzuty, które PiS do tej pory konsekwentnie stawiało PO. Nie ma już mowy o populizmie antyliberalnym, o zagrażającej nam Europie itp.
To znaczy, zapewne, te idee są nadal ważne, ale teraz akcent padł na co innego: na gospodarkę. Ten atak jest bardzo precyzyjny i sprowadza się do przekazu: rząd nic nie robi z kryzysem
gospodarczym, który na pewno nas dotknie. Natomiast my, dotąd źle traktowana opozycja, wychodzimy z inicjatywą, z anty-kryzysowym, gospodarczym programem. To my jesteśmy jedynymi, którzy są w
stanie zaradzić konsekwencjom kryzysu. A konsekwencje, co istotne, rzeczywiście zaczynają dotykać tych grup, które od dawna były zorientowane na Platformę, jak np. cały krąg biznesmenów i
przedsiębiorców. Co więcej, głosy niepokoju i niezadowolenia z braku działań rządu, które się pojawią, to nie są głosy tylko drobnych przedsiębiorców, ale także reprezentantów
wielkiego biznesu. Niewykluczone, że ostatnie działania PiS-u i wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego wywołały wtorkową reakcję premiera i rządu: niespodziewaną konferencję prasową na temat
działań anty-kryzysowych.
Osobiście mam nadzieję, że PO przetrwa. Ale nie da się ukryć, że pamięć ludzi jest zawodna. A Platforma nie zrobiła zbyt wiele, by ją zachować. Ostatni rok to była nieustanna
kłótnia, obrzucanie się wyzwiskami między PO i PiS, negowanie siebie totalnie, bez zważania na racjonalne tego konsekwencje. I ta werbalna wojna już się wszystkim przejadła. Człowiek ma
ochotę wyłączyć telewizor na widok kolejnych polityków PiS i PO, którzy nawzajem wrzeszczą na siebie. Najwyższy czas, by Platforma zaczęła bardziej precyzyjnie działać. Powinna
przypomnieć, jakie to konkretnie zagrożenia wiązały się z tym autorytarnym tonem, który w waszym wywiadzie z Kaczyńskim da się odnaleźć. Tonem niemal bezkrytycznym wobec siebie,
niedopuszczającym do myśli: zrobiliśmy coś złego. Jeśli PO tego nie wskaże, to może na tym źle wyjść. Warto bowiem ludziom przypomnieć, czego obawialiśmy się za rządów PiSu.
Na tym tle PiS wyraźnie ożył. Nie przeceniałbym znaczenia dymisji Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Afera z Olewnikiem jest w jakimś sensie ważniejsza i bardziej alarmująca dla obywateli niż
cała afera Rywina. Ona bowiem wskazuje, że człowiek może być zabity i nic się nie będzie działo, bo są jakieś układy, które blokują sprawiedliwe działanie instytucji państwa. To
przypomina wręcz ponure czasy działania wymiaru sprawiedliwości za PRL, kiedy mieliśmy zaginięcia, śmierci, które nigdy nie zostały wyjaśnione. Sam premier na początku urzędowania spotkał
się z państwem Olewnikami i złożył obietnicę wyjaśnienia sprawy. Gest odwołania ministra w momencie, gdy pojawiają kolejne niepokojące fakty w tej sprawie i nie ma wyjaśnienia –
może raczej przysporzyć wyborców PO. Takie gesty jednak nie zastąpią czegoś ważniejszego. Są potrzebne realne inicjatywy rządu, które pokazałyby troskę, wybieganie myślą w
przyszłość, scenariusze rządu, stanowiące możliwą odpowiedź na takie lub inne zmiany sytuacji. A przecież o niestabilności tego kryzysu mówiliśmy na początku rozmowy. Obywatele powinni
nabrać pewności, że rząd mobilizuje swoje możliwości, że także już teraz sięga po specjalistów, aby być przygotowanym do sprostania ewentualnym skutkom kryzysu. Tymczasem do wtorku nie
słychać było żadnej wypowiedzi premiera czy któregoś z odpowiedzialnych ministrów w tej sprawie. Nie jestem też pewien, czy wtorkowa konferencja stanowiła dobrą odpowiedź na wyzwanie,
jakim stała się nowa strategia i program PiS-u. Tak czy inaczej sytuacja stwarza pozytywną szansę dla PiS-u, które pokazuje w tej materii konkrety, odchodząc od serwowanych przez siebie dotąd
jedynie populistycznych haseł. To mądra zmiana w strategii Jarosława Kaczyńskiego, który dotychczas ustawiał PiS w roli opozycji, która tylko szczeka i ujada.
