Zobaczymy, zmiany w sondażach nie następują od razu. Głównym źródłem sukcesu PO w 2007 roku była słaba lewica i wysoka frekwencja wywołana niechęcią do PiS.
Dziś budować na tej niechęci coraz trudniej. W przyszłości będzie jeszcze trudniej. Z ostatniego sondażu wynikało, że 36 procent wyborców Platformy głosuje na nią tylko z niechęci do
PiS. Gdy atmosfera wojny zanika, gdy awersja do PiS się zmniejsza, mamy same złe wiadomości dla szans PO.
I dlatego celem PiS jest nie tyle zdobywanie punktów, choć i na to przyjdzie czas, ile obniżanie skali niechęci do nas. Pokazywanie, że nie ma do niej powodów.
Nie będę rozliczał w wywiadach własnej partii, zwłaszcza że lista poszukiwaczy wad PiS jest długa. Nie chcę zresztą obrażać ludzi, którzy nie lubią mojej partii.
Partia nie zmienia się za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ale partia ma prawo do zmiany. Nie widział pan w Anglii New Labour Party Blaira czy "nowych konserwatystów"
Camerona? Ale jest coś jeszcze poza przemianą PiS. Kryzys godzi w klasycznych wyborców Platformy, w japiszonów. Część tych ludzi rozczarowanych PO może po prostu zostać przy okazji
najbliższych wyborów w domu. Zwłaszcza gdy będzie dalej obserwować nieudolne rządy Tuska.
Pełna wersja rozmowy Piotra Zaremby z Michałem Kamińskim w sobotnim wydaniu DZIENNIKA