Jestem zadowolony z wyników niedzielnego szczytu, choć pamiętajmy, że był to szczyt nieformalny. Z punktu widzenia interesów Polski, a także samej Unii Europejskiej jest on sukcesem.

>>>Cichocki: Decyzje dopiero zapadną

Mieliśmy tam trzy sprawy. Po pierwsze zapobieżenie tendencjom protekcjonistycznym w obliczu kryzysu, a więc propozycjom Francji, by Unia zagwarantowała specjalną pomoc dla ich przemysłu motoryzacyjnego. Na szczęście udało się oddalić to niebezpieczeństwo. W kontekście tego bardzo istotne jest, że w obliczu kryzysu Unia potwierdziła nie tylko solidarność, ale również traktatową wierność zasadom wolnej konkurencji i regułom wolnego rynku. Gdyby praktyki protekcjonistyczne ostatecznie zostały wprowadzone do polityki krajów unijnych, to wygrałyby na tym państwa bogate, które mają pieniądze, by pomagać swoim przedsiębiorstwom. My ich nie mamy, dlatego odsunięcie protekcjonizmu jest dla nas niezwykle ważne.

>>>Girzyński: Wirtualny sukces Tuska

>>>Olejnik: Wielki sukces Polski w Brukseli

Po drugie kwestie związane ze wspólną polityką wobec kryzysu, a więc słynnych już euroobligacji. Uważam, że rząd początkowo zbytnio spanikował, kiedy pojawiły się informacje na ich temat. Dlatego że nie były one nigdy realistyczną opcja, a przede wszystkim sprzeciwiali się temu pomysłowi Niemcy, gdyż to one ponosiłyby ciężar wiarygodności takich zobowiązań. Poza tym, by można było je zaciągnąć, musiałaby zostać dokonana zmiana traktatu, dlatego że w tej chwili ani UE, ani Komisja Europejska nie mają prawa zaciągania długu. Choć z zasobów, które ewentualnie mogły być w ten sposób gromadzone, można byłoby sfinansować również potrzeby państw niebędących członkami Eurolandu. To jednak jakoś nikomu nie przyszło do głowy, choć mogło to być ważne źródło uzupełniania wsparcia finansowego czy wzmacniania wiarygodności krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Jak wiemy, Węgry proponowały również wielki pakiet pomocowy dla całego naszego regionu. Nie uzyskał on jednak naszego poparcia głównie dlatego, by pokazać, że region jest niejednorodny i są takie kraje jak Polska, które pomocy na taką skalę wcale nie potrzebują. Dlatego oceniam, że była to słuszna przesłanka dla sprzeciwu, z jakim wystąpiła nasza delegacja rządowa w tej kwestii. Choć pewnie warto w jakiś sposób odnieść się do potrzeb Węgier czy krajów bałtyckich, bo w tej chwili one bardzo potrzebują takiej pomocy.

Oceniam, że premier Tusk wykonał bardzo dobry ruch, spotykając się przed szczytem z kanclerz Merkel. Zawsze mówiłem, że głos Polski będzie wielokrotnie silniejszy, gdy uda się dla naszych postulatów pozyskać poparcie Niemiec. Poprzedni rząd nie był w stanie tego zrozumieć. Tymczasem sensowna dyplomacja i dyskretny, ale skuteczny nacisk dyplomatyczny mogą zmienić stanowisko Niemiec. Im przecież zależy, by Polska grała z nimi w jednej drużynie. Dobrze się stało, że przywódcy krajów naszego regionu spotkali się z polskim premierem w siedzibie naszego przedstawicielstwa w Brukseli i że udało się im wypracować wspólne stanowisko.

Dlatego generalnie – poza początkowymi panikarskimi sygnałami, jakie były słyszalne jeszcze kilka dni temu – oceniam ten szczyt pozytywnie.