Gosiewskiemu pewnie nie oddadzą. Tyle tylko, że Gosiewski w stosownym momencie zapewne zniknie z codziennych serwisów, z pierwszego planu, żeby nie zakłócać nowego obrazu PiS. Kaczyński
prowadzi całkiem przemyślaną akcję. Wyjściu z bardzo konkretnymi merytorycznymi propozycjami towarzyszy nowy image. Już nie wystarczy Gosiewski i Putra z sumiastymi wąsami. Teraz na pierwszym
planie mamy kobiety–ekspertów: Grażynę Gęsicką, Aleksandrę Natalii – Świat czy Joanę Kluzik–Rostkowską. To silny i efektowny akcent, zgoła feministyczny! I
mamy nowego, uczesanego, inaczej wyglądającego prezesa Kaczyńskiego. To bardzo znaczące. Sądzę, że nowy program i nowy obraz Kaczyńskiego ma przyciągnąć część inteligencji, która
odpłynęła od PiS do PO czy nawet SLD. Inteligencji, która może stać się krytyczna wobec Platformy, mając jej za złe, że nic nie robi ze skutkami kryzysu. Nowy obraz Kaczyńskiego może
stać się atrakcyjny także dla części młodszego pokolenia.
Kaczyński prognozuje, że jednocześnie opada zasłona PR i Polacy dostrzegą i inne słabości PO. Z pewnością taktyka premiera: nie narażać się nikomu, by pozyskać wszystkich jest na
wyczerpaniu. Dalsze ewidentne unikanie definiowania jasno sytuacji, uciekanie od mówienia o niewygodnych sprawach i opowiadania się za określonymi wartościami to droga do klęski. Dobrym
przykładem jest tu ważna reforma edukacji minister Katarzyny Hall. Jej intencje są proste i dobrze mogą się przysłużyć polskiej szkole, która teraz powinna być priorytetem. Reforma została
jednak wyśmiana przez zaskakujący sojusz: od „Naszego Dziennika” do „Gazety Wyborczej”. A premier unikał na wszelki wypadek jakiejkolwiek, jednoznacznej
wypowiedzi na ten temat. Najwyższa pora, by Donald Tusk odpowiedział sobie na pytanie, kogo chce przede wszystkim utrzymać w swoich szeregach.
Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Śni mi się to jako koszmar.
Mam nadzieję, że nadzieje Kaczyńskiego są przedwczesne. Na razie nie widzę takiej możliwości, by PiS mogło zwyciężyć w przyszłych wyborach. Tym bardziej, że premier Tusk zachowuje
czujność, o czym świadczy wspominana wtorkowa konferencja rządu. Ale jeśli okaże się, że skutki kryzysu finansowego dotkną gwałtownie polską gospodarkę i gdy rząd okaże się bezradny
wobec załamania gospodarczego, to szanse PiS i Kaczyńskiego gwałtownie rosną. Mam nadzieję jednak, że ten czarny scenariusz się nie spełni, a Platforma się przebudzi i premier rozwinie
stosowne inicjatywy.
* Ireneusz Krzemiński, socjolog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, autor licznych publikacji dotyczących procesów zachodzących w społeczeństwach demokratycznych