Pewna grupa znajomych mi osób ogląda każdy wywiad z Lechem Kaczyńskim w oczekiwaniu, ile i jak strasznych gaf prezydent w nim wypowie. Można przypuszczać, że spora część polskiej publiczności też zalicza się do tej kategorii.
>>> Lech Kaczyński o Erice Steinbach
Tym razem jednak łowcy prezydenckich gaf muszą być zawiedzeni. Użył nawet argumentu, że wycofanie Steinbach z rady fundacji Widocznego Znaku to metoda znana z dowcipu o rabinie i kozie. To zresztą argument użyty kilka dni temu przez Piotra Zarembę, więc być może wybuchnie spór o copyright między głową państwa a publicystą DZIENNIKA.
>>> Zaremba: Bitwa o Steinbach. Prowadzą Niemcy
Pewną nadzieję, że takiego konfliktu nie będzie, daje demonstrowanie przez prezydenta ugodowej postawy. Według prezydenta wszystkie spotkania, do których doszło, odbyły się z jego inicjatywy.
Jego krytyka wobec szefa MSZ była całościowa: od negatywnej oceny codziennego zachowania ministra i niestosowania przez niego odpowiednich form wobec prezydenta, aż po zbyt daleko idącą uległość w stosunkach z innymi państwami. Nieprawdziwe zaś są doniesienia mediów zachodnich o nikłych szansach naszego kandydata.
Malkontenci nadal będą go punktować za to, że ma inne poglądy niż oni, że na niektóre pytania odpowiadał z sarkazmem (np. gdy Bogdan Rymanowski kilka razy prosił o komentarz do wypowiedzi Donalda Tuska). Wreszcie skrytykują nawet za to, że mówi zbyt cicho i nie zawsze wyraźnie.
Wizerunek Kaczyńskiego jest zamrożony. W ostatnich tygodniach znacząco zmieniła się sytuacja - na skutek coraz gorszej sytuacji gospodarczej i kilku błędów zaczął sie kruszyć teflon na wizerunku Tuska, zaś prezydent miał kilka udanych spotkań właśnie w sprawie kryzysu